Jakoś tu ostatnio mnie mniej. Tak stwierdziłam przeglądając ostatnio archiwum mego (już prawie pięcioletniego :O) bloga.
środa, 20 kwietnia 2016
niedziela, 10 kwietnia 2016
O niedzielnej radości, oraz marcu./Miesiąc w obiektywie
Piszę do was powoli bo wiem że nie czytacie biegle. Takim oto suchym żartem rozpoczynam tenże wpis. :P Jakoś mi tu ostatnio było nie po drodze.
sobota, 2 kwietnia 2016
piątek, 25 marca 2016
Faceci to są niecierpliwi.../Życzenia
-Ciociu, ile ja to mam tsymać?-Pyta mnie Igor wkładając pomiętą karteczkę między grubą księgę. Prasował papier znaczy.
-Tak...z pięć minut.-Odpowiadam szybciorem podnosząc wzrok znad krojenia sałatki.
-A ile to?
-To jest wtedy, jak wskazówka zegara zrobi pięć kółek.
-Ale ja wolę policyć. To do ilu mam policyć?
-Do trzystu.
-A ja nie umiem...Mogę do stu?
-Możesz.
-A mogę dziesiątkami?
Możesz ;))
______________________________________________________________________
Kochani!
-Tak...z pięć minut.-Odpowiadam szybciorem podnosząc wzrok znad krojenia sałatki.
-A ile to?
-To jest wtedy, jak wskazówka zegara zrobi pięć kółek.
-Ale ja wolę policyć. To do ilu mam policyć?
-Do trzystu.
-A ja nie umiem...Mogę do stu?
-Możesz.
-A mogę dziesiątkami?
Możesz ;))
______________________________________________________________________
Kochani!
Z okazji zbliżających się świąt wielkiej nocy życzę wam smacznego jajka, mokrego (bynajmniej nie deszczowego) poniedziałku. Tyjcie do woli, cieszcie się rodziną, śmiejcie do rozpuku!
Wesołego alleluja!
Noelka&Company
poniedziałek, 21 marca 2016
Na huśtawce
Wraz z pierwszym dniem wiosny trzeba tu w końcu powrócić, posprzątać. Zatęskniłam. Za wami, za tym miejscem.
piątek, 4 marca 2016
środa, 17 lutego 2016
Pogadały.
Poniedziałkowy wieczór. Nadchodzi moje godzinne oglądanie seriali. Zalegam sobie w najlepsze przed tv. W pewnym momencie dołącza do mnie Mila, przebywająca w tym momencie u dziadków "na noc".
sobota, 13 lutego 2016
Odkurzamy
Uprasza się o nie wrzeszczenie za nieobecność.
To je nie moja wina! TOTALNIE.
Po prostu nagle ze stycznia zrobił się...luty. A z dwóch dni nieobecności Tu, aż dwa tygodnie...
Jakoś tak śmigło, migło. Po drodze chrzest najmłodszego w rodzinie...
To je nie moja wina! TOTALNIE.
Po prostu nagle ze stycznia zrobił się...luty. A z dwóch dni nieobecności Tu, aż dwa tygodnie...
Jakoś tak śmigło, migło. Po drodze chrzest najmłodszego w rodzinie...
poniedziałek, 18 stycznia 2016
Do trzech razy sztuka...
Po raz trzeci zabieram się do tej notki. Skasowałam już dwie, stwierdzając, że jest zbyt nostalgicznie i depresyjnie wręcz. Ale miniony tydzień naprawdę był ciężki. Nałożyło się na to wiele czynników. Między innymi dość bura, zmienna pogoda (dziś dosłownie PIZGA śniegiem) oraz pogrzeb proboszcza z naszej parafii, którego znaliśmy i lubiliśmy wszyscy w naszej miejscowości. Udzielił mi trzech sakramentów i był u nas aż trzydzieści lat. Od trzech lat przebywał już na zasłużonej emeryturze. W okolicznościach takiej smutnej chwili trudniej było się uśmiechnąć.
Ja sama niezbyt sobie radziłam ze... Wszystkim. Naprawdę było źle z moim samopoczuciem. Po drodze kilka rozczarowań i problemów też było. Ogarnęłam się właściwie tylko dzięki niezawodnej rodzinie i znajomym.
W tej szaro-burej aurze były jednak też miłe chwile.
Ja sama niezbyt sobie radziłam ze... Wszystkim. Naprawdę było źle z moim samopoczuciem. Po drodze kilka rozczarowań i problemów też było. Ogarnęłam się właściwie tylko dzięki niezawodnej rodzinie i znajomym.
W tej szaro-burej aurze były jednak też miłe chwile.
poniedziałek, 11 stycznia 2016
czwartek, 31 grudnia 2015
poniedziałek, 28 grudnia 2015
niedziela, 20 grudnia 2015
Ho, ho,ho... Czyli o "Kryszmas tajmie" i o czym się jeszcze nawinie.
