niedziela, 17 marca 2013

Bo mnie nurtuje

Czy jesteście w stanie odpowiedzieć na pytanie (O to ja i moje pożal się Boże rymy :-D) co skłania Was do regularnego odwiedzania mojego bloga? 
Ciekawość bierze górę :-D

ps Nowy kreatywny blog już jest. Teraz tylko czekanie na... materiały do umieszczenia :-P

środa, 13 marca 2013

Wcale się nie starzeję...

Wczoraj:
Polałam się herbatą.
Pobrudziłam strogonovem.
Uderzyłam w czoło o biurko.
Krzywo wycięłam pasek papieru na kartkę.
Wysypałam pudło z przydasiami.
Pomyliłam okienko i powysyłałam wiadomości w gadulcu gdzie nie trzeba.
Zgubiłam zakładkę...
Wzruszyłam się na... telenoweli.
...
Moge tak wyliczać.
Jestem ciągle jakaś potrzepana.
Jak zakochana gimnazjalistka.
Nie jestem gimnazjalistką.
Nie jestem zakochana.
I chyba pora dorosnąć i być uważnym...
Ale po co?
Dorosłość jest nudna!
O to ja! Piotruś Pan... w spódnicy.
No dobra. W kucyku. Spódnic nie nosze. :P


... I w dodatku nadal pisze bez sensu notki...
Cała ja!
Cała!


PS Zaczęłam myśleć poważnie o blogu nt mojego hobby jakimi są kartki. Co wy na to? Może to mnie będzie dopingować? W końcu nie lubię jak moje blogi stoją bez notek... :P

piątek, 8 marca 2013

Przelotem

Jestem po prysznicu, w komputerze leci melodia, za oknem ziąb a w kubku kawa...
I tak sobie świętuje nasz dzień Kobiety.
Moje kochane czytelniczki!
Wszystkiego co najlepsze, dużo zdrowia, szczęścia, miłości i moc słodyczy:***

Dziękuje Wszystkim z osobna za cieplutkie słowa pod moimi notkami. Cieszę się, że jest Was coraz więcej i więcej i... więcej! :))
Kiedyś sobie wydrukuje wasze komentarze, jak już skończe z blogowaniem (Ale nie bójcie się, na razie odpukać-nie śpieszy mi się do tego) to sobie wydrukuje te komentarze i powieszę na ścianie.
Jesteście cudowni:**

czwartek, 7 marca 2013

Niech no państwo nie pozwolą, by pomylić pepsi... z colą.

 (Chłe, chłe, chłe! Te moje rymy!)
Wczorajszego poranka wraz z siostrą, szwagrem i Igorkiem wybrałam się do Krakowa na kontrolę lekarską.
Adrian z racji szkoły musiał zostać w domu.
Potem miał na Nas czekać pod czujnym okiem babci, co jednak nie było potrzebne, bo o pierwszej byliśmy w domu, zanim wrócił.
Pojechaliśmy uzbrojeni w tabun zabawek, dwa smoczki, butelke, pampersy, itp, itd, etc.
Podróż minęła nam głośno i bardzo, bardzo wesoło i przyjemnie :D
Na miejscu po krótkim badaniu, (które trwało dosłownie pięć minut a słyszałam młodego z końca korytarza) stwierdzono znaczną poprawę.
To znaczy mały ma jeszcze nie szaleć, ale może już chodzić i stać, więc na tę okoliczność... Nic innego nie robi. :P

Jadąc zauważyłam nowe zwroty u małego, doskonale nadające się do orientacji w terenie...
I tak na przykład mały na dzień dzisiejszy potrafi mówić:
Tiam-Tam
Tiu-Tu
Oćtu-Chodź tu
Oraz:
Tsi gum- Trzy gumy

(Ale tic tac też go zadowoliły :D. Korzystając z uśpionej czujności mamy, taty i cioci zżarł całą paczkę za pięć minut. :o )

Klatajka (Wczoraj dwie godziny próbowałam rozkminąć w jak dziwny sposób wymawia moje imię. I to zaraz po Adusiowym "Takita" jest najpiękniejsza interpretacja mojego imienia. :D )
Kaka-Ciocia

Ne-Nie

Ooo tak!  
"Nie " to częste u niego słowo. Bardzo głośne i dobitne :D

Psipsi-Pepsi

Które zobaczył bilboardzie:
I:Ooo psipsi!
Ja:Nie, to cola! :P
I: NE! PSIPSI!!!

No dobra... Psipsi to było... Przepraszam. Mogę wyjść spod szafy?

Kochana siostro! Szwagrze! Igorku! Dziękuje uprzejmie za trzy fajne godziny z Wami. Zresztą... z wami zawsze jest fajnie! :* Nawet jak sie jedzie do lekarza. Aczkolwiek mam nadzieję, że prócz spotkań w domu dane nam będzie się gdzieś wybrać jeszcze. I oby nie był to szpital. :P


PS News o treści specjalnej: 
Miło mi ogłosić (bo już mogę!), iż w sierpniu powiększy nam się rodzina... Po ośmioletniej kadencji jaką jest ciociowanie dwóm przeuroczym chłopcom przyszedł czas na ciociowanie malutkiej dziewczynce... :)) Adrian i Igor zaś zostaną... kuzynami! 
Jak to dumnie brzmi, prawda? ;) 






sobota, 2 marca 2013

Z "pola boja" cz 2

Łatwo nie jest.
Igor temperamentny chłopak i krzywduje mu się nieustanne siedzenie na pupce.
O losie! Jak zbawienny w tej sytuacji stał się telewizor i "101 dalmatyńczyków" które znam już na pamięć...
Musicie wiedzieć, że nie jesteśmy wielkimi zwolennikami sadzania dzieci przed TV.
Ale co zrobić w takiej sytuacji? Igor siedzi tylko gdy się zapatrzy w bajkę, więc ją puszczamy, bo w tym przypadku jest dla jego dobra. W przerwach bawi się najczęściej autkami, jednak pod stałym nadzorem, bo tylko czeka na okazję. A jak już spuścimy go z oczu to... czmych!
Ale się nie dajemy!
Twardzi żeśmy!
Twardzi żeśmy, jak żelki po terminie...

Adrian natomiast na weekend wybrał się do Wieliczki do cioci Marty. Mąż mojej siostry, a mój szwagier ma siostrzeńca bodajże rok młodszego od Adka-Sebastiana. Chłopcy bardzo się lubią i teraz pewnie razem szaleją z ciocią i wujkiem.
Od kilku dni mały uczęszcza też na treningi piłki nożnej w swojej szkole. Przed wczoraj miał mecz i wspierany przez mamę, tatę i braciszka na trybunach... Strzelił gola! :))
Fajne te nasze chłopaki... :)

Ja natomiast mam się dobrze. Byłam wczoraj na scholi, trochę pośpiewałam, trochę powygłupiałam się z koleżankami. Także jakaś rozrywka była. We wtorek najprawdopodobniej pojadę do biblioteki, bo przeczytałam już wszystkie książki.
A w ogóle to wiecie wy co?
A w ogóle to świeci słońce! 
Chyba nic więcej dodawać już nie trzeba...

czwartek, 28 lutego 2013

Z "pola boja"

A wszystko zaczęło się wczoraj...
Igor od kilku dni ściągał buciki.
W pamięci miałam swoją własną siostrę, która mając buty na nogach dostawała tzw szajby i najchętniej wolała chodzić boso.
Dlatego myślałam po prostu że Igor wkracza w nowy etap rozwoju pt "Buciki ble"

Ale o tym jak się myliłam przekonałam się wczoraj.

Igor zazwyczaj biegający niczym strzała zaczął utykać na nóżkę.
Chodził na palcach, albo włóczył za sobą nóżkę, a i buciki częściej lądowały na podłodze.
Potem z pracy wróciła siostra. Mały bawił się w pokoju, a co wstawał to popłakiwał i trudno było mu chodzić. Wolał chodzić na czworaka, lub na kolanach i widać było że coś mu dolega.
Natomiast gdy spytaliśmy gdzie go boli wskazywał kość ogonową.
Na pewno wiecie jak bardzo nas to zaniepokoiło...

Zareagowaliśmy błyskawicznie, siostra zadzwoniła do lekarki rodzinnej, która po przyjeździe stwierdziła, że chód małego na prawdę jest niepokojący i skierowała małego do Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie.
Szpital w którym ja sama spędziłam bardzo dużo swojego dzieciństwa i z którym miałam raczej nieprzyjemne wspomnienia. Ma on jednak niezbędną aparaturę, oraz znających sie na rzeczy lekarzy, wiedziałam więc że trafia w dobre ręce.

Siostra poprosiła bym Smsem wysłała jej numer na SOR, po czym zadzwoniła i czekał tam na nich lekarz.
Nie zapomnę tych trzech godzin...
Ja zmartwiona, mama z siostrą i małym w tym szpitalu, wystraszony Adrian, przy którym musiałam być twarda.

A lekko nie było... Siostra spakowała torbę, na wypadek gdyby musiała zostać. Ja na samą myśl, że mógłby zostać prawie beczałam.
Tylko fakt że musiałam pomóc Adrianowi w zadaniach i uspokoić go trzymał mnie w ryzach i sprawił że nie histeryzowałam.

Igor na szczęście wrócił jeszcze tego samego dnia.
Krótkie badanie lekarza, wywiad z którego dowiedział się, że mały chorował i można  było postawić diagnozę: Zapalenie stawu biodrowego
Odetchnęliśmy z ulgą bo chociaż choroba jest uciążliwa, to wyleczalna i nie groźna.
Mały dostał ibuprom dla dzieci, oraz... przykazanie by nie stać i nie chodzić...

Próbowaliście kiedyś wytłumaczyć dwulatkowi, że nie może chodzić przez tydzień ani nawet stać?

Przecież nie wykonalne jest czasami utrzymać takiego szkraba w łóżku a co dopiero pozwolić mu wyłącznie siedzieć?
Mogę tylko powiedzieć, że Igor jest cholernie dzielnym chłopakiem.
Co jakiś czas gdy spuścimy go na moment z oczu wstaje i chce iść, jednak szybko musimy go pacyfikować.

Siostra dziś do czternastej pracuje, więc na zmianę próbujemy wynagrodzić małemu te niedyspozycję.
Gdy widzę jak próbuje się poderwać do stania to serce mi się kraje...
Z drugiej strony dziękuje Bogu że to TYLKO zapalenie które mu minie, bo bałam się.
Jak cholera.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że nie można się aż tak przywiązać i pokochać nie swoje dzieci...
Bzdura. Można. Wