niedziela, 23 grudnia 2018

Więcej tolerancji, pasztecie! ;)

Poranek. Staję przed lustrem. Zaspana przecieram oczy.  Zauważam na skórze pryszcza. Machinalnie myje twarz. Nakładam kapke pasty do zębów na wykwit i wzruszam ramionami. Zniknie. Prędzej czy później.

Z odbicia lustrze widzę siebie. Coraz starszą i zwykłą... po prostu siebie. Ubieram się. Zero makijażu. Makijaż lubię tylko na specjalne okazje. Na codzień wolę swobodę. Makijaż wkurza. Nie mam ochoty ani czasu.
Dla mnie wygląd przestał być kwestią priorytetową. Urodziłam się w ciele nieidealnym. Problemem jest założenie niektórych ubrań. O normalnych butach mogę pomarzyć. Miałam jako nastolatka sporo kompleksów. I gdy po wielu walkach zdałam sobie sprawę że jestem "skazana" na życie w swoim nieidealnym ciele miałam do wyboru dwa wyjścia. Mogłam albo sobie pieprznąć w łeb albo zaakceptować taki stan rzeczy. Wybrałam to pierwsze. I stety niestety wzięłam sobie to tak do serca że gdyby ktoś powiedział mi że mogę iść do sklepu w piżamie to bym poszła. Bo niby czemu nie.  Przesadnie czasem manifestuje swój olewczy stosunek do wyglądu. ;) taka już jestem
Nie jest oczywiście tak że nie lubię ładnie wyglądać. Lubię. Jak każda dziewczyna. Pomalować oczy na imprezę. Zmienić fryzure i walnąć sobie fotkę. Po prostu wygląd to nie jest mój priorytet. No i trochę po prostu jestem leniem ;) niech będzie

Wychodzę na zewnątrz. Na spacer. Do supermarketu. Robię swoje. Śmieje się,  gadam,  kłóce, opowiadam.
  - Patrz, jaka gruba baba!  - Krzyczy nagle dziecięcy głos. A potem ciągnie Mame za ubranie. A mama to różnie. Czasem się uśmiechnie zażenowana, czasem każe przeprosić. Czasem po prostu odwraca wzrok. Nic się nie stało w końcu. Jej skarb jest po prostu szczery. Po prostu. Do bólu szczery.

Mamy fajne czasy. Możemy sobie pozwolić na wiele. Nasze dzieci mają balet, zajęcia dodatkowe. Dysponujemy wiedzą. O rozszerzaniu diety. O odpieluchowaniu. Buncie dwulatka. Edukacji seksualnej. Ścigamy się by być najlepszym dla naszego dziecka. Gwiazdkę z nieba mu dajemy.  Chcemy by było mądre, najlepsze i najzdolniejsze. A w feworze tych starań padają słowa.
"Widziałas Agate w tych nowych spodniach? Baleron" komentuje mama przy córce bawiącej się w piaskownicy.
"Obetnij te włosy! Wyglądasz jak baba!" Krzyczy tata do syna. Obcięty na zapałke. Jak na silnego chłopa przystało.
"Nie założe tej sukienki. Wyglądam jak gruba świnia" - jojczy mama przed lustrem mierząc kreacje na imieniny dziadka.
A dzieci słuchają. Od najmłodszych lat. Chłoną jak gąbka. Wszystko co odmienne jest złe. Oceniają po wyglądzie już w przedszkolu. Różowa koszula nie jest dla chłopca. Samochodzikami nie bawią się dziewczynki. Obcisłe spodnie noszą tylko homo.

W młodzieżowym slangu króluje słowo "dałn". Kiedyś gdy byłam jeszcze gówniarą i przesiadywałam na czatach zapytałam pewnego chłopaka o to co właściwie znaczy dla niego słowo "down"?
"No przygłup. Nie wiesz? Taki down po prostu. Hahaha"
He he he.
Znałam kilku "downów" ( ludzi z zepołem downa!) . Nie widziałam w nich głupków. Byli to dwaj chłopcy. O mądrych twarzyczkach. Nie widziałam na tych twarzach charakterystycznych fałd ani wywalonego języka. Widziałam za to oczka. Oczka pełne miłości. I czułam pulchne rączki oplatajace szyję. I miłość. Miłość którą potrafi okazać tylko taka osoba. I radość. Ze wszystkiego. "Zdrowa osoba" tak nie potrafi.
Kto jest większym przygłupem? My czy oni?

W Internecie, na portalach internetowych i plotkarskich w komentarzach widać to najbardziej. Choćby nie wiem jak ładna była aktorka i tak znajdzie się jakiś kwiatek w postaci "miłego" komentarza. "A co mnie obchodzi ten pasztet!!!!!1111 kijem bym nie dotknął " .
Dzieciaki które nazwały mnie grubą mają racje. Chuda to ja nie jestem. Trochę jest winy mojej, trochę choroby . Jestem gruba tak jak i 80% społeczeństwa. Z tym że ja nie zwyķłam tego komentować. Bo mnie to po prostu guzik obchodzi.
I tak samo guzik obeszła by mnie opinia tego dzieciaka. Ale ja się przejmuje. I stoję wtedy wieczór przy tym lustrze i choć nie chcę to widzę.  Swój za duży biust. Pryszcze, dwa podbródki. I przejmuje się. Czymś jeszcze . Najważniejszym. 
Że na oko 7 letni dzieciak tak bezpardonowo ocenia po wyglądzie. Przeraża mnie że wzrasta w poczuciu iż najlepsze co posiadamy to piękne, idealne zdrowe ciało. Że nie wie że to ciało jest tylko rzeczą materialną. Ubraniem tego co mamy w środku.  Że kiedyś na coś może zachorować. Wypadną włosy. Przytyje trzydzieści kilo. Albo po prostu sie zestarzeje. Zsiwną mu włosy. Wylecą zęby. Dostanie zmarszczek. Że zużyje się jak spodnie. I że to wcale nie jest takie ważne...

I choć nie chce to wraca scena sprzed lat. Gdy bawię sie przed domem a drogą idzie dwóch, kilka lat młodszych chłopców. Znamy się. Ale niezbyt lubimy. Nie ten wiek i płeć. I ja po prostu się bawię a oni idą i nagle słysze głośne:
  - O patrz! To ta kaleka!!! - I zaśmiali się szyderczo wystawiając mi język.
  Do dziś nienawidzę słowa kaleka. Do dziś mnie obraża. Upokarza i boli. Mogę być niepełnosprawna, niepełnosprytna i kulawa. Ale kaleka boli. Bo przywołuje chwilę gdy z zaciśniętym gardłem zdałam sobie sprawę że nie dla każdego jestem zwykłą Natalką na wózku. Dla kogoś jestem kaleką. Wybrakowaną i śmieszną. Tak poczuło moje wtedy zaledwie 10 letnie serce.
Skąd u pięciolatka takie słowa? Jak myślicie ? U kogo usłyszał? W dobranocce? W książeczce na dobranoc? Samo wymyśliło?
A może rzucił je niespodziewanie ktoś dorosły? Podobnie jak "pedzio", "lesba" "dałn"? Pewnie nie raz ktoś tak powiedział. Bo przecież to tylko dziecko. Ono nie rozumie. Nie powtórzy. A jednak...
Ķończy się rok. Jutro wigilia. Prócz standardowych życzeń które już wam wysłałam życzę wam taķże czegoś jeszcze. Usunięcia tych wrednych słów z jezyka. Nie oceniania siebie i innych po wyglądzie. Równości. Bo w tym ciele, w środku jest coś co nie ulega zepsuciu. Tam zawsze będziemy piękni, tacy sami, niezmienni. Tam będziemy po prostu sobą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz