Kawałek turkusowej
odłupuje się. Ukazuje białą dziurę.
Normalnie w tej
sytuacji bym się zaśmiała. Normalnie pomyślała bym jaka to gapa
ze mnie. Że pewnego dnia tę ścianę przebije na wylot.
I że trzeba w
końcu te ściany odmalować.
Ale dziś…
Dziś reaguje
inaczej. Dziś z frustracją patrzę na tę ścianę. A potem
spuszczam wzrok na winowajcę. Wózek.
Wózek którego dziś
tak nie znoszę. Wózek którego normalnie nie zauważam. Kwestia
przyzwyczajenia. Po prostu. Nie miałam wyjścia. Nikt mnie kiedyś
nie pytał, czy mam ochotę na nim usiąść, czy chce by towarzyszył
mi już do końca życia. To po prostu zostało mi narzucone. Wiele
temu wózkowi zawdzięczam.
Zastępuje mi w
końcu nogi. Bez niego nie mogła bym nawet wejść do łazienki i
umyć zębów. Czasami go nawet lubię. Na przykład gdy na jego
podnóżki wspina się siostrzeniec. To ułatwia mu się przytulić.
Albo gdy pamiętam te chwile, gdy tak wiele osób pomogło mi w jego
zakupie. Tak. Czasami go lubię.
Ale dziś go
nienawidzę.
Bo wiecie…
Dziś mam dzień
słabości. Coraz rzadziej sobie na nią pozwalam. Moją psychiką
rządzi jakaś ambicja, która nie pozwala mi pokazać dni takich jak
dziś. Prawie o tym nie mówię. Nie piszę na blogu.
Nawet teraz mam
opory, by tę notkę skasować i przeczekać. Bo wstyd. Bo przecież
ja zawsze radę. Bo chce być zawsze dzielna. Radosna. I mieć ten
swój dystans do wszystkiego. Nikomu swym nastrojem niszczyć
humoru. A z drugiej strony nie mogę pisać ciągle o tym, że jest
dobrze, gdy nie jest.
Nie jestem jedyna.
Nie ja jedna to ukrywam. Całym światem rządzi taki opór. Każdy
chce być we wszystkim najlepszy, najsilniejszy. Zawsze dzielny.
Nieustannie pokonywać siebie. Nie akceptować swoich wad, fobii,
chorób, ograniczeń.
Płacz. Jaki płacz?
Trzeba walczyć. Za wszelką cenę. Choćbyś już sił nie ma. Na
słabość w tym świecie coraz mniej miejsca. Pokonywać siebie. Bo
siebie wcale nie lubimy. Bo zawsze możemy być lepsi. Bo co z tego,
że jesteśmy z czegoś dobrzy. Co z tego, że do czegoś doszliśmy.
To nie ważne. Zawsze można być lepszym. I absolutnie nie być
słabym.
A przecież słabość
to element naszego życia. Słabość to tylko chwila. To emocje, na
które każdy z Nas ma prawo. Słabość też bywa piękna. Bo ukazuje szczerych, prawdziwych nas
I mija.
Zawsze mija.
Mnie też.
I ma sens.
Bo uczyni mnie
silniejszą.
Jutro.
I jutro będzie
lepiej.
Jutro nie przejmę
się tą głupią dziurą w ścianie.
Jutro nie odwrócę
sfrustrowana oczu od swojego odbicia w lustrze.
Jutro znów
zaakceptuje siebie. Swoje niedoskonałe ciało. Ciało tak odmienne
od innych.
Jutro znów odszukam
szczęście. W uśmiechu dziecka, w obecności przyjaciół.
Przestanę za nim
gonić, zrozumiem, że przecież wcale nie muszę. Ono nie ucieka. To
po prostu ja go nie zauważam.
Jutro zapomnę się
podczas robienia kartek, oglądania serialu, rozmowie z przyjaciółką.
W spacerze. Znów będę się śmiać.
Jutro podczas
wieczornej modlitwy podziękuję za to co mam. Nie będę się
zastanawiać, dlaczego akurat Ja mam tak pod górkę. Przecież są
ludzie bardziej silni ode mnie. Oni dali by rade bardziej.
Jutro będzie
lepiej.
Jutro lub pojutrze.
Ale dziś pozwalam
sobie na słabość.
Ty też sobie czasem
pozwól.
Bywa słabość u mnie oj bywa, wymieniamy się z Martą. Potem na wzajem stawiamy się do pionu:p
OdpowiedzUsuńTakie życie, też nie lubię gadać o moich słabszych dniach, tylko Marta o nich wie.
Ważne Madziku, że mówisz o nich komukolwiek :* Ja miałam dziś potrzebę wylać je właśnie tu. Mam nadzieję, że to pomoże :*
UsuńI powinnaś wylewać te żale na wózek tu czy kochanej - znaczy upierdliwej - koleżance z pracy ;-) Bo dusząc to w sobie tylko sobie szkodzisz. A nikt z nas nie jest i nie może być wiecznym bohaterem, który ze wszystkim sobie radzi, u którego wszystko jest ok bo to nierealne.
OdpowiedzUsuńUważaj, bo jak zaczne to prędko nie skończę ;p Masz racje, nie trzeba być wiecznym bohaterem, bo się po prostu nie da.
UsuńI właśnie dobrze, że masz to miejsce, gdzie możesz być taka, jaka w danej chwili jesteś. Czasem silna, radosna, zaradna, zdystansowana, a czasem słaba. Ja generalnie nie mam już nie mam problemu z przyznaniem się do gorszych dni, do słabości. Ale ja jestem starsza :D
OdpowiedzUsuńBywam gorszą mamą, gorszą żoną, mam gorszy dzień w pracy, nie jestem oazą cierpliwości. Pewnie, że może i bym chciała nie mieć tych dni, tych stanów, ale jesteśmy ludźmi. Nikt nie jest idealny. Nie musimy być. Ważne, żeby zachować równowagę. Żeby w porę zorientować się, czy liczba dni, kiedy jest nam gorzej, nie dominuje nad tymi, kiedy wszystko jest ok, bo może się okazać, że potrzebujemy konkretnej pomocy :*
Dobrze że mam to miejsce i dobrze że mam WAS❤
OdpowiedzUsuńKochana Noelko, ale jaki wstyd?! Kazdy z nas ma gorsze chwile, a nawet cale dni. A Ty masz do nich duzo wieksze prawo. W koncu zmagasz sie z powazna niepelnosprawoscia. Niejedna osoba na Twoim miejscu zamknelaby sie w domu i zgorzkniala, rozgoryczona, nienawidzila swojego losu oraz ludzi. A Ty zazwyczaj jestes pelna radosci i humoru. Kiedy wiec zdarzy sie gorszy dzien, mowi i pisz o tym, wyrzuc z siebie, bo to normalne i ludzkie. Oraz dodaje autentycznosci, bo ludzie, ktorzy sa wiecznie usmiechnieci i zadowoleni, sa chyba cyborgami. ;)
OdpowiedzUsuń;*
Usuń