Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrzest. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chrzest. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lipca 2018

Alfabetyczny misz-masz wspomnieniowo cz2

A  - Adrian. Pierworodny siostrzeniec lat 13 z maleńkim hakiem. O Adrianie będę tu pisać mniej. Jest coraz starszy, coraz bardziej oblatany w internetach i świadomy mojego pisania bloga. Dlatego lekko się obawiam, że w końcu pod jakąś notką napisze coś w stylu "Ciocia, co ty tu za dyrdymały wypisujesz? weźźźźźźźź". Nie chcę mu robić przypału na dzielni. Rozumiecie. Napisze tylko że jest coraz wyższy i coraz bardziej zajęty. I nagle przestał się bawić, stał się całkiem młodzieżowy. A dopiero był małym Dudusiem. Wu Te Ef?!

B - Blog. Kryzys powoli mija. Pomogło mi odpowiedzenie sobie na kilka ważnych, lecz trudnych pytań. Po co i dla kogo tu jestem? Czy nadal chcę? Czy ja naprawdę potrzebuje tego miejsca? Jak widać potrzebuje. Rzadsze bycie tutaj pomogło mi zatęsknić. Teraz nadal jestem tu rzadko,ale dlatego, że ciągle coś przeszkadza mi pisać. Jak nie internet padnie, to ktoś zawoła. Albo nagle zachce mi się siku/piciu/spać. A potem zbieram się do powrotu jak sójka. W planach mam zmianę loga. (Oraz jeszcze coś, ale o tym już napiszę na dole.) I tylko koncepcji mi brak.

wtorek, 22 marca 2011

Nauka, imprezki i takie tam...




W dzień chrztu świętego Igora nie była ładna pogoda, pomimo że zaklinałam jak mogłam, ale był deszcz… To jednak nie popsuło nam wspaniałych chwil. Igorek najpierw przyjął swój pierwszy sakrament święty, potem było wręczenie prezentów i uroczysty (a jakże!) obiad, mały spisał się dzielnie, troszkę sobie pomruczał w kościele, ale gdy ksiądz polewał mu główkę zrobił wspaniały uśmiech 


Tydzień temu byliśmy oboje na badaniach (oczywiste, moich) i i dokładnie w ten dzień Igorek po raz pierwszy jadąc windą zaśmiał się na głos rozgadani są z Adrianem bardzo (złośliwi twierdzą, że po cioci). 


A ja jak to ja… humor mam raz lepszy, raz gorszy. Wizyta w szpitalu dobiła mnie bardzo, gdyż badanie które miałam robione odbywało się obok sal dialistycznych… Wiele kiedyś czytałam o dializach… Ale to nie to samo… bo poczułam co to cierpienie dopiero, gdy poznałam pewną dziewczynkę, która żyje bez dwóch nerek i prawie mieszkając w szpitalu każdą noc podłączona jest do pomp, które oczyszczają jej krewkę „w zastępstwie” nerek… Wiadomo, do końca życia tak nie można, dziewczynka przeszła już długą operacje usunięcia uszkodzonych nerek, a obecnie czeka na przeszczep… 


I człowiek zadaje sobie pytanie: Dlaczego? 


W mediach huczy od rewelacji z sejmu, politycy ścigają sie pomiędzy sobą tylko po to, by pokazać że to oni są najwaźniejsi… Nie nauczyła ich nic katastrofa sprzed roku, pomimo że stracili przyjaciół, rodzine, nadal jest w nich wiele zła… 


Za mniej niż miesiąc rocznica tragedii smoleńskiej, a oni znów będą zjednoczeni, zadumani, zatrzymają się w tym pędzie… Na pokaz… 
Przepraszam, że notka dziś jest niezbyt ciekawa i nie zbyt przyjemna, ale czasem potrzebuje się tak wygadać (wypisać?) Coraz częściej dopadają mnie jakieś dziwne melancholie… 

Na pocieszenie wystarczy przecież poobserwować przyrodę za oknem, wiosna w pełni! 





piątek, 25 lutego 2011

O tym i o tamtym też...

Nie mogę uwierzyć w to, że dwa tygodnie temu o takiej porze wyszłam na podwórko, poszłam na spacer, wystawiałam twarz do słońca… 


Bo gdy patrzę w okno to widzę tylko biel, zima jak szybko sobie poszła tak szybko do nas wróciła;/
Zrobiła nam psikusa, bo sądziłam, że pomimo takiej pory jutrzejsze chrzciny Igora będą ładne… 

Teraz jestem pewna, że do jutra sytuacja się nie zmieni i będzie biało, zimno, wręcz mroźno. Nie znoszę zimy… 

Ale to i tak nie zburzy mi spokoju i doniosłości chwili jaką jest chrzest mojego siostrzeńca. 

Igor, który obecnie ze swojego wózka mrucząc coś złowrogo czyta moje wypociny blogowe, wciąż nie może pogodzić się z tym, że ciocia Natalia nie weźmie go na ręcę.
Cóż, nie można mieć wszystkiego.
Wczorajszy dzień spędziłam najpierw z edukacją w tle, a między wolnymi przerwami z książką Ani, lub w OREWIE, następnie po powrocie internet, relaks. 

Potem musiałam ufarbować swój poczciwy „łebek”. A to skutecznie mój humor spsuło… Bo co ja poradzę, że jestem jedną z nielicznych kobiet, które nie lubią zabiegów kosmetycznych, malowań itp.? Jedyna rzecz jaką lubię to malowanie paznokci. 
Tak więc wracam do żwawej „konwersacji” z moim misiulkiem i postaram się zdać relacje z jutrzejszego święta.