Miniony tydzień był... Dziwny.
Ni depresyjny, ni nerwowy.
Ale na pewno z niespodziankami.
I pełen zwrotów akcji... A zaczęło się miło.
Pobytem tam gdzie słońce na suficie, książki na półce i kawa w różanej filiżance.
Tam obyło się bez szczególnych perypetii.
Potem? Potem już istny rollercoaster.
W jednej chwili telefony ważące na losach mojej przyszłości, w drugiej
siostrzenica po raz dziesiąty dmucha dwie świeczki na urodzinowym torcie (z tą samą
radością w błękitnych patrzałkach). Raz walczę o życie, chwilę potem
wypoczywam. Pytacie, jakim kurde sposobem?