Aż tu raptem...
Maj. Miesiąc, który nigdy nie jest nudny. Trzy lata temu o tej porze na
przykład histeryzowałam, że na bank obleje ustny polski, bo się zatnę tudzież
dadzą takie pytanie, że będę z miejsca spalona.
Że o angielskim nie wspomnę, bo przecież w językach orłem nie jestem, w końcu
jak żyje na świecie lat dwadzieścia jeden tak jeszcze nigdy nie spotkałam
leniwego orła.
Ach przewrotne życie. Polski ustny zdałam na 95%, angielski na około 54.
Za to matmę pisemną uwaliłam na... Amen.
Obecnie z nie mniejszymi emocjami obserwuje zmagania tegorocznych maturzystów.
Mimochodem zerkając w arkusz matematyczny, (bo przecież moja poprawa już tylko
za ROK) a potem spazmatycznie łkając.
Nic tak przecież człeka nie wzrusza jak twierdzenie Talesa i prawdopodobieństwo.
Chlip. Smark. Siurp.
Smarkam także z innych powodów. Ten najbardziej prozaiczny to alergia na "niewiadomoco”.
A raczej wysokie stężenie pyłków kwiatowych.
To żółte gów... tałatajstwo jest widoczne gołym okiem, co
zarejestrowałam dziś wycierając stół ogrodowy, który aż kipiał... I tak sobie
smarkam, kaszle i nos drapie czekając aż przejdzie. Apsik !
Na szczęście prócz twierdzeń i pyłów są też pozytywne skutki maja takie jak
bezkarne wpierniczanie lodów, brak odzieży zimowej, bukiet bzów i... Komunia.
Bo wiecie? Dzieci Nam rosną i nie chcą przestać. Mam wrażenie, że w tym
momencie przerosły własną osobistą ciotkę. A także mamę, tatę i sosnę Oczywiście
staram się jak mogę i proszę by nie dawano im tyle mleka i drożdży
Bo ileż można do jasnej cholerki rosnąć? Oczywiście.
Próbuje im przemówić do rozumu… A oni sobie nic nie robią... Taka dola cioci
siedzącej
A wracając do komunii to nasz "ubudziubu mały
Adzik" taki dorosły się robi i o rzeczach całkiem niedziecięcych można by
z nim gadać... Coś czuje, że w tę piękna niedzielę wzruszę się okropnie.
Właściwie rzecz biorąc już sam fakt upolowania całego komunijnego outfitu w
moim rozmiarze i nie w dularach i ojro jakoś tak wzrusza…
Tymczasem sobie idę. Pogoda jakaś zepsuta dziś. Ziąb.
Musiałam ubrać cieplejszy sweter… Porobię coś, np. dopije kawę i zjem ciastka,
które naszykowała dla mnie moja mama. Skoro naszykowała, to muszę zjeść, nie?
Mamy przecież należy słuchać ;)
Notkę tę pisałam dla Was dwa dni i jest bez ładu i
składu. (W sensie zaczęłam wczoraj o 23:30 w notesie komórki, a skończyłam tu.)
Jak zwykle zresztą. Taki mój znak rozpoznawczy… :P
Ach ta matura to był stres, dziś zmykam z Martą na usty polski by stres był mniejszy;p. Uwielbiam te Twoje notki jak Ty to nazywasz bez ładu i składu;d. A za tydzień w niedzielę rycz ile wlezie;))
OdpowiedzUsuńBędę ryczeć, ale nie bardzo, bo mi mejkap spłynie i przypał młodemu zrobię :PPP wagon chusteczek jednakże zabiorę :PPP
UsuńMarcie życzę powodzenia! Choć WIEM że da radę :**
Taa Matura jest straszna. Na szczęście wczoraj zakończyłam maturalny maraton i z ustnych przedmiotów byłam zadowolona nawet bardzo. A jak pisemne okażę się w czerwcu :p Po komunii mojego bratanka też już jestem więc zostało mi tylko leżeć i leżeć całe 4 miesiące xd
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
http://blondloczek.blogspot.com/
No to możesz leżeć do góry brzuchem i praktykować miły opierdziel :P gratulacje!!
UsuńJa jestem tym rocznikiem, który to matury z matmy pisać nie musiał i chwała temu co to wymyślił, bo na bank bym tej matury nie zdała.
OdpowiedzUsuńZ matmy jestem noga totalna. Całe życie jechałam z biedą na trójach :P
Nie ukrywajmy jednak, że matura przy egzaminach na studniach to pikuś :)
No, ale każdy musi przez to przejść :)
Buziaki Kochana :*
Ja całe życie jechałam na dwójkach... Też spoko :PPP
UsuńKażdy musi przez to przejść, racja, dam SE radę !
Chwala Bozi, ze tak jak Monia, matmy zdawac nie musialam!
OdpowiedzUsuńA tak w ogole to staro sie poczulam, bo mature zdawalam juz tak dawno temu, ze pamietam z niej tylko urywki! :D
Ja też pamiętam urywki...
UsuńMoże to i lepiej? :P