Jak zwykle w głowie miałam ułożony cały wpis. Usiadłam. Wyparował. W takim razie będzie na spontanie.
Czy ktoś widział zimę? Albo chociaż wiosnę? (Co jest bardziej prawdopodobne od kilku lat ;) )? Ja nie widzę. A szkoda. Nadeszła jesień. Ta w przyrodzie i ta w głowie. Nie lubię pisać tu o złych chwilach mojego życia, ale kłamać i tracić kontaktu... nie zamierzam.
Mam wrażenie, że o wiele lepiej psychicznie zniosłam pierwszą, wiosenną falę pandemii. Piękna pogoda i spędzanie większości czasu na zewnątrz wpływało na mnie pozytywnie. Teraz próbuję sobie zrekompensować wszystko spacerami. Owszem pomagają... ale ta wiosna... to było coś.
Posypałam się. Odrobinę, nie na tyle by sobie z tym nie poradzić, ani na tyle by ktoś musiał się szczególnie martwić. A zresztą.. nie ja jedna. Ciężko o entuzjazm w tak ciężkich czasach.
W czasach gdy zewsząd napływają złe informacje, w głowie ciągle roi się obawa. O siebie i bliskich. Trudno zaprzestać.
Telewizja kojarzy mi się wyłącznie z kłótniami, podziałami, gównoburzami.
Dzięki Bogu za wszelkie emjakmiłości i Netfliksy. Inaczej człowiek by wykoziołkował ;)
Posypało mi się też troszkę zdrowie.
Na szczęście to tylko klasyczny SKS. Z chwilą ukończenia przeze mnie 27 lat coś łupło w bioderkach. Licząc na łut szczęścia czekałam aż samo przejdzie, ostatecznie wylądowałam u specjalisty, który zarządził pracę nad mięśniami (No zasiedziałam się ponoć troszkę, heu heu ), lekkie zmiany trybu życia, oraz zestaw ćwiczeń (To już na sam finał. Już sobie współczuję w walce z moją motywacją ;) )
Żeby nie było, bywa też dobrze. Z wsparciem jakie otrzymuje jest wielkie, pcha do przodu.Mam się dla kogo uśmiechać i być. To jest największa motywacja i lekarstwo na smutki. Moja rodzina i ci niezłomni dobrzy ludzie, którzy przy mnie tkwią są najlepsi na świecie. I nie do zdarcia. <3
.Najmłodszy z rodu, zwany także przeze mnie PrawieŻeSynem stał się nawijającą katarynką, przedstawiającą sie jako "Zigziak Makłin", Miluchna rozpoczęła naukę w szkole podstawowej, Oskar i Igor z niecierpliwością wypatrują Mikołaja oraz okrągłych urodzin (Igor: Ach, Ciociu, za miesiąc pierwsze dziesięciolecie), najstarszy jest już w zasadzie prawie że dorosły, nie zalicza się więc do dzieciaków i jeszcze mnie skrzyczy jak coś o nim napiszę. :P Ja próbuje nadążyć za podążającym czasem. Jedynie mnie nie dosięga, zmarszczki w końcu mam mimiczne :P
Tymczasem idą fienta. Chyba mi ich potrzeba. Z utęsknieniem wypatruje świątecznych akcentów, reklam, jara mnie nawet gazetka promocyjna pełna Mikołajów czekoladopodobnych. ;))
No. Chyba wszystko wypaplałam. Długo mnie tu nie było, ale nie myślcie, że nic nie robię.
Kiedy mnie tu nie ma spotkać można mnie na Junce. Moim drugim miejscu w sieci, mniej prywatnym, bardziej lifestylowym. Miejscu które założyłam z przyjaciółką, a z biegiem czasu pojawiło się wiele innych super babek.Tymczasem odpalam serial, przesyłam dużo pozytywnej energii. Nie dajmy się! Jak to mówią... Jeszcze będzie pięknie. ;)
PS Wszystkich, którzy otrzymali ode mnie wstrętnego, messengerowego wirusa przepraszam. Tak się dziwiłam, że ludzie klikają w ten badziew, aż się sama nadziałam. Dobrze mi tak! :P Perspektywa zmiany konta na FB nie uśmiechała mi się wcale, na szczęście jakoś sprawę rozwiązałam. Oby na stałe. Swoją drogą nie wiem jak sprytnym trzeba być, by wymyślić takiego robala...
Dopisek specjalny: Jakaś taka krótka i mało konkretna notka mi wyszła. Nie skupiłam się na pozytywach i nie zanotowałam tu upragnionego spotkania. Po wielu perypetiach i latach zobaczyłam J. i to naprawdę było cudowne. Zwiedziłyśmy bibliotekę, zeżarłyśmy zapiekanki i NARESZCIE mogłyśmy pogadać na żywo. Na wspomnienie zasługuje także owa wizyta w bibliotece, gdzie jak zawsze cudownie spędziłam czas. Zdecydowanie lubię ludzi i zdecydowanie gubię pozytywne momenty. Chyba zaczne je notować :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz