Ni depresyjny, ni nerwowy.
Ale na pewno z niespodziankami.
I pełen zwrotów akcji... A zaczęło się miło.
Pobytem tam gdzie słońce na suficie, książki na półce i kawa w różanej filiżance.
Tam obyło się bez szczególnych perypetii.
Potem? Potem już istny rollercoaster.
W jednej chwili telefony ważące na losach mojej przyszłości, w drugiej
siostrzenica po raz dziesiąty dmucha dwie świeczki na urodzinowym torcie (z tą samą
radością w błękitnych patrzałkach). Raz walczę o życie, chwilę potem
wypoczywam. Pytacie, jakim kurde sposobem?
Więc wyobraźcie sobie sytuację. Pewnego sierpniowego
wieczora siedzę ja sobie ja z nosem w fejsie. Komnata moja otwarte miała okno,
ponieważ upał (masz w kły ty małpo!) Dawał się ostro we znaki.Więc siedzę sobie
ja w najlepsze czytając z wypiekami na twarzy najnowsze ploteczki, gdy nagle
przez okno coś wpada. Że stoickim, więc spokojem odwracam się by ocenić
wielkość komara, którego się spodziewałam. Zamiast tego me oczy widza owada.
Owadzika.
Owadusia.
POTWORA wielkości łapy mojego kota! Istne skrzyżowanie ćmy
i szerszenia po gastro fazie. Zastygam, więc bez ruchu a ta latająca krowa na mnie!
Aaaaa!!! - Piszczę sobie więc i spierdaszam do łazienki, przez ułamek sekundy
nawet lekko zdziwiona (Ostatni raz piszczałam, gdy prawie wpadłam swym pojazdem
do rowu) i siedzę tam sobie minutkę.
Bez światła, komórki i drogi ucieczki.
A
owadzik w najlepsze napierdasza do wrót.
Jeb!-Słyszę raz po raz. Owadzik nie
odpuszcza i tylko czekam aż weźmie łom i wyważy drzwi a potem mnie zeżre.
Przez moment robię rachunek sumienia i myślę, komu przekazać kota mego jednego,
gdy nagle coś sobie uzmysławiam:
Mam siedem książek do przeczytania i sześć
odcinków "Na wspólnej " do nadrobienia.
Myślę sobie więc: O ty cholero bzycząca, plany me chcesz niweczyć?!
I tak mnie to motywuje, że otwieram drzwi niczym rasowy hiroł i chwytając
telefon uciekam z własnego pokoju.
Mając na uwadze chwilową nieobecność moich
rodziców i arachnofobie ćwiczącej na piętrze Oli (Z muzyką na full oczywiście!), która prędzej niż zabiła by to coś użyła by mnie raczej jako tarczę obronną ( ;) ), wybieram numer do siostry-
znanej szerszej publice, jako "Mama moich siostrzeńcow."
Ta wpada i brawurowo
zabija owadzika, następnie przywala jakimś pudłem, po czym na czele z
wtajemniczona już w akcję Ola zgodnie spieprzamy zamykając drzwi do pokoju na
klucz.
Jakiś kwadrans potem Ola wpada na pomysł opicia sukcesu
drinkiem bez procentów i za pomocą walka do ciasta czy innego tłuczka do mięsa
postanawia skruszyć lód. (Swoją droga nie uważacie, że powinnam jej kupić
kruszer do lodu? Trochę mnie stan blatu kuchennego martwi...). Dodaje cytryny,
sprite i postanawiamy wypocząć na podwórku. Spadające gwiazdy, Madzia i Anetka
na fejsie oraz siostrzana głupawa ocaliły mnie od szoku spowodowanego
owadzikiem...
Obecnie jest sobota. Przede mną nowy tydzień. Strach się bać. Jedno jest pewne,
pokoju w samotności wietrzyć już nie zamierzam. ;)

RIP wielkoludzie... Mam nadzieje że cie więcej nie zobaczymy!
OdpowiedzUsuń:D Bye bye!
UsuńNo czytali sie to jak najlepszy horror!
UsuńJak napisałaś że masz siedem książek to myslalam, że tymi książkami zamierzasz w niego rzucac;-)
Niee, coś ty, szkoda książek, bleee :PPP
Usuń:*
Z siateczką na owady do Ciebie wpadnę . Się zawiesi na oknie i będziesz komnatkę swą wietrzyć kiedy zechcesz . I żaden już z łomem nie będzie się czaił i próbował Cię zeżreć w całości !
OdpowiedzUsuńSto lat dla Małej Mi ! Spóźnione ale moze przy takiej ilości tortów i świeczek malutka sie nie zorientuje , że życzenia mocno spóźnione .
A swoją drogą notka twa rozbawiła mnie na całego . I choć opisuje walkę o zycie to ja sie uśmiecham :-)
Jak dobrze , że masz prywatnego MMS- a ( mamę moich siostrzeńców )
Wiesz Ty co?! Tak się śmiać? Ja cała drżałam w spazmach! ;)))
UsuńSiateczka, to jest to! A MMS jest bohaterem w mojej komnacie :P
P.S.
OdpowiedzUsuńKruszer do lodu dla Olsona kontra blat - stawiam na kruszer !
Bo blaty ładne to po co je wymieniać ?
To mam w takim razie pomysł na prezent. Ale może już na siedemnastkę... Do osiemnastki jeszcze trochę, a te blaty faktycznie niczego se ;)
UsuńHie hie hie! Wypisz wymaluj Agata z wczesnej młodości! Jak wpadło mi do pokoju coś co potencjalnie mogło uzrec czy uzadlic, tudzież było dorodnym pająkiem, wypadalam z głośny piskiem, wołając tylko "taaatooo!!!!!!". :D Przybijam pione! ;)
OdpowiedzUsuńPiona :D
Usuń