Uprasza się o nie wrzeszczenie za nieobecność.
To je nie moja wina! TOTALNIE.
Po prostu nagle ze stycznia zrobił się...luty. A z dwóch dni nieobecności Tu, aż dwa tygodnie...
Jakoś tak śmigło, migło. Po drodze chrzest najmłodszego w rodzinie...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choroba. Pokaż wszystkie posty
sobota, 13 lutego 2016
czwartek, 27 lutego 2014
Wywiadzik
Nie ogarniam. Wczoraj z racji iż przyjechała do Nas Milenka wybrałyśmy się na spacer.
Było chłodno, ale pogoda iście majowa. Aż chciało się żyć.
Wiosna w pełni. Dziś ku mojemu szokowi obudziłam się i skapnęłam że słońca nie ma. Tylko chmury...
Taka pogoda w kratkę nie służy-Olsona zmogło, a że mamy w domu Małą no to leży na górze w pokoju, niczym w izolatce. Ale żeby nie było! Jedzonko donoszą, laptop na kolanach, gorączki nie ma. Po mojemu symuluje ;)
A o co chodzi z wywiadzikiem? Już tłumaczę. Kumpeli koleżanka na studia musiała napisać diagnozę. Chyba psychologiczną. I na tą okoliczność zgodziłam się udzielić krótkiego wywiadu nt... wszystkiego. ;)
...Po mojemu i tak wyjdzie, żem szurnięta.
piątek, 2 sierpnia 2013
"Boli mnie głowa i nie mogę spać..."
Wiecie, że świt ma kolor żółty?
Nie? To już wiecie.
Ja się dowiedziałam, albowiem dziś przeżyłam jedną z najgorszych nocy- bezsenną.
Na początku okej. Co prawda miałam lekki stan podgorączkowy. I gardło bolało tak umiarkowanie.
A że pierwszą chorobową noc przespałam to nie miałam złych przeczuć.
...O matko! Co to była za gehenna!
Nie miałam gorączki, bo czoło chłodne, a mimo to lało się ze mnie jak cholera!!
Spocona byłam dosłownie jak mysz przy porodzie!! :-/
A moje gardło... to było straszne! Nie mogłam nawet oddychać, tak bolało.
Nie wołałam mamy, bo ssanie tabletki czy płukanie szałwią gardzioła było ponad moje siły. W ogóle wszystko było ponad moje siły.
Wiecie... nie jestem grzeczna. Czasem sobie przeklnę, czasem ponarzekam, kogoś powkurzam, na odcisk nadepnę. W każdym razie dzisiejsza noc była chyba odpokutowaniem wszelkich grzechów jakie popełniłam.
Łącznie spałam trzy godziny. A raczej trwałam w pół śnie, bo byle co zrywało mnie.
A jak już spałam (pół spałam! :P) to... śniło mi się, że byłam w domku nad jeziorem. Razem z sektą biorącą narkotyki. Mieliśmy różne porywające przygody!!
Normalnie materiał na książkę...
...Ale nie martwcie się, wszystko pozapominałam!
:P
Obecnie nie gorączkuje, ale nie cieszę się, bo licho nie śpi.
Gardło na razie boli tylko ciut. No i mam nadzieję, że dzisiejszą noc prześpię więcej niż trzy godzinki...
I to bez sekt w tle ;)
środa, 31 lipca 2013
Tsa...
No nie mogło być.
Nie mogło być że ja sobie na moją nerkę ochy i achy.
Bo moja nerka rzadko kiedy jest taka jak powinna.
...A że ją pochwaliłam to postanowiła mi wywinąć numer.
I dziś poczułam się źle. Gorąco jakoś nie było a ja jakoś czerwona i poty cisnę. Na termometrze 37,8. Na wszelki wypadek karze mierzyć Oli.
37 a nastrój nie chorobowy
No to sobie myślę: Iii upał jest, to dlatego.
Aż do wieczora gdy zaczęła mnie boleć dynka.
38 kruca fuks!!!
Rok temu o tej porze było to samo...
A ja nienawidzę chorować :-(:-(:-(
Ale co ja mam do gadania? Mogę tylko leżeć i się lekami żywić.
Auuuuu!!!
... A żeby nie było całkiem pesymistycznie:
Leże sobie i zdycham na okoliczność wyżej wspomnianą. I nagle wlatuje Igor
-Taja! Itaj!!
... Witaj kochanie :-D
niedziela, 8 maja 2011
Nie taka Natalia jak ją malują...
Ostatnio po prawie dwóch latach weszłam na scenę. Miałam przyjemność wraz z koleżanką zaśpiewać na drugiej olimpiadzie specjalnej w ośrodku OREW, którego jestem stałym bywalcem.
Było sympatycznie, nawet cudownie! Dostałam kwiaty, piękne podziękowania, pamiątkowy medal i wiele, wiele gratulacji.
Dużo osób ostatnio zachwala się nad tym jaka jestem silna… Ale muszę dziś wszystkich niestety zdziwić. Nie jestem, nie byłam i chyba nie będę silna. Są osoby o wiele silniejsze odemnie, każdego dnia widuję dzieci z gorszymi chorobami, wiecznie uśmiechnięte, ludzi biednych cieszących się z błahostek…
A ja? A mnie Bóg oszczędził… Moja choroba jest na tyle łaskawa, że mogę przebywać wśród młodzieży, mogę chodzić do szkoły. Mogę mówić, mogę kiedyś podjąć pracę, żyć w miarę tak samo jak wszyscy…
A tymczasem coraz częściej nachodzi mnie totalna beznadzieja. Coś co niszczy coraz więcej moich dni, coś co sprawia, że coraz częściej ryczę…od tak… Bez powodu.
Coś takiego, że swoim wrogim nastawieniem do świata odpycham od siebie coraz więcej ważnych dla mnie ludzi, że kłócę się z kim popadnie, bo czasem po prostu MUSZE na kogoś nawrzeszczeć… I to, że coraz częściej jestem wściekła na to, że akurat ja muszę być chora, przyjmować leki, jeździć na wózku.
A jak już ta chandra przejdzie to nagle dostaje nie wyjaśnionego powera, chce mi się żyć, marzę o tym jaka kiedyś będę szczęśliwa a w głowie mam tysiąc planów… I pewnego dociera do mnie, że te plany są cholernie nie realnymi… I zatacza się błędne koło.
I wiem, że powinnam być wdzięczna, że żyje, że mam przyjaciół, mam rodzinę.
Ale ja czasem po prostu nie mogę…
Pozory mylą…
Ps Igor odwraca się z plecków na brzuszek :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)