Po raz trzeci zabieram się do tej notki. Skasowałam już dwie, stwierdzając, że jest zbyt nostalgicznie i depresyjnie wręcz. Ale miniony tydzień naprawdę był ciężki. Nałożyło się na to wiele czynników. Między innymi dość bura, zmienna pogoda (dziś dosłownie PIZGA śniegiem) oraz pogrzeb proboszcza z naszej parafii, którego znaliśmy i lubiliśmy wszyscy w naszej miejscowości. Udzielił mi trzech sakramentów i był u nas aż trzydzieści lat. Od trzech lat przebywał już na zasłużonej emeryturze. W okolicznościach takiej smutnej chwili trudniej było się uśmiechnąć.
Ja sama niezbyt sobie radziłam ze... Wszystkim. Naprawdę było źle z moim samopoczuciem. Po drodze kilka rozczarowań i problemów też było. Ogarnęłam się właściwie tylko dzięki niezawodnej rodzinie i znajomym.
W tej szaro-burej aurze były jednak też miłe chwile.
poniedziałek, 18 stycznia 2016
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)