sobota, 26 stycznia 2013

O końcu ferii, nalocie piratów, zimie i jeszcze czymś.

Zima oszalała. Nie odpuszcza i konieczne było u  Nas odśnieżanie dachu. Świat wygląda jakby został okraszony wieelką biaaałą i puchową pianką. 

Przez pierwsze dni było to nawet ciekawe i ładne, ale w końcu   jestem już tak zmęczona zimą, że nie mogę na to patrzeć. Pościągaliśmy już świąteczne ozdoby i tablica korkowa w moim pokoju jest teraz ozdobiona przez widokówki. Jak mam dość, to po prostu patrzę na nie i mi lepiej:P

Adrian postanowił zakończyć ferie w iście balowym stylu-wyruszył dzisiejszego popołudnia na  tzw bal przebierańców w przebraniu pirata. Wpadł się pokazać i jako gratis od ciotki Oli dostał wąsik i bródkę, Wymalowany kredką do oczu. Efekt powalający i rozczulający. W poniedziałek zaś i on i ciocia Ola wyruszają na podbój klasowych dolinek i wzgórz. Do "bawienia" zostanie mi już tylko Igorek:P ale on robi za trzech. Dosłownie. :D
Najbardziej znienawidzoną czynnością małego stało się chwilowo jedzenie,nad czym ubolewamy, oraz...spanie. Skończył 25 miesięcy więc robi się coraz starszy, coraz mądrzejszy i... coraz bardziej uparty. I wytłumaczenie mu, że dwu godzinna drzemka robi dobrze na humor i daje siły na zabawę nic nie daje.
Więc przez dwadzieścia minut usypiania słychać na przemian
"Mama! Baba! Kaka! Taja! łeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! Ojojojojojojojojojojojoj!" niekiedy muszę sięjak najdalej ewakuować, by mały nie widział mojego chichotu na te próby postawienia na swoim. Inaczej po prostu zaliczylibyśmy wychowawczą porażkę:P

Ciocia Natalia dla odmiany chwilowo nie domaga i nic nie robi. Niekciej który odwiedził też Joasię trwa i trwa i nie chce iść. I to akurat wtedy gdy ja mam tyle rzeczy do zrobienia.
Oby poszedł...
Bo jak nie...
to widły kupię i po sprawie! :D



PS Ostatnio zauważyłam że najwięcej komentów pojawia się przy notkach gdy muszę się komuś po wyżalać.Znaczy mam narzekać więcej? 
Serio? Nie wiecie na co się piszecie... :D

czwartek, 24 stycznia 2013

Sie przypomniał


Weekend. Siostra i szwagier odbierają Adriana z wojaży feryjnych. Babcia jak zwykle pakuje dla wnuków pełną siatkę swojskich przysmaków tzw tradycyjną już wałówkę prosto ze swojego gospodarstwa. Trwa pakowanie specjałów. Mięso, nabiał itp. W pewnym momencie zagoniony i rozbawiony Igor staje na środku kuchni patrząc na pakowanie specjałów. Myśli, myśli po czym poważnie i dosadnie pyta:
-A jaja?
No tak. Zapomnieli spakować jajek :-D

wtorek, 22 stycznia 2013

Hu hu ha!

Zima jest zła!
Bo wszyscy chorują!
Bo chce na spacer!
Bo mi zimno!
Bo nie mam na nic ochoty! A na nudę nie mogę narzekać. Do zrobienia mam dużo. Za dużo. Tylko mi się nie chce.
Bo siedzę w domu od listopada co nie wpływa korzystnie na moje ADHD
Bo tak i bo nie muszę lubić wszystkiego i wszystkich , a na pewno nie muszę lubić zimy.
Zaraz się wkurzę i pójdę spuścić w toalecie przedwczesną marzannę.
Help!

sobota, 19 stycznia 2013

leci sobie


Wiecie że jest już połowa stycznia?
A wiecie, że dopiero była wigilia?
I Igor ma już dwadzieścia pięć miesięcy?
Jest już taki duży! Uświadomiłam to sobie dziś w chwili, gdy pewnego ranka zastałam go w kuchni gdy pił z... kubka! 


Oczywiście pod ścisłym nadzorem!
Ale przecież jeszcze niedawno uczyliśmy go samego pijać z butelki... Jest już taki samodzielny, że czasem go nie poznaje.



A Adrian zaliczył pobyt u babci. Codziennie przez tydzień jeździł na sankach przysyłając mi smsy "jaktam" :D
Najśmieszniejsze jest to, że na bieżąco zdawałam mu relację na temat tego co robię po czym pytałam "A Ty? Jak się bawisz?" ale nie chciało się leniuchowi odpisywać:D



U mnie po staremu. Obecnie trochę ważą się losy mojej najbliższej przyszłości, ale nie będe nic mówić, żeby nie zapeszyć. Jak już będe pewna to powiem:)
Śnieg rozsypał się na całego i ma w nosie, że ja już go nie chcę!
Chce już na podwórko, popatrzeć na goniącego Igora, na Adka na rowerze, na kwiatuszki, mróweczki, biedronki.
I chcę bez ograniczeń pozbyć się już kilogramów ciężkiej odzieży zimowej i móc bez ograniczeń taplać się w farbach
Bo w domu niestety zostawiają zapachy, czego ja bardzo nie lubię.



Narazie jednak nie łudzę się na to, że zawita do nas ciepło. Na horyzoncie sam mróz, a do marca daleka droga.



Ale koniec końców w domu też może być przyjemnie, nie?
W końcu zawsze mogłam być... bezdomna:P


Wena blogowa zanikła. Więc pisze co mi przyjdzie na myśl, żeby się rozpisać. :P
Przeżyjecie? :D

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Sto faktów o... mnie. ;)

Bardzo dziękuje wszystkim, za życzenia powrotu do zdrowia. Teraz już mi lepiej. Został tylko kaszel :/
Dzięki uprzejmości Joasi skorzystałam z jej pomysłu i pobawiłam się w:


100 faktów o mnie:

  1. Gdy byłam mała chciałam być piosenkarką, lekarką i kucharką.
  2. W ciągu trzech tygodni przeczytałam ostatnio osiem naprawdę grubych książek.
  3. Marzę o pracy wolnego strzelca :D
  4. Mam skłonności przywódcze. Marzę by zorganizować jakiś koncert charytatywny, lub imprezę dla dzieci. J
  5. Nie znoszę jabłek, wody mineralnej, kminku i pietruszki.
  6. Piszę opowiadanie.
  7. Nie znoszę się malować (zwłaszcza tuszować rzęs) i nosić biżuterię. (Na co dzień nosze tylko kolczyki)
  8. Słynę z upodobań do oryginalnych imion.
  9. Gdy  po operacji jako noworodek leżałam w szpitalu pielęgniarki nazwały mnie „Kasią”. I tak by pewnie zostało, gdyby nie fakt, że takie imię nosiła już moja starsza siostra.
  10. Jak moja mama była w ciąży z moją młodszą siostrą, to powiedziałam, że musi być dziewczynka. Bo chłopcy są niegrzeczni i… ciągle grają w piłkę. :P
  11. Nie znoszę sprzątać. :/
  12. Boję się między innymi wody, anomalii pogodowych, ognia, duchów, węży i samolotów. :P
  13. Zanim ostatecznie wybrałam imię do bierzmowania było ich chyba dziesięć, a ja wybieranie zaczęłam w… podstawówce. Stanęło na Joannie, gdyż podobał mi się życiorys błogosławionej Joanny Moli. I tak już zostało.
  14. Dzień bez kubka herbaty uważam za stracony.
  15. Jeśli nie słucham muzyki więcej niż trzy dni, to zaczynam się czuć nieswojo.
  16. Czytając ostatnio książkę psychologiczną zdiagnozowałam u siebie aż cztery choroby :x
  17. Mam zakładki w przeglądarce internetowej ze wszystkimi najważniejszymi stronami i odwiedzam je według ułożenia. Codziennie tak samo od ośmiu lat. :P
  18. Bardzo trudno jest się mi zmotywować do działań. Niestety.
  19. Gdy byłam mała uwielbiałam opowiadać dowcipy. Na nieszczęście z biegiem lat ta zdolność stopniowo u mnie zanikła.
  20. Przez rok uczyłam się grać na keyboardzie i do dziś sobie nie wybaczyłam, że w końcu przestałam.
  21. Mój pierwszy wiersz powstał piątego maja 2008 roku. Gdzieś pomiędzy polskim a matmą a inspiracją była piękna pogoda na zewnątrz i bukiet bzów na biurku nauczycielki.
  22. Jako dziecko nie znosiłam układanek.
  23. Kochałam za to lalki i całymi dniami bawiłam się w zabawy w stylu „szpital”, „Dom”.
  24. Jestem choleryczką i leniwcem
  25. Mam bardzo niską samoocenę.
  26. Jako dziecko od bajek wolałam telenowele.
  27. Nieśmiertelny „Dirty dancing” udało obejrzeć mi się dopiero w tym roku i co dziwniejsze… wcale mi się nie podobał…
  28. Posiadam tik , a mianowicie poruszam głową w dziwny, okrężny sposób. Nikt nie może we mnie tego zmienić, ani wytłumaczyć skąd to się wzięło. Po prostu tak mam i już. Nie wygląda to jednak estetycznie i bardzo tego nie lubię.
  29. Kiedyś ZA bardzo wierzyłam w reklamy.
  30. Kocham gazety. A najbardziej kocham gazety pokroju „Mamo to Ja” i denerwuje mnie że są tak drogie, jak i denerwuje mnie to, że jak zacznę je sobie przeglądać w sklepie, to każdy patrzy na mnie jak na kretynkę. (prócz rodziny, która jest przyzwyczajona do moich upodobań :P)
  31. Mam trzy starsze i jedną młodszą siostrę.
  32. Prócz dwóch największych przyjaciółek równolatek, najczęściej wybieram towarzystwo kilka lat młodszych, lub starszych osób od siebie.
  33. Mój hiszpański ma się coraz lepiej.
  34. Uwielbiam o sobie opowiadać, oraz odpowiadać na pytania. To dziwne, wiem. :P
  35. Paznokcie zapuściłam, gdy moja siostra była w ciąży z drugim synem. Gdy urodził się Igor obcięłam je, by nie zrobić mu krzywdy i … od ego czasu obsesyjnie je obgryzam :/
  36. Kiedyś śniło mi się, że brałam ślub i miałam różową suknie ślubną :o
  37. Zanim powstał ten blog miał on pięciu poprzedników.
  38. Tytuł mojego bloga pomogła mi wymyśleć Beatka. A raczej nakierowała mój tok myślenia. :D
  39. Najpiękniejsze miejsce w Polsce to dla mnie rynek Krakowski.
  40. Kocham niespodzianki.
  41. Jestem gadułą.
  42. Od pięciu lat pisze bezwzrokowo na klawiaturze.
  43. Namiętnie wyciszam swoją komórkę. Po co? Nie wiem.
  44. Dzieckiem byłam grzecznym i nie wymagałam częstego karana. Byłam także bardzo przemądrzała i gadatliwa. To tak dla równowagi :P
  45. Nienawidzę przedmiotów ścisłych
  46. Wierzyłam w Mikołaja do 10 roku życia.
  47. A prawdy o nim dowiedziałam się z gazety
  48. Lubię jeździć na zakupy do supermarketów, ale nie wiedzieć czemu, zawsze w trakcie dostaje złego humoru i nic mi nie odpowiada:/
  49. Nie lubię spać.
  50. Chce zobaczyć Meksyk
  51. Interesuje się rodem Windsorów.
  52. Marzy mi się własny serial i wielka kariera scenarzystki i reżyserki J
  53. Albo chociaż własna książka.
  54. Mam naprawdę fajną i gwarną rodzinę :D
  55. Bardzo często głośno myślę.
  56. Bardzo lubię kuchnię włoską, warzywa, kurczaka, pierogi, ciasta. Wszystko co kaloryczne :P
  57. Kocham chipsy. I tak. Wiem że są kaloryczne i niezdrowe. :P
  58. I pepsi też kocham, o!
  59. Kocham wiosnę, lato i złotą jesień.
  60. Kocham wszystkie kolory. Naprawdę! Ostatnio jednak najbardziej podoba mi się kolor morski.
  61. Bardzo lubię pudełka na drobiazgi i uważam, że ich nigdy nie za dużo.
  62. Od października prócz scrapbookingu interesuje mnie decoupage.
  63. Jak zostaje sama w domu to śpiewam do długopisa.
  64. Moje córki dostaną na imię Idalia, Julianna i Gloria.
  65. A synowie Jan, Filip i Marcel
  66. Chciałabym wrócić się do czasów gimnazjum.
  67. Obecnie namiętnie słucham piosenki „1000 metrów nad ziemią” i uważam, że jest naprawdę dobra.
  68. Moją pierwszą idolką była Natalia Oreiro.
  69. Jestem niegospodarna.
  70. Nie lubię zup. Chyba, że zupy-kremy.
  71. Kocham szpinak.
  72. Kiedyś obcięłam włosy. Więcej już tego nie zrobię.
  73. Chciałabym adoptować dziecko
  74. Nie lubię swojego charakteru pisma, ale bardzo lubię pisać.
  75. Mój rekord to była osiem razy przebita opona w wózku w ciągu dwóch miesięcy.
  76. Uwielbiam być komuś potrzebna.
  77. Podobno bardzo dobrze słucham
  78. Mam dużo znajomych poznanych w Internecie.
  79. Bardzo lubię gry online.
  80. Kiedyś bardzo chciałam nauczyć się robić zdjęcia.
  81. Muzyka może wywołać u mnie silne wzruszenie
  82. Jestem romantyczką.
  83. Do dziś lubię wracać do ulubionych książek z dzieciństwa.
  84. Kocham mieć gości
  85. Marzę o własnym domu. I chce go urządzić całkowicie po swojemu.
  86. Kiedyś chciałam mieć tchórzofretkę
  87. Próbowałam robić na drutach. I tak się wkurzałam, że rzuciłam to w cholerę!
  88. Kocham się babrać w plastycznych rzeczach
  89. Przestaje się mieścić we własnym pokoju.
  90. Jeszcze dziesięć faktów. Ufff. Dam radę.
  91. Czasami jak jestem zbyt zakręcona to nie dociera do mnie co kto do mnie mówi.
  92. Bloga założyłam, bo… Musze pisać. Inaczej się duszę.
  93. Dziewięćdziesiąt trzy to mój rocznik!
  94. Gdy miałam sześc lat przytuliłam moją ząbkującą siostrę, która w odwecie miłości… ugryzła mnie w ramię.
  95. Igor wszystkie swoje ciocie nazywa „Kaka” tylko do mnie mówi „Tatajka” :D
  96. Gdy byłam mała bawiłam się mrówkami. Robiłam im domki, uczyłam pływać (tsa…), dawałam imiona. Preferowałam wyłącznie mrówki czerwone, bo czarne to były cieniasy i szybko uciekały. Co ciekawe tylko raz zostałam przez mrówkę ugryziona. I do dziś się ich nie boję.
  97. Miałam ostatnio kryzys i chciałam usuwać blog. Kryzys trwał osiem minut.
  98. Chciałam by moja młodsza siostra miała na imię Urszula. Ale właściwie Ola i Ula było bliskie. :P
  99. Uwielbiam lokowane włosy u kobiety.
  100. Nie wierzę że napisałam sto faktów. 

sobota, 12 stycznia 2013

Nowe życie...

Wczoraj po godzinie czternastej na świat przyszła Gaja-piąta bohaterka Tosinkowa. :)
Upragniona córeczka, siostrzyczka, wnuczka. Przyznam wam że wczoraj nic nie robiłam tylko odświeżałam bloga, lub koczowałam przy komórce. W końcu okazało się że jest :) maleńka waży 2900 i ma 49 centymetrów. Jest drobniutka, ale zdrowa i to jest najważniejsze.

Witaj na świecie malutka:* W końcu jesteś.
Martuś, Karolu gratulacje z całego serca! :*





PS A ja dla odmiany dawno nie chorowałam i przechodzę jakiegoś wrednego wirusa. Mało śpię, ciągle kaszle, smarkam, a dwa dni temu to nawet leżałam. Taka byłam słaba, że nie mogłam się nawet ruszyć.



PS2 Z całego serca proszę wszystkich piszących do mnie na gg o podpisywanie się w wiadomości. :) Dziękować. 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

KONIczynka


Sobotnie popołudnie. Siostra w pracy,starszy z tatą, Igor u nas. Siedzimy w kuchni. Mały widząc ciocie Ole i jej pracę na laptopie zaczyna dokuczać i domaga się zabawy sprzętem. Bez zastanowienia biorę długopis i rysuje pierwsza lepszą rzecz. Igor w końcu bastuje i z zainteresowaniem patrzy na "dzieło"
-Igorek? Ładna koniczynka?
-ihaha!

Ta...fonetycznie faktycznie podobne do konia :-P

czwartek, 3 stycznia 2013

231 dni w "chałupie"

A po dwóch tygodniach Ola i Adrian poszli do domu.
A ja do "szarej" rzeczywistości.
Którą nie wątpliwie rozjaśnia mi dziś Igorek.
Puk,puk, oby nie zapeszyć.
Nie bawiłam małego zaledwie... tydzień?
Wiecie ile on się nauczył przez ten czas?
Oboje byliśmy za sobą stęsknieni.
Najbardziej lubi towarzyszyć mi w porannej toalecie.
Mam elektryczną szczoteczkę, więc mały cieszy się na jej szum. Potem ja podaje mu jego szczoteczkę tylko delikatnie skropioną wodą i mały czyści swoje "tik taki".
Potem wypluwa wodę. Jak ciocia.
Opryskuje mnie, siebie, umywalkę, lustro.

Dziś napił się wody z kubka i oblał się przy okazji cały. Potem jak pytałam gdzie było "Chlap" to pokazywał na kubek:D
Potem mówię do niego: 
-Igor, pokaż ile ważysz?
No i wchodzi na wagę te moje trzynaście i pół kilo szczęścia.
Następnie bierze grzebień, przeczesuje swoją łysinkę i... skrapia wodą.
No bo trzeba ułożyć kogucika!
:D
I jesteśmy czyści i zwarci!
O... właśnie wrócił z babcią ze sklepu. :)

A starszy?
A starszy w sylwester dostał... komórkę.
Nic nowego, wypaśnego- aparat po tatusiu.
A jaki ucieszony! Jak coś o niej opowiada to... przypomina mnie jak dostałam swoją pierwszą komórkę.
Musiał wydzwonić do wszystkich, aż mu się bateria rozładowała :D
I zbeształ mnie ostatnio, że mówię do niego "Adrianek" :o
Jak dla mnie to on za szybko rośnie.
Dopiero co debiutował w przedszkolu.

A ja?
A ja wciąż taka sama.
Od dwustu trzydziestu jeden dni nieustannie się obijam.
Spałam tej nocy może... cztery godziny?
I beczałam wczoraj... na "Marley i Ja" :o
A ja przecież nie jestem wrażliwcem!
No... dobra. Trochę. :P

Buziosławy :*

poniedziałek, 31 grudnia 2012

No więc czas na podsumowanie!

Bo rok się kończy.
No to lu!
          Styczeń, luty i marzec.-Obfitowały w wiele zwrotów akcji.
Między innymi studniówka, nauka, nauka,nauka
"Mamo nie zdaję matury, mam ją w...".
         Kwiecień,Maj-W moim domu od kwietnia zaczynają się dwa szały.
Szał ślubny-bo wydawałam ja sobie siostrę za mąż i szał maturalny. Bo sama się nie napisze...
         Czerwiec-Szał ślubny trwa nadal i narasta na sile. Zaczynam właśnie choleeeernie długie wakacje.
Witaj wolności, żegnaj szkoło, witajcie problemy.
Kubek zimnej wody na łeb-brak matury. Założyłam blog numer dwa. Chwilowy i dla odmiany.
          Lipiec-Zawzięłam się. I zapisałam do fundacji.
Wydałam za mąż siostrę.Trzecią z kolei. Siostra się wyprowadziła. Nagle z nas siedmiu (jeszcze przecież nie dawno...) zrobiło się nas... czworo.
Zaniosłam ja relikwie. W podzięce, z intencjami. Nauka do poprawki.
         Sierpień.-Jaki tu spookój... Cisza przed burzą. Czekanie na wyniki matury poprawkowej co ją w trakcie napi...doliłam.
Końcówka... "Nie załatwiliśmy dowozu" i moje pogrzebane plany i nadzieję.
I radość, gdy dowiedziałam się, że kolejne życie przyjdą na świat.
         Wrzesień.-Zaczął się okropnie. Śmiercią w mojej rodzinie. Niespodziewanej, strasznej, zbyt wczesnej. Potem był wyjazd. Dziesięć naprawdę pięknych dni mojego życia. I bardzo pouczających. I najtrudniejszych.
Powrót do domu i kolejny kubek. Znów zimna woda,szybciutko się przebudziłam i przestałam marzyć. Po raz kolejny nie zdałam matematyki.
          Październik.- Dmuchnęłam ja sobie 19 świeczek na torcie, podumałam,podumałam. I zawzięłam.
W maju po raz trzeci pisze matmę. Może mi matematyka naskoczyć, a ja zdam ją i będę się kształcić. Przydybałam na blogspot. :)
          Listopad.-Wbrew pozorom najtrudniejszy i najbrzydszy miesiąc mojego życia.
Nie chcę go wspominać. To było straszne.
         Grudzień.-Drugie urodziny Igorka, trzydzieste urodziny siostry, śmierć babci. I to przeświadczenie że coś się kończy i coś zaczyna. Tylko że jak się kończy to jakby... ktoś strzelił ci w łeb.


A teraz jestem tutaj.
Kukam sobie w mój kalendarz.
Strona tytułowa brzmi: "To jest pierwszy dzień mojego nowego życia." I piękne, optymistyczne życzenia od Marty. Niech się staną...
Dziś o północy zakończę ten rok.
Okropne, męczące a jednocześnie bardzo pouczające i wnoszące coś do mojego życia dwanaście miesięcy.
Narzekałam kiedyś na nudny rok?
Ten miałam z nawiązką.
Straciłam wiele.
Ale i zyskałam bardzo dużo.
Sporo się nauczyłam.
Popełniłam wiele błędów, a w pewnych kwestiach zmądrzałam.
Mam cele. Cele na ten nowy rok. I spełnię je. I nie pozwolę by kolejny raz moim życiem rządziła biurokracja, pieniądze, odległość geograficzna.
I tym razem nie pozwolę bym się zawiodła na jakimś człowieku.
Chyba.
Jeśli mi się uda.
Bo przede mną nowy rok i kolejna nie wiadoma.
Obym za rok mogła napisać że miałam dobry rok. Tak bardzo tego chce.

A wam życzę dużo, dużo zdrowia, cierpliwości,kasy,pieniędzy,szczęścia i spełnienia marzeń.
Dziękuje że spędzam z wami już trzeci sylwester.
Do siego!!
:*



piątek, 28 grudnia 2012

Taka "se" notka.

Dostałam ja piękny kalendarz, piękną kartkę i pyszną czekoladę.
Od mamusi blogowej. Mamusia ta pierwsza jest nie zazdrosna aczkolwiek zdziwiona, że posiadam trzy mamusie (włącznie z chrzestną).
Jak zobaczyłam paczkę to już myślałam że ze wzruszenia śpikami prasnę.
Ale nie prasnęłam. Twardą trza być! 
Znacie Tosinków?
Ich się nie da nie znać! A już na pewno nie da się ich nie lubić!
Jest Marta-czyli moja mama nr 3, przyjaciółka i czytelniczka. Tri in łan.
Jest Karol-nie poznałam jeszcze, ale jak się ma taką rodzinę to trzeba być naprawdę super!
Jest Lubek-Zapowiedź super chłopaka-sama bym chciała takiego brata:D
Jest Tosio-Od Tosia się zaczęło bo Tosinkowo powstało początkowo dla niego. A potem się rozrosło. Mądry i wrażliwy:*
Jest Franio-Śliczny,wesoły i dzielny
 Jest Nela-Ubudziubu jakie to jest śliczne kociątko!
I jest Gaja-To znaczy jeszcze siedzi w brzuchu a ja ja już uwielbiam!
A jak ktoś chce Tosinków podczytywać to polecam!!
Są cudowni:*
I już wiem że chociażbym miała żebrać na kolanach do kogokolwiek to ja ich wyściskam osobiście!! I to w tym roku!  I Beatkę zabiorę po drodze i będziemy się ściskać na wieki wieków!
No...
We Szczepana tj 26ego spotkanie z przyjaciółmi.
W moim salonie, z choinką,kolędami i żarłem.
Dostałam zaległy prezent na urodziny.
Osobiście uważam, że coś zbzibzieli z tymi prezentami wszyscy! :o
Farbki do szkła miałam wczoraj wypróbować, jak mnie wena wzięła! Ale rzuciłam to szkło w cholerę (nie dosłownie bo mi Madzia dała takie czadowe butelki po nalewce babuni i muszę na nie dmuchać i chuchać)
i laski wpadły na herbatę.
A wena wpadła w depresję. Do tego ją dobiłam bo dziś mieliśmy księdza z kolędą i czysto miało być.
A ja nie lubię czystoooo ;(((
I weny brak. Będziemy ją przekonywać to wróci.
A moja siostra skończyła.... no urodziny miała:P nie powiem bo nie wiem czy mogę które.
Justyna to mama moich siostrzeńców, moja szoferka, piastunka, pocieszycielka, opieprzycielka.
 Siostra wielofunkcyjna :* sto lat!!!
I co jeszcze?
Nowy rok idzie! I nowe życie nadejdzie.
Na świat przyjdzie Gaja
Do wojny o matmę zostało pięć miesięcy.
Boję się, ale nie poddam.
Pokażę tym całkom kwadratowym, że ich twierdzenie talesa to pestka.
Amen.
A w ogóle to jestem wniebowzięta bo:
-Igorek kochasz mnie?
-Ba!
<3
Do napisania!

czwartek, 27 grudnia 2012

:-)


Wiecie? 
Są emocje i uczucia których się nie wypowie. I żaden mail, żaden sms i żadne słowo nie wypowie radości jaką 
czuje gdy kolejny raz listonosz przynosi paczkę, list...  I tu nie chodzi o same prezenty a o pamięć . Tę rzeczy są od ludzi którzy zaakceptowali mnie taką jaką jestem. A tak akceptuje mnie tylko rodzina i najblizsi przyjaciele. 
I wy jesteście dla mnie bardzo bardzo bliscy. 
Czuje wasza bliskość patrząc na tę piękne prezenty, czekając aż napiszecie na gg lub patrząc na wasze zdjęcia.
 I chyba nigdy nie zrozumiem czym sobie na was zasluzylam. 

Marcie,Anecie i Beatce.
Stokroć dziękuje

niedziela, 23 grudnia 2012

A z lepszych wieści to...

To święta idą!!
Nie chce się uwierzyć że wigilia to już jutro!!
Przygotowania tak na prawdę w moim domu zaczęły się dopiero przedwczoraj. Wcześniej były pogrzeb i stypa o których nie będe tu wspominać.
Tak więc od rana było pieczenie, sprzątanie i lukrowanie pierników.Ochoczo wzięłyśmy się z Olą do roboty.
Efekty są baaardzo fajne!! :)
Co prawda robione komórką a więc szału "ni ma"
Literki są moim dziełem, a choinka z dziwnym napisem jest Oli :D A smakują... ach!
Ozdobiłyśmy także mój pokój, a mama z Olą ubrały choinkę.
Swoją drogą muszę wam powiedzieć, że o ile kocham święta, cały ten bajzel wokół niego, to jakoś nigdy nie pałam chęcią do ubierania drzewek świątecznych. Dawniej mi sie chciało a teraz... Dzięki Bogu z mojej 50 centymetrowej choinki do pokoju nie ściągałam ozdób z tamtego roku, a więc miałam Ja sobie gotowca:D
Cóż starzeje się!!
No i doczekałam się już laptopa :) w środę mi go przywieźli. Jako że od początku miał zainstalowany windows 8 to muszę się go nauczyć. Wszystko w nim jest inne, dlatego trudno jest się przyzwyczaić. Ale damy radę!
_______________________________________________________________________

KOCHANI! Z OKAZJI ŚWIĄT ŻYCZĘ WAM BYŚCIE NIGDY NIE ZAPOMNIELI TEGO CO NAJWAŻNIEJSZE W ŻYCIU-MIŁOŚCI I PRZYJAŹNI!
POMYŚLCIE SOBIE O MNIE PRZY TYM WIGILIJNYM STOLE. :)) NAJEDZCIE SIĘ DO WOLI, NIE LICZCIE KALORII, ŚMIEJCIE,KOCHAJCIE,RADUJCIE I NIECH NIC NIE ZAMĄCI WAM SPOKOJU TYCH DNI.

MAGICZNYCH ŚWIĄT KOCHANI! :***




piątek, 21 grudnia 2012

Się kręci.

No bo musi.
Bo nawet jakbym chciała to nie wskrzeszę babci ani nikogo innego.
Ten tydzień był jednym z najtrudniejszych tygodni mojego życia.
Ale wciąż czułam waszą obecność.
Dziękuje wszystkim który byli ze mną i za ciepłe słowa w poprzednim wpisie.
Jestem już po pogrzebie, po stypie.
Zmęczona psychicznie.
Dziś po pięciu dniach włączyłam muzykę.
Życie toczy się dalej.
Jeszcze raz-dziękuje:*


PS Wpadnę z życzeniami :)

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Od paru minut zastanawiam się co napisać...
Chciałam tu uwieczniać zarówno dobre jak i złe chwile w moim życiu...
I pierwszy raz nie wiem co napisać.
Bo to jest niewątpliwie ta zła chwila.
I nie wiem co ze sobą zrobić.
Wszystkiego się odechciewa.
Nie chce już tych świąt.
Nie chce niczego, tylko być małą dziewczynką.
 Znowu. 
Taką beztroską.
Nie dorosłam do problemów.



Żegnaj Babciu.

sobota, 15 grudnia 2012

Dwa

Igorku! Od dziś jesteś już dwulatkiem.
Tyle lat, jesieni, zim i wiosen upłynęło.
Dwa lata o tej porze siedziałam w szkole w zimowy dzień.
Był wtorek, a ja siedziałam na matmie i jakoś w kościach już przeczuwałam, że Cię nie długo zobaczę.
Miałam rację. Oj żebyś widział ten dreszcz emocji, który przebiegł po naszej rodzinie, gdy dowiedzieliśmy się, że już tylko godziny dzielą Cię od wyjścia na ten świat.

Poczekałeś grzecznie, urodziłeś się szybko w pierwszej godzinie piętnastego grudnia.
I potem zobaczyłam Cię rano na zdjęciach. Byłeś noworodkiem, takim małym brzydalkiem,  takim jak inne noworodki.
A dla mnie byłeś najpiękniejszy na świecie. Zresztą tak samo jak dla cioć, wujków, mamy, taty i brata.

Oj gdybyś wiedział jak on się przejął tym, że będzie starszym bratem...
Dziś jesteś już duży. Coraz bardziej pomocny, lubisz rozrabiać, roznosisz dom swoim bieganiem, krzykami, śmiechem.

Kochanie!
Życzę Ci przede wszystkim zdrowia. Żebyś był szczęśliwy, byś po wakacjach mógł zadebiutować jako dzielny przedszkolaczek. (Chociaż jak na razie wcale sobie tego nie wyobrażam.) I żebyś się nigdy nie zmienił. Jesteś idealny.
Kocham Cię. Ciocia Natalia. :*

piątek, 14 grudnia 2012

...

Kim trzeba być żeby zabić dzieci? By wtargnąć tak po prostu do szkoły wyciągnąć pistolet i... 

Strzelić tak po prostu do człowieka? Zwierzęciem? Nie bo nawet zwierzę ma więcej uczuć niż niektórzy ludzie... 

W dodatku do szkoły w Connecticut gdzie dziś doszło do strzelaniny chodziło dziecko sprawcy. A może było wśród ofiar? Nie wiem tego i chyba nie chce wiedziec... 
Od dwudziestu minut nie mogę uwierzyć w to co dziś usłyszałam i widziałam. 


Boże gdzie my idziemy...?

czwartek, 13 grudnia 2012

Ocalić wspomnienia

Jestem osobą sentymentalną.
Od zawsze lubiłam oglądać zdjęcia, segregować je, przechowywać każdą rzecz.
Od zawsze noszę się z zamiarem, że kiedyś każdą pamiątke po swoim dziecku będe skrupulatnie przechowywać aż urośnie.
Ale oprócz sentymentalizmu dostałam jeszcze parę innych "cech" jak niecierpliwość, roztrzepanie itp. I jakoś nigdy nie mogłam się w sobie wyzbierać, by te swoje pamiątki jakoś ulokować.

A pewnego dnia natrafiłam na teczkę, w której kiedyś trzymałam notatki z języka polskiego potrzebne do matury.
Otworzyłam ją, bo była zadziwiająco gruba, a przecież pamiętałam, że jakiś czas temu wszystkie materiały maturalne oddałam na strych. Tam w spokoju czekają, aż Ola lub chłopcy będą ich potrzebować.
Jakież było moje zdumienie, gdyż okazało się że podczas sprzątania schowałam tam przeróżne rzeczy o których bezczelnie zapomniałam!
I takim sposobem znalazły się tam:
  • -Osiemnastkowe kartki
  • -Widokówki wakacyjne od przyjaciół
  • -Książeczka o fundacji "Mimo wszystko" wraz z autografem Anny Dymnej ze specjalną dedykacją.(Bardzo chciałam wtedy ją poznać. Myślałam o starcie w konkursie "Zaczarowana piosenka" i dzięki pomocy innym mogłam z nią nawet parę słów zamienić!) :)
  • -Cegiełka na budowę OREW
  • -Wszystkie ulotki, biuletyny i karteczka z gryzmołami na wykładzie czyli pamiątki z obozu FAR
  • -Płyta ze zdjęciami ze studniówki

oraz wiele wiele innych...

Pooglądałam, poczytałam, powspominałam...
I niemalże wróciłam do tych dni...
Do czasów gimnazjum,
do pierwszych dni liceum,
do ostatniego dnia egzaminów maturalnych, gdy moi przyjaciele urządzili mi wspaniałe pożegnalne przyjęcie.
No i tak wiedziona sentymentem otworzyłam szufladę biurka. Przekopałam wszystko, powyciągałam wszystkie kartki, które ostatnio odczepiłam od tablicy korkowej i posegregowałam.
One też powędrowały do teczki. A ta niespodziewanie zrobiła się gruba O.O
Jeszcze jakiś czas i będzie trzeba poszukać na te wspominki jakieś pudełko...
Nie wiem tylko jak zmieścić je w moim mikro pokoju?
A może czas odkładać pieniądze na osobne pomieszczenie?
Blaszak jakiś czy co... :D
(A pomieszczeń będzie dwa. Bo ostatnio marzy mi się takie ustronne miejsce gdzie będe mogła poświęcić się swoim hobby, pobrudzić i nie sprzątać, posłuchać głośnej muzyki i pobyć samemu... Bo każdy czasem musi, co nie?)
W każdym razie cieszę się, że los zrobił to za mnie. W końcu skoro już teczka "sama się zrobiła" to nie ma wyjścia. Muszę ją kontynuować!


...Nie macie czasem wolnej piwnicy...?



PS Bardzo dziękuje za falę ciepłych komentarzy, którymi mnie obdarzacie. Jest mi bardzo miło i cieszę się że jest Was wciąż więcej i więcej :))

środa, 12 grudnia 2012

Wychowani w... tolerancji.

Igor i Adrian mają niepełnosprawną ciocię.
(I pewnie wszyscy teraz popukają się w czoło, bo nic odkrywczego dziś nie powiedziałam)
A raczej niepełnosprawną (bo ostatnimi czasy staram się nie używać względem siebie tego określenia.) lecz poruszającą się o wózku.

Pamiętam, że gdy moja siostra urodziła pierwsze dziecko, to pomimo bardzo młodego wieku zaczęłam się zastanawiać jaki stosunek będą miały wobec mnie dzieci moich sióstr, przyjaciół a potem moje dzieci.
Bo z jednej strony to może być problem.
Bo siedmiolatek wcale nie musi rozumieć czemu jego ciocia nie jeździ z nim rowerem.
A dwulatek W OGÓLE nie musi rozumieć tego, czemu ciocia jest wożona w wózku jak on, mimo że jest już prawie stara.
I przyznam wam, że czasami dziwię się że mają tak wiele cierpliwości.

Adrian jako czteroletni chłopiec miał taki okres, w którym to zauważył, że ja różnie się trochę od innych ludzi.
Że nie chodzę, że w wielu dziedzinach życia potrzebuje pomocy. I pamiętam, że zaczął dopytywać.
Odpowiadaliśmy więc zgodnie tak jak jeszcze w zerówce ja odpowiadałam rówieśnikom, że mam chory kręgosłup, że taka się urodziłam. Jasny i czytelny komunikat dla takiego małego chłopca był w sam raz. Do dziś czasem zdarza mu się zapytać czy będę jeszcze kiedyś chodzić.
A ja mu odpowiadam, że nie i wszystko jest jak dawniej.
Adrian podwozi mi wózek, gdy przechodzę na niego z łóżka.
Igorek od paru miesięcy przynosi mi podnóżki, a dziś usiłował mi ubrać buta, który spadł z mojej nogi.
Ma dopiero dwa lata i nie zna mnie innej, zdrowej. I zdaje się nie przejmować moim ograniczeniem ruchowym.
Oboje szybko się przystosowali.
Albo raczej wrodzili.
A jednak czasem chciałabym być w stu procentach dla nich i móc w pełni uczestniczyć w ich rozwoju.

Ale kto na tym świecie ma wszystko?? :)
Bo w końcu z drugiej strony mogę się tylko cieszyć. Na przykład tym, że Adrian i Igor dorastając z osobą niepełnosprawną są uwrażliwiani.
Że dzięki Bogu, nie będą dziećmi, które na widok osoby niepełnosprawnej zaczną szydzić i głupio żartować, a gdy gdzieś taki maluch przyjdzie na świat będą wiedzieli że nie różni się ono od innych dzieci.
I od kiedy się urodzili zrozumiałam, że w każdej sytuacji można znaleźć plusy.
Nawet we własnej chorobie.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

O Mikołajkach, cudownej sobocie, zimie i czymś tam jeszcze...

Mikołajki minęły jak z bicza strzelił.
Trwały sobie nie przerwalnie od czwartku piątego grudnia w bardzo sympatycznym tonie.
Mając na głowie obdarowanie milionów dzieci troszkę się zakręcił i był u chłopaków aż sześć razy!!
Pozostawił prezenty u każdej z cioć, babć,dziadków i w szkole Adrianka.
U mnie też był trzy razy :D oprócz dwóch, cudownych wspomnianych już książek:
dostałam też szczoteczkę elektryczną:
oraz czapkę:
Tylko że moja jest troszkę inna. Kremowa. :)
No i oczywiście słodycze, a także szablony do sztucznego śniegu (Ola dostała śnieg... :D)
Chłopcy natomiast zatonęli dosłownie w fali prezentów. W fali samochodzików, gier planszowych,słodyczy,ciastolin,gazetek,płytek dvd, pisaków,malowanek, książeczek i organków. A nawet stolika kubusiem puchatkiem :D
***
W piątek mimo trzaskającego mrozu postanowiłam wybrać się na scholę. W końcu wcześniej były imieniny Barbary(nauczycielki ze scholki, a jednocześnie mojej pani od angielskiego z czasów liceum :))) a ja poproszona zostałam o wykonanie kartki imieninowej, którą dostała jako dodatek do prezentu. Wyszła.. tak sobie:
Ale podobno się podoba. I to najważniejsze. :)
Na scholi w rolę Mikołaja wszedł nasz ksiądz proboszcz, który ku wielkiej uciesze tych mniejszych i większych dzieci podarował nam znów zapomniany od Mikołaja prezent. Dwie czekolady. To był fajnie spędzony czas w gronie przyjaciół. :))
***
W sobotę zaś dzięki uprzejmości i pomocy wielu osób (dziękuje Olu:*) mogłam wstawić się w naszej Szlachetnej paczce bo już, już był weekend!
Nie zapomnę tych kilku godzin... Uwierzcie. Widoku tych paczek, hojności darczyńców, rozemocjonowanego głosu pani, do której dzwoniliśmy, by dowiedzieć się jakie są wrażenia po otrzymaniu paczki. Najczęściej ludzie dostawali ponad stan. Wszystkiego. Od słodyczy po meble.
Moją rolą w tym dniu było szczegółowe relacjonowanie akcji na fanpagu w Facebook. :)) 
A sukces świętowaliśmy już przy pizzy :)) fajnie było:))
 
Po dłuższym wahaniu wkleiłam zdjęcie. Takie ćwiczenie akceptacji swojego niezbyt ciekawego wyglądu. 

***
Ostatnimi czasy powstało moje najnowsze dzieło.
I tak zostałam z pomocą kuzyna i przyjaciół administratorką forum społecznościowego:
www.nasze-pasje.phorum.pl serdecznie zapraszamy :))
***
Śnieg jak zasiadł tak siedzi i to bynajmniej nie w pace. :P
I co najdziwniejsze to nawet mi nie przeszkadza! A jest już tydzień!
Cuda!? Czary jakieś!?
A może po prostu się przyzwyczajam do braku zimówek? :P
***
Zaraz... zgubiłam wątek... Aaaa! Kolejnym newsem jest dofinansowanie które dostałam na laptopa :)) co prawda by laptop był porządny i długo służył zarówno mnie jak i Oli z którą będę go dzielić musieliśmy dopłacić osiemset złotych. A więc łatwo nie jest. :P
Ale i tak się cieszę. Wczoraj szwagier (informatyk) i mama byli na rozeznaniu cen w sklepie i padło na ten model: 

Podobno bardzo porządny. A do tego ma w sobie system Windows 8 więc spróbuje czegoś nowego :)
***
I to już wszystko co miałam wam dziś do powiedzenia. Mam nadzieję, że dobrneliście?


PS Ostatnio coraz częściej dostaje za pośrednictwem GG pozdrowienia i uśmiechy od anonimowych czytelników mojego bloga. :) Co prawda to także jest budujące i cholernie miłe i niech trwa, ale jeszcze milej będzie, gdy w końcu ujawnicie się też w komentarzach! :) Bo w końcu rozmowa na gg jest na chwilę (nie archiwizuje ich) a komentarz jest na bardzo długo. :)) Bardzo proszę też o pozostawienie namiarów na swoje blogi, bym mogła dodać was do swoich linków i również podczytywać. :)

Poszło!



środa, 5 grudnia 2012

Kochany święty Mikołaju!!

W tym roku dostałam najbardziej zaskakujący prezent pod słońcem.
Żałuj że nie widziałeś mojej facjaty na widok tego przemiłego pana z przesyłką.
Bo przesyłka? Jaka? Że co? Że jak?
Podpisałam się grzecznie, bo w końcu napisałeś mi przepięknym charakterem pisma, że byłam grzeczna.
Otworzyłam więc ten prezent. Kopara opadła mi do kostek.
Myślę, myślę... Aż mi z uszu paruje... I nie wiem co powiedzieć. Z szoku chyba nie zasnę.



I czym ja sobie zasłużyłam na tak cudownych przyjaciół, ja się pytam?! o.O


Kochany święty Mikołaju. Jesteś cudowny bez dwóch zdań:*** uwielbiam i bądź pewny. Ja się odwdzięczę!!


EDIT:
Dla zainteresowanych uprzejmie informuję, iż prezentem od tajemniczego Mikołaja były śliczne dwie książki. W dodatku jedna z nich jest o moim ukochamym Meksyku:))