Siostrzeńca poznałam.
Wiecie?
Wczoraj.
Jak możecie się domyśleć. Zakochanam na zabój.
Wiecie?
Wczoraj.
Jak możecie się domyśleć. Zakochanam na zabój.
czwartek, 17 grudnia 2015
3 lata
3 lata bez niej.
3 lata niedowierzania, że już nigdy tu na ziemi się nie spotkamy.
3 lata gdy umarła Ona i moje dzieciństwo.
Gdy w jedną godzinę zatrzymał się mój świat.
Gdy nadchodzące wówczas święta przestały mieć jakiekolwiek znaczenie.
3 lata.
A ja nadal czasem nie wierzę.
wtorek, 15 grudnia 2015
15 grudzień.
Pojawił się pewnej grudniowej nocy. Niespodziewanie (JUŻ?! RODZI?! SERIO?! Dopiero co pokój malowała ;) ) i szybko.
niedziela, 13 grudnia 2015
Wieści dobrej treści.
Zaplanowany na dziś miałam całkiem inny wpis.
Wpis o tym jak intensywny jest tegoroczny grudzień.
Ale dziś, właśnie dziś NIC już nie jest ważne.
Dziś po raz kolejny zostałam...Ciocią.
Na świat przyszedł Oskarek, mój siostrzeniec.
W domu czeka na niego dumna starsza siostra.
I cóż powiedzieć?
Jestem szczęśliwa!
I tym szczęściem chciałam się z Wami podzielić!
Buziaki! :*
Wpis o tym jak intensywny jest tegoroczny grudzień.
Ale dziś, właśnie dziś NIC już nie jest ważne.
Dziś po raz kolejny zostałam...Ciocią.
Na świat przyszedł Oskarek, mój siostrzeniec.
W domu czeka na niego dumna starsza siostra.
I cóż powiedzieć?
Jestem szczęśliwa!
I tym szczęściem chciałam się z Wami podzielić!
Buziaki! :*
środa, 25 listopada 2015
Listopad
Listopad to prze państwa taki miesiąc, gdzie wszystko opada.
I liście z drzew...
...I ręce i cycki też.
niedziela, 8 listopada 2015
Wózkowiczem być: Jak nas piszą tak nas malują.
Tydzień temu natknęłam się na reklamę. Ów reklama przedstawia rodzinę. Tatę i dwójkę dzieci. Pełno śmiechu, pełno zabawy. Dopiero po jakimś czasie widz dostrzega to. Specyficzne rysy, typowe dla choroby "Zespół Downa".
Aż ciepło mi się robi na sercu, bo oto stało się coś na co czekałam o dziwo długo... Zobaczyłam niepełnosprawność przedstawioną w sposób subtelny, pozbawiony niepotrzebnego żalu, zbędnego pokazywania osoby niepełnosprawnej jako kogoś szczególnego, innego.
wtorek, 3 listopada 2015
Pechowo.
Zaczęło się niewinnie.
Od ekspresu w bibliotece. Ów ekspres robi najwspanialszą kawę pod słońcem.
I blisko dwa razy na miesiąc zapowietrza się (Chyba ze śmiechu na mój widok.) i nie chce tej kawy dać.
Potem, gdy sytuacja została opanowana, a kawa wypita nastąpiła cała seria zdarzeń...
Myliłam się mówiąc i pisząc do kogoś, mieszając fakty, wymyślając słowa, które nie istnieją poprzez przejęzyczenie.
Przyryłam wózkiem w komodę...
Ugryzłam bułkę z papierem.
Na sam koniec zostawiłam w bibliotece ładowarkę do mojego ciulofona.
Trzeci raz.
RO-ZU-MIE-CIE?!
TRZE-CI!
TRZECI KURDE Z RZĘDU!
To nic, że miałam ją przed sobą i że jeszcze pisałam do Oli, że napewno nie zapomnę.
Koniec końców na sygnał, że kierowca już czeka rzuciłam wsio i pojechałam.
Bez ładowarki.
Wkurzona dojechałam, a że nikogo nie było to nie mogłam sobie poradzić z kluczem (nie pytajcie...).
No to posiedziałam pod domem z godzinkę. Szczęście, że pogoda dziś prze piękna i że jest cieplutko.
Na to wszystko dołączył do mnie mój kot. Wskoczył na mnie i zaczął ugniatać moje ciało.
Na mądrych stronach przeczytałam, że ów zachowanie kota świadczy o jego sympatii do właściciela i poczuciu bezpieczeństwa. I to owszem słodkie i kochane...
...Gdyby nie fakt, że ugniatanku towarzyszą dość ciężkie gabaryty mego kota i ostre pazury.
Gdy już przekonałam kota, że taka forma pieszczot mi nie pasi, a jak sie nie uspokoi to go wyślę do jakiegoś kociego hotelu w Azerbejdżanie i odbiorę za rok, w końcu się uspokoił.
No to wyczillowałam...
Po chwili spojrzałam na kocie. Z niezwykłym zainteresowaniem przyglądał się w kierunku mojego ramienia....
Pełna obaw spojrzałam i ujrzałam na swoim polarze pajączka.
PAJĄCZKA?!
WREDNE BYDLE! OBLEŚNEGO STAWONOGA!!
No to sobie wrzasnęłam krótko, zrywając się jak oparzona i zrzucając pajączka a wraz z nim kota.
-MIAU!-Krzyczy na mnie obrażony kot, po czym odwraca się do mnie zadkiem i siedzi tak obrażony przez dwadzieścia minut.
A gdy już mu przeszło powrócił w moje ramiona. A zabawa z ugniatankiem zaczęła się po raz kolejny...
Obecnie jestem w domku.
Zaplanowaną miałam kartkę i naukę z matematyki. Jednakże po tych przeżyciach boję się szczerze czy z kartki nie wyjdzie mi album (Hehe, żart, nie umiem.) a z potęg i pierwiastków całki (Hehe, żart, nie umiem x3).
Zamiast tego powinnam chyba zamalować osiemnaście kartek malowanek antystresowych, popijając wiadro melisy.
Albo waleriany.
No.
A jak wam mija dzień? ;)
Od ekspresu w bibliotece. Ów ekspres robi najwspanialszą kawę pod słońcem.
I blisko dwa razy na miesiąc zapowietrza się (Chyba ze śmiechu na mój widok.) i nie chce tej kawy dać.
Potem, gdy sytuacja została opanowana, a kawa wypita nastąpiła cała seria zdarzeń...
Myliłam się mówiąc i pisząc do kogoś, mieszając fakty, wymyślając słowa, które nie istnieją poprzez przejęzyczenie.
Przyryłam wózkiem w komodę...
Ugryzłam bułkę z papierem.
Na sam koniec zostawiłam w bibliotece ładowarkę do mojego ciulofona.
Trzeci raz.
RO-ZU-MIE-CIE?!
TRZE-CI!
TRZECI KURDE Z RZĘDU!
To nic, że miałam ją przed sobą i że jeszcze pisałam do Oli, że napewno nie zapomnę.
Koniec końców na sygnał, że kierowca już czeka rzuciłam wsio i pojechałam.
Bez ładowarki.
Wkurzona dojechałam, a że nikogo nie było to nie mogłam sobie poradzić z kluczem (nie pytajcie...).
No to posiedziałam pod domem z godzinkę. Szczęście, że pogoda dziś prze piękna i że jest cieplutko.
Na to wszystko dołączył do mnie mój kot. Wskoczył na mnie i zaczął ugniatać moje ciało.
Na mądrych stronach przeczytałam, że ów zachowanie kota świadczy o jego sympatii do właściciela i poczuciu bezpieczeństwa. I to owszem słodkie i kochane...
...Gdyby nie fakt, że ugniatanku towarzyszą dość ciężkie gabaryty mego kota i ostre pazury.
Gdy już przekonałam kota, że taka forma pieszczot mi nie pasi, a jak sie nie uspokoi to go wyślę do jakiegoś kociego hotelu w Azerbejdżanie i odbiorę za rok, w końcu się uspokoił.
No to wyczillowałam...
Po chwili spojrzałam na kocie. Z niezwykłym zainteresowaniem przyglądał się w kierunku mojego ramienia....
Pełna obaw spojrzałam i ujrzałam na swoim polarze pajączka.
PAJĄCZKA?!
WREDNE BYDLE! OBLEŚNEGO STAWONOGA!!
No to sobie wrzasnęłam krótko, zrywając się jak oparzona i zrzucając pajączka a wraz z nim kota.
-MIAU!-Krzyczy na mnie obrażony kot, po czym odwraca się do mnie zadkiem i siedzi tak obrażony przez dwadzieścia minut.
A gdy już mu przeszło powrócił w moje ramiona. A zabawa z ugniatankiem zaczęła się po raz kolejny...
Obecnie jestem w domku.
Zaplanowaną miałam kartkę i naukę z matematyki. Jednakże po tych przeżyciach boję się szczerze czy z kartki nie wyjdzie mi album (Hehe, żart, nie umiem.) a z potęg i pierwiastków całki (Hehe, żart, nie umiem x3).
Zamiast tego powinnam chyba zamalować osiemnaście kartek malowanek antystresowych, popijając wiadro melisy.
Albo waleriany.
No.
A jak wam mija dzień? ;)
środa, 28 października 2015
Wziuum, na rozruch! Numerycznie
Jako, że humor od kilku dni nie taki jak być powinien, notkę na rozruch czynię.
Numerycznie. A co.
Numerycznie. A co.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

