Zima oszalała. Nie odpuszcza i konieczne było u Nas odśnieżanie dachu. Świat wygląda jakby został okraszony wieelką biaaałą i puchową pianką.
Przez pierwsze dni było to nawet ciekawe i ładne, ale w końcu jestem już tak zmęczona zimą, że nie mogę na to patrzeć. Pościągaliśmy już świąteczne ozdoby i tablica korkowa w moim pokoju jest teraz ozdobiona przez widokówki. Jak mam dość, to po prostu patrzę na nie i mi lepiej:P
Adrian postanowił zakończyć ferie w iście balowym stylu-wyruszył dzisiejszego popołudnia na tzw bal przebierańców w przebraniu pirata. Wpadł się pokazać i jako gratis od ciotki Oli dostał wąsik i bródkę, Wymalowany kredką do oczu. Efekt powalający i rozczulający. W poniedziałek zaś i on i ciocia Ola wyruszają na podbój klasowych dolinek i wzgórz. Do "bawienia" zostanie mi już tylko Igorek:P ale on robi za trzech. Dosłownie. :D
Najbardziej znienawidzoną czynnością małego stało się chwilowo jedzenie,nad czym ubolewamy, oraz...spanie. Skończył 25 miesięcy więc robi się coraz starszy, coraz mądrzejszy i... coraz bardziej uparty. I wytłumaczenie mu, że dwu godzinna drzemka robi dobrze na humor i daje siły na zabawę nic nie daje.
Więc przez dwadzieścia minut usypiania słychać na przemian
"Mama! Baba! Kaka! Taja! łeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! Ojojojojojojojojojojojoj!" niekiedy muszę sięjak najdalej ewakuować, by mały nie widział mojego chichotu na te próby postawienia na swoim. Inaczej po prostu zaliczylibyśmy wychowawczą porażkę:P
Ciocia Natalia dla odmiany chwilowo nie domaga i nic nie robi. Niekciej który odwiedził też Joasię trwa i trwa i nie chce iść. I to akurat wtedy gdy ja mam tyle rzeczy do zrobienia.
Oby poszedł...
Bo jak nie...
to widły kupię i po sprawie! :D
PS Ostatnio zauważyłam że najwięcej komentów pojawia się przy notkach gdy muszę się komuś po wyżalać.Znaczy mam narzekać więcej?
Serio? Nie wiecie na co się piszecie... :D








