Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery koła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cztery koła. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 grudnia 2016

Przedświątecznie

O Matko! Wcale mnie tak długo tu nie było (Jak wiecie, potrafię dłużej :P) a teraz wchodzę i widzę, że blogspot całkowicie pozmieniał wygląd strony o.O. Więc zanim zakumałam, co jest czym i gdzie, (A musicie widzieć moi drodzy że jestem dopiero przed kawą...) to mi trochę minęło.

poniedziałek, 21 września 2015

Wózkowiczem być: Szpital. Słodko gorzkie wspomnienie

źródło:internet
Uniwersytecki Szpital Dziecięcy w Krakowie. Ogromny budynek, charakterystyczny niebieski daszek przy wejściu. Wielka żyrafa w holu.
Miejsce, które zaraz po rodzinnym domu znam jak własną kieszeń.
To tu przed dwudziestoma  dwoma latami  uratowano mi życie.
To tu spędzałam początkowo każdy dzień życia,  aż w końcu ograniczało się to do jednej wizyty na rok.
Wszystko pamiętam. Cały bukiet emocji, który mi towarzyszył.
Strach, ból, znudzenie w poczekalni, śmiech.
Śmiech? W szpitalu? Zapewne pukacie się teraz w czoło. A jednak.

piątek, 10 kwietnia 2015

Wózkowiczem być: Moja droga do akceptacji.

Jestem osobą niepełnosprawną.
Osobą niepełnosprawną która sobie radzi.
No a przynajmniej względnie według niektórych. Bo są osoby które zawsze chcą przykręcić mi śrubkę i wypomnieć, że mimo braku ograniczeń intelektualnych nie posiadam matury, czy nie jeżdżę samochodem.
Ale, to Ja nie o tym...

środa, 25 marca 2015

I co ja bym bez Was wszystkich...?

Dobla, dobla.
Lecę sobie w kulki z tym blogiem coś.
Omijam szerokim łukiem, wykręcam się jak mogę.
A przecież ja taaaaak kocham to miejsce.
Sama nie wiem czemu to robię. Wypalić się nie wypaliłam.
Chyba. Ale skoro jeszcze tu piszę to chyba jakiś znak, niet?
Także...Anetko! Agatko! Dziękuje, że tak mnie motywujecie! Tak krzyczeć na mnie można. :P To szalenie miłe...

piątek, 14 listopada 2014

Wózkowiczem być: Mamo, dlaczego ta pani jest na wózku?

Idziesz sobie drogi rodzicu ulicą/przez szkolny korytarz/supermarket.
Nagle Twoim oczom, oraz oczom Twojego malucha ukazuje się człowiek niepełnosprawny.

wtorek, 10 czerwca 2014

poniedziałek, 12 maja 2014

Wózkowiczem być: Ciociu a Ty byś chciała chodzić...?

Bo takie pytanie zadał Adek. Kilka tygodni wstecz.
Podniosłam głowę znad malowanki lekko oniemiała, bo się nie spodziewałam. A w głowie jakby pustka. Pierwszy raz nie wiedziałam co odpowiedzieć dziecku. Odpowiedziałam więc dość mało inteligentnie: "Właściwie to nie wiem." On nie drążył tematu. Mój mózg owszem.

czwartek, 27 lutego 2014

Wywiadzik

Nie ogarniam. Wczoraj z racji iż przyjechała do Nas Milenka wybrałyśmy się na spacer.
Było chłodno, ale pogoda iście majowa. Aż chciało się żyć.
Wiosna w pełni. Dziś ku mojemu szokowi obudziłam się i skapnęłam że słońca nie ma. Tylko chmury...
Taka pogoda w kratkę nie służy-Olsona zmogło, a że mamy w domu Małą no to leży na górze w pokoju, niczym w izolatce. Ale żeby nie było! Jedzonko donoszą, laptop na kolanach, gorączki nie ma. Po mojemu symuluje ;)
A o co chodzi z wywiadzikiem? Już tłumaczę. Kumpeli koleżanka na studia musiała napisać diagnozę. Chyba psychologiczną. I na tą okoliczność zgodziłam się udzielić krótkiego wywiadu nt... wszystkiego. ;)
...Po mojemu i tak wyjdzie, żem szurnięta.

wtorek, 25 lutego 2014

niedziela, 8 maja 2011

Nie taka Natalia jak ją malują...



Ostatnio po prawie dwóch latach weszłam na scenę. Miałam przyjemność wraz z koleżanką zaśpiewać na drugiej olimpiadzie specjalnej w ośrodku OREW, którego jestem stałym bywalcem.


Było sympatycznie, nawet cudownie! Dostałam kwiaty, piękne podziękowania, pamiątkowy medal i wiele, wiele gratulacji.


Dużo osób ostatnio zachwala się nad tym jaka jestem silna… Ale muszę dziś wszystkich niestety zdziwić. Nie jestem, nie byłam i chyba nie będę silna. Są osoby o wiele silniejsze odemnie, każdego dnia widuję dzieci z gorszymi chorobami, wiecznie uśmiechnięte, ludzi biednych cieszących się z błahostek…


A ja? A mnie Bóg oszczędził… Moja choroba jest na tyle łaskawa, że mogę przebywać wśród młodzieży, mogę chodzić do szkoły. Mogę mówić, mogę kiedyś podjąć pracę, żyć w miarę tak samo jak wszyscy…


A tymczasem coraz częściej nachodzi mnie totalna beznadzieja. Coś co niszczy coraz więcej moich dni, coś co sprawia, że coraz częściej ryczę…od tak… Bez powodu.


Coś takiego, że swoim wrogim nastawieniem do świata odpycham od siebie coraz więcej ważnych dla mnie ludzi, że kłócę się z kim popadnie, bo czasem po prostu MUSZE na kogoś nawrzeszczeć… I to, że coraz częściej jestem wściekła na to, że akurat ja muszę być chora, przyjmować leki, jeździć na wózku.


A jak już ta chandra przejdzie to nagle dostaje nie wyjaśnionego powera, chce mi się żyć, marzę o tym jaka kiedyś będę szczęśliwa a w głowie mam tysiąc planów… I pewnego dociera do mnie, że te plany są cholernie nie realnymi… I zatacza się błędne koło.


I wiem, że powinnam być wdzięczna, że żyje, że mam przyjaciół, mam rodzinę.


Ale ja czasem po prostu nie mogę…


Pozory mylą…


Ps Igor odwraca się z plecków na brzuszek :)

wtorek, 22 marca 2011

Nauka, imprezki i takie tam...




W dzień chrztu świętego Igora nie była ładna pogoda, pomimo że zaklinałam jak mogłam, ale był deszcz… To jednak nie popsuło nam wspaniałych chwil. Igorek najpierw przyjął swój pierwszy sakrament święty, potem było wręczenie prezentów i uroczysty (a jakże!) obiad, mały spisał się dzielnie, troszkę sobie pomruczał w kościele, ale gdy ksiądz polewał mu główkę zrobił wspaniały uśmiech 


Tydzień temu byliśmy oboje na badaniach (oczywiste, moich) i i dokładnie w ten dzień Igorek po raz pierwszy jadąc windą zaśmiał się na głos rozgadani są z Adrianem bardzo (złośliwi twierdzą, że po cioci). 


A ja jak to ja… humor mam raz lepszy, raz gorszy. Wizyta w szpitalu dobiła mnie bardzo, gdyż badanie które miałam robione odbywało się obok sal dialistycznych… Wiele kiedyś czytałam o dializach… Ale to nie to samo… bo poczułam co to cierpienie dopiero, gdy poznałam pewną dziewczynkę, która żyje bez dwóch nerek i prawie mieszkając w szpitalu każdą noc podłączona jest do pomp, które oczyszczają jej krewkę „w zastępstwie” nerek… Wiadomo, do końca życia tak nie można, dziewczynka przeszła już długą operacje usunięcia uszkodzonych nerek, a obecnie czeka na przeszczep… 


I człowiek zadaje sobie pytanie: Dlaczego? 


W mediach huczy od rewelacji z sejmu, politycy ścigają sie pomiędzy sobą tylko po to, by pokazać że to oni są najwaźniejsi… Nie nauczyła ich nic katastrofa sprzed roku, pomimo że stracili przyjaciół, rodzine, nadal jest w nich wiele zła… 


Za mniej niż miesiąc rocznica tragedii smoleńskiej, a oni znów będą zjednoczeni, zadumani, zatrzymają się w tym pędzie… Na pokaz… 
Przepraszam, że notka dziś jest niezbyt ciekawa i nie zbyt przyjemna, ale czasem potrzebuje się tak wygadać (wypisać?) Coraz częściej dopadają mnie jakieś dziwne melancholie… 

Na pocieszenie wystarczy przecież poobserwować przyrodę za oknem, wiosna w pełni! 





środa, 16 lutego 2011

Mój nowy blog po raz enty

Bo zaczęło się od tego, że nieszczęśliwym wypadkiem skasowało mi się konto na google, a wraz z nim poszedł sobie blog i konto na „Youtube”. Wypadek miał miejsce w ferie, kiedy to nic mi się nie chciało, dlatego blog odrazu nie został reaktywowany.

W te ferie nie chciało mi się siedzieć na internecie, uczyć, spać, oglądać tv, scrapować, czytać… Ogólna beznadzieja wywołana po prostu zimą… Odżyłam dopiero, gdy niemalże siłą zostałam wykopana z domu by pojeździć moim nowym elektrycznym nabytkiem po podwórku. Na wózku inwalidzkim jeżdżę od piątego roku życia. Jednakże zawsze posługiwałam się rekami. Więc co zrobiła Natalia gdy już usiadła na nowy nabytek sterowany małym pilocikiem? Chciała złapać za koła… a kół nie było. No i zong:D. Pierwszą podróżą byłam baardzo zestresowana, zwłaszcza że odrazu musiałam jechać do oddalonego kilometr od mojego domu sklepu.

Pod sklepem czekając na rodzicielkę spotkałam Asię i Kingę ( czyt. moje ziomki ) wróciłyśmy razem do domu, w połowie drogi skapłam się, że… jadę… Bez stresu i w miarę nie krzywo… Więc oficjalnie mówie: Prawo jazdy na wózek elektryczny uważam za zdane! 
Po za tym w wolnym czasie kiedy tylko mogę zajmuje się siostrzeńcami. Adrian już jednak woli swoje własne zabawy, niż przynudzającą ciotkę, natomiast Igor wczoraj tj. w dniu gdy skończył dokładnie dwa miesiące, po raz pierwszy świadomie się do mnie uśmiechnął. Najbardziej śmieje i gaworzy, gdy mu śpiewam, złośliwi twierdzą, że to po to bym już przestała… xD
I naprawdę, opowiedziałabym coś jeszcze, ale zwyczajnie nie mam o czym…
Tak więc witam po raz wtóry na moim nowym blogu!
Rozgośćcie się!








Ps: Wszystkim moim czytelnikom serdecznie dziękuje i zachęcam do pozostawienia znaku obecności oraz namiary na swoje blogi… 




Natalia:)