Jak zwykle w głowie miałam ułożony cały wpis. Usiadłam. Wyparował. W takim razie będzie na spontanie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poważnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poważnie. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 listopada 2020
niedziela, 23 grudnia 2018
Więcej tolerancji, pasztecie! ;)
Poranek. Staję przed lustrem. Zaspana przecieram oczy. Zauważam na skórze pryszcza. Machinalnie myje twarz. Nakładam kapke pasty do zębów na wykwit i wzruszam ramionami. Zniknie. Prędzej czy później.
środa, 27 czerwca 2018
Słabość
Kolejny raz
przemierzam pokój. W roztrzepaniu poszukuje jakiejś rzeczy. Śpieszę
się. Nie wiem do czego. Nie wiem gdzie. Nie zauważam przeszkody,
zbyt wolno reagując. I uderzam w ścianę.
piątek, 19 sierpnia 2016
"Wszystko jest takie kruche..."
piątek, 7 sierpnia 2015
Upały, wizyty, niemoc - Miszmasz letni.
Wczoraj podczas wizyty u B. ta opierniczyła mnie że mało się tu odzywam. No cóż. Najwidoczniej lata, gdy potrafiłam trzepnąć dziesięć notek miesięcznie bezpowrotnie minęły. :( Aczkolwiek cieszę się, że ma mnie kto opieprzać :D
Labels:
codziennik,
Dzieci,
Ja,
kot,
lato,
narzekajka,
optymistycznie,
poważnie,
przyjaciele,
Tygrys,
upał,
wakacje,
zabawa,
zmagania z przeciwnościami
wtorek, 2 grudnia 2014
Lubię grudzień...
Grudzień zaczął się nietypowo.
Skończyłam lekko przedłużony staż...
I choć miałam obawy jak odnajdę się w nowej rzeczywistości idzie gładko.
Bo taak...tęsknię za biblioteką.
Ale nudzić się nie ma kiedy. Serio.
Grudzień to taki fajny miesiąc.
Labels:
biblioteka,
Boże narodzenie,
codziennik,
Dzieci,
igotkowe dialogi,
Ja,
Mikołajki,
poważnie,
rodzina,
Schola,
szczęście,
Zimowo,
zmagania z przeciwnościami
piątek, 14 listopada 2014
Wózkowiczem być: Mamo, dlaczego ta pani jest na wózku?
Idziesz sobie drogi rodzicu ulicą/przez szkolny korytarz/supermarket.
Nagle Twoim oczom, oraz oczom Twojego malucha ukazuje się człowiek niepełnosprawny.
piątek, 24 października 2014
Kochani...
Miałam wczoraj dołka. I chęć wygadania się. No to sobie napisałam notkę. A potem spięłam dupkę.
I nauczyłam się na matmę. Na czwórkę. Od razu było bardziej kolorowo. A jest lepiej tym bardziej, że mam Was. Że wspieracie wciąż.
A ja nawet nic takiego nowego nie piszę ;) pewnego dnia pouciekacie, to pewne :P
A dziś się mam za egoistkę... Bo cóż się rozpisywać? Mam spiny o głupie matematyki, maturki, pogody.
...a tam znów zginęła rodzina... I boli serce. Bo mogli jeszcze żyć. Oni...piękni, młodzi, utalentowani.
I mały, dwuletni chłopiec.
Tam gdzieś, w niedalekich Katowicach została ich rodzina. Pogrążona w smutku. I przyjaciele.
Czymże to jest przy moich malutkich problemach...?
I nauczyłam się na matmę. Na czwórkę. Od razu było bardziej kolorowo. A jest lepiej tym bardziej, że mam Was. Że wspieracie wciąż.
A ja nawet nic takiego nowego nie piszę ;) pewnego dnia pouciekacie, to pewne :P
A dziś się mam za egoistkę... Bo cóż się rozpisywać? Mam spiny o głupie matematyki, maturki, pogody.
...a tam znów zginęła rodzina... I boli serce. Bo mogli jeszcze żyć. Oni...piękni, młodzi, utalentowani.
I mały, dwuletni chłopiec.
Tam gdzieś, w niedalekich Katowicach została ich rodzina. Pogrążona w smutku. I przyjaciele.
Czymże to jest przy moich malutkich problemach...?
wtorek, 10 czerwca 2014
W górę i w dół.
Znów się uczę żyć tak jak dawniej.
Ze zgrozą zauważyłam, że od pewnego czasu zaszły we mnie jakieś zmiany, niekoniecznie pozytywne.
czwartek, 2 stycznia 2014
wtorek, 31 grudnia 2013
Nowy rok...
Dziś sylwester.
No i dobra. Lubię bardzo!
A w ten będzie gwarno, całe dziadostwo moje przyjedzie!
Milenka nawet kreacje wybiera! ;)
niedziela, 8 maja 2011
Nie taka Natalia jak ją malują...
Ostatnio po prawie dwóch latach weszłam na scenę. Miałam przyjemność wraz z koleżanką zaśpiewać na drugiej olimpiadzie specjalnej w ośrodku OREW, którego jestem stałym bywalcem.
Było sympatycznie, nawet cudownie! Dostałam kwiaty, piękne podziękowania, pamiątkowy medal i wiele, wiele gratulacji.
Dużo osób ostatnio zachwala się nad tym jaka jestem silna… Ale muszę dziś wszystkich niestety zdziwić. Nie jestem, nie byłam i chyba nie będę silna. Są osoby o wiele silniejsze odemnie, każdego dnia widuję dzieci z gorszymi chorobami, wiecznie uśmiechnięte, ludzi biednych cieszących się z błahostek…
A ja? A mnie Bóg oszczędził… Moja choroba jest na tyle łaskawa, że mogę przebywać wśród młodzieży, mogę chodzić do szkoły. Mogę mówić, mogę kiedyś podjąć pracę, żyć w miarę tak samo jak wszyscy…
A tymczasem coraz częściej nachodzi mnie totalna beznadzieja. Coś co niszczy coraz więcej moich dni, coś co sprawia, że coraz częściej ryczę…od tak… Bez powodu.
Coś takiego, że swoim wrogim nastawieniem do świata odpycham od siebie coraz więcej ważnych dla mnie ludzi, że kłócę się z kim popadnie, bo czasem po prostu MUSZE na kogoś nawrzeszczeć… I to, że coraz częściej jestem wściekła na to, że akurat ja muszę być chora, przyjmować leki, jeździć na wózku.
A jak już ta chandra przejdzie to nagle dostaje nie wyjaśnionego powera, chce mi się żyć, marzę o tym jaka kiedyś będę szczęśliwa a w głowie mam tysiąc planów… I pewnego dociera do mnie, że te plany są cholernie nie realnymi… I zatacza się błędne koło.
I wiem, że powinnam być wdzięczna, że żyje, że mam przyjaciół, mam rodzinę.
Ale ja czasem po prostu nie mogę…
Pozory mylą…
Ps Igor odwraca się z plecków na brzuszek :)
wtorek, 22 marca 2011
Nauka, imprezki i takie tam...
W dzień chrztu świętego Igora nie była ładna pogoda, pomimo że zaklinałam jak mogłam, ale był deszcz… To jednak nie popsuło nam wspaniałych chwil. Igorek najpierw przyjął swój pierwszy sakrament święty, potem było wręczenie prezentów i uroczysty (a jakże!) obiad, mały spisał się dzielnie, troszkę sobie pomruczał w kościele, ale gdy ksiądz polewał mu główkę zrobił wspaniały uśmiech
Tydzień temu byliśmy oboje na badaniach (oczywiste, moich) i i dokładnie w ten dzień Igorek po raz pierwszy jadąc windą zaśmiał się na głos rozgadani są z Adrianem bardzo (złośliwi twierdzą, że po cioci).
A ja jak to ja… humor mam raz lepszy, raz gorszy. Wizyta w szpitalu dobiła mnie bardzo, gdyż badanie które miałam robione odbywało się obok sal dialistycznych… Wiele kiedyś czytałam o dializach… Ale to nie to samo… bo poczułam co to cierpienie dopiero, gdy poznałam pewną dziewczynkę, która żyje bez dwóch nerek i prawie mieszkając w szpitalu każdą noc podłączona jest do pomp, które oczyszczają jej krewkę „w zastępstwie” nerek… Wiadomo, do końca życia tak nie można, dziewczynka przeszła już długą operacje usunięcia uszkodzonych nerek, a obecnie czeka na przeszczep…
I człowiek zadaje sobie pytanie: Dlaczego?
W mediach huczy od rewelacji z sejmu, politycy ścigają sie pomiędzy sobą tylko po to, by pokazać że to oni są najwaźniejsi… Nie nauczyła ich nic katastrofa sprzed roku, pomimo że stracili przyjaciół, rodzine, nadal jest w nich wiele zła…
Za mniej niż miesiąc rocznica tragedii smoleńskiej, a oni znów będą zjednoczeni, zadumani, zatrzymają się w tym pędzie… Na pokaz…
Przepraszam, że notka dziś jest niezbyt ciekawa i nie zbyt przyjemna, ale czasem potrzebuje się tak wygadać (wypisać?) Coraz częściej dopadają mnie jakieś dziwne melancholie…
Na pocieszenie wystarczy przecież poobserwować przyrodę za oknem, wiosna w pełni!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

