Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liceum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą liceum. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lutego 2014

Wywiadzik

Nie ogarniam. Wczoraj z racji iż przyjechała do Nas Milenka wybrałyśmy się na spacer.
Było chłodno, ale pogoda iście majowa. Aż chciało się żyć.
Wiosna w pełni. Dziś ku mojemu szokowi obudziłam się i skapnęłam że słońca nie ma. Tylko chmury...
Taka pogoda w kratkę nie służy-Olsona zmogło, a że mamy w domu Małą no to leży na górze w pokoju, niczym w izolatce. Ale żeby nie było! Jedzonko donoszą, laptop na kolanach, gorączki nie ma. Po mojemu symuluje ;)
A o co chodzi z wywiadzikiem? Już tłumaczę. Kumpeli koleżanka na studia musiała napisać diagnozę. Chyba psychologiczną. I na tą okoliczność zgodziłam się udzielić krótkiego wywiadu nt... wszystkiego. ;)
...Po mojemu i tak wyjdzie, żem szurnięta.

niedziela, 19 czerwca 2011

Brak koncepcji na tytuł



Panie i Panowie! Dzieci i Ryby!
W środę skończę swój jeden z najtrudniejszy chyba w historii rok szkolny.
A tym samym zaczynam swoje… ostatnie w życiu wakacje.
Mam je zamiar wykorzystać do maksimum.
Czeka mnie wesele siostry ,  badania lekarskie, powtórka do matury, nauka hiszpańskiego, bawienie dzieci…
Czeka mnie nadrabianie zaległości filmowych, książkowych, blogowych.
Czekają mnie spotkania z przyjaciółmi, spacery do dziesiątej wieczorem,
obowiązkowa konsupcja słonecznika,
czerwona opalenizna
( No dobra, to już zaliczyć zdążyłam).
Te wakacje będą udane- na pewno.
A jeżeli w ciągu tych dwóch miesięcy będę narzekać na nudę, czy depresje to bardzo was proszę, kopnijcie mnie w zadek i odeślijcie do tej notki.
La Vida Es Bella!

niedziela, 8 maja 2011

Nie taka Natalia jak ją malują...



Ostatnio po prawie dwóch latach weszłam na scenę. Miałam przyjemność wraz z koleżanką zaśpiewać na drugiej olimpiadzie specjalnej w ośrodku OREW, którego jestem stałym bywalcem.


Było sympatycznie, nawet cudownie! Dostałam kwiaty, piękne podziękowania, pamiątkowy medal i wiele, wiele gratulacji.


Dużo osób ostatnio zachwala się nad tym jaka jestem silna… Ale muszę dziś wszystkich niestety zdziwić. Nie jestem, nie byłam i chyba nie będę silna. Są osoby o wiele silniejsze odemnie, każdego dnia widuję dzieci z gorszymi chorobami, wiecznie uśmiechnięte, ludzi biednych cieszących się z błahostek…


A ja? A mnie Bóg oszczędził… Moja choroba jest na tyle łaskawa, że mogę przebywać wśród młodzieży, mogę chodzić do szkoły. Mogę mówić, mogę kiedyś podjąć pracę, żyć w miarę tak samo jak wszyscy…


A tymczasem coraz częściej nachodzi mnie totalna beznadzieja. Coś co niszczy coraz więcej moich dni, coś co sprawia, że coraz częściej ryczę…od tak… Bez powodu.


Coś takiego, że swoim wrogim nastawieniem do świata odpycham od siebie coraz więcej ważnych dla mnie ludzi, że kłócę się z kim popadnie, bo czasem po prostu MUSZE na kogoś nawrzeszczeć… I to, że coraz częściej jestem wściekła na to, że akurat ja muszę być chora, przyjmować leki, jeździć na wózku.


A jak już ta chandra przejdzie to nagle dostaje nie wyjaśnionego powera, chce mi się żyć, marzę o tym jaka kiedyś będę szczęśliwa a w głowie mam tysiąc planów… I pewnego dociera do mnie, że te plany są cholernie nie realnymi… I zatacza się błędne koło.


I wiem, że powinnam być wdzięczna, że żyje, że mam przyjaciół, mam rodzinę.


Ale ja czasem po prostu nie mogę…


Pozory mylą…


Ps Igor odwraca się z plecków na brzuszek :)

piątek, 25 lutego 2011

O tym i o tamtym też...

Nie mogę uwierzyć w to, że dwa tygodnie temu o takiej porze wyszłam na podwórko, poszłam na spacer, wystawiałam twarz do słońca… 


Bo gdy patrzę w okno to widzę tylko biel, zima jak szybko sobie poszła tak szybko do nas wróciła;/
Zrobiła nam psikusa, bo sądziłam, że pomimo takiej pory jutrzejsze chrzciny Igora będą ładne… 

Teraz jestem pewna, że do jutra sytuacja się nie zmieni i będzie biało, zimno, wręcz mroźno. Nie znoszę zimy… 

Ale to i tak nie zburzy mi spokoju i doniosłości chwili jaką jest chrzest mojego siostrzeńca. 

Igor, który obecnie ze swojego wózka mrucząc coś złowrogo czyta moje wypociny blogowe, wciąż nie może pogodzić się z tym, że ciocia Natalia nie weźmie go na ręcę.
Cóż, nie można mieć wszystkiego.
Wczorajszy dzień spędziłam najpierw z edukacją w tle, a między wolnymi przerwami z książką Ani, lub w OREWIE, następnie po powrocie internet, relaks. 

Potem musiałam ufarbować swój poczciwy „łebek”. A to skutecznie mój humor spsuło… Bo co ja poradzę, że jestem jedną z nielicznych kobiet, które nie lubią zabiegów kosmetycznych, malowań itp.? Jedyna rzecz jaką lubię to malowanie paznokci. 
Tak więc wracam do żwawej „konwersacji” z moim misiulkiem i postaram się zdać relacje z jutrzejszego święta.