No a w Boże ciało, jak w to Boże ciało tradycyjnie sobie... polało. :P
Obudziły mnie wczoraj złowrogie grzmoty i grube krople deszczu uderzające o szybę.
Potem się co prawda rozpogodziło, ale jako, że ja ostatnio jakaś najzdrowsza nie jestem, to siedziałam w domu.
W środę byłam u lekarza.
A dokładniej u neurologa.
Standard-Dwie godziny czekania i... pięć minut w gabinecie.
Pani kazała zamknąć oczy, uśmiechnąć się, wystawić język, trafić palcem do nosa
i ścisnąć jej dłonie.
Przez moment byłam pewna, że sprawdza, czy żem trzeźwa.
A na końcu dostałam w ręce i nogi młoteczkiem (Bynajmniej nie za karę, bo jak tu karać taką grzeczną Noel?! :P), pani coś nadziubdziała w karteluszce i... Adios!
No to żem pojechała.
A potem troszkę lenistwa i schola. :)
Siostra moja co się Kasią zowie przywiozła mi wczoraj najświeższe zdjęcie usg 4d z obliczem małej (No dobra już nie takiej małej, bo kilogram se już waży!)
No mówię Wam, że jeszcze nie tak dawno nie byłam świadoma tego, że można się zakochać w zdjęciu usg!
A ja się zakochałam. Jak niegdyś w Igutku i Adku, teraz tak samo mocno i intensywnie zabujałam się w tym małym gremlinku.
W małym człowieczku.
W naszej małej Mi. (Sobie już ją nazwałam. Sasasasa :P)
Chce już sierpień <3 bez dwóch zdań!
A jak już zostaniem przy dzieciach (Bo o dzieciach jak wiecie mogę godzinami, a nawet latami) to Adek postanowił się... wynieść.
Do cioci (Co się Martą zowie ;P) na dni trzy.
Wycałowany, pożegnany, obiecał, że tęsknić będzie.
A atrakcji czeka go więcej, niż ustawa przewiduje. :D
A jak wróci, to pójdziemy na plac zabaw.
Z ciocią Olą i Iguniem. Tak z okazji dnia dziecka. :))
Oby tylko pogoda dopisała!
A w ogóle? A w ogóle to czerwiec idzie.
Już. Tak szybko. Miesiąc przełomów. Czuje to. Po prostu czuje i już. :)
PS Śniło mi się, że dostałam pracę. Układałam krzyżówki dla przedszkolaków.
Brawo Noel. Brawo! :P
_________________________________________




