Naprawdę. Nie pamiętam takiego września. Takiego ze śmiechem szalejących w basenie dzieci i wieczornych spacerów. Zawsze to noc spadających gwiazd, 12 sierpnia, była wyznacznikiem końca ciepłych wieczorów. Tymczasem ciepło jest nadal. I gwiazdy w tym roku też spadały dłużej.
Ale egipskie ciemności o 19:30 przypominają, że to już powoli koniec i czas na podsumowanie. No więc: Dobre były te wakajki.
Co prawda, za sprawą różnych rzeczy nie udało nam się pojechać gdzieś dalej. Ale w tej kwestii jestem optymistką. Może za rok uda mi się zobaczyć wreszcie stolicę? Skarbonka na wszelki wypadek się zapełnia. ;)
Ale był i wyjazd. Na termy, wspólnie z siostrzeńcami, czyli najlepiej na świecie! I pełno, pełno spacerów. Prawdę mówiąc... chyba się od nich uzależniłam :D Kiedy rok temu, w lipcu, zawitała do mnie przystawka, to lato skończyło się jakoś szybciej. Ja sama też nie czułam się jeszcze na tyle pewnie, by wychodzić samodzielnie. Dlatego tego roku korzystam ile wlezie. I wiecie, obiecałam sobie, że jesień wcale nie będzie przeszkodą w moich "małych podróżach" ;) Zrobiłam większość rzeczy, które zaplanowałam z wakacyjnych aktywności i nażarłam się wszelkich owoców i warzyw sezonowych! I tylko upał już powoli mnie nuży... z przyjemnością trochę pomarznę. Serio, serio :D
A żeby zakończyć wakacje godnie, wybrałam się w poprzedni piątek do knajpy. Z najlepszym towarzystwem - bo z moimi przyjaciółkami. Z A i M znam się od zerówki, więc za nami już wieele wakacyjnych spotkań. 💓 No więc pośmiałam się, pogadałam, pospacerowałam. Zjadłam taaaaaaakie duże żeberka ;) (Miałam taką ochotę na mięcho, że nawet krewetki przegrały tym razem ;) ) i przepyszne lody.
A wczoraj też było smaczne świętowanie. Dzieciaki miały za sobą pierwsze dni w szkołach. Wleciała więc pizza. Też wieeelka ;) Ale co tam. W takich momentach... kalorie nie istnieją ;)
Tak naładowana energią mogę wreszcie napisać: Jestem na ciebie gotowa Pani Jesień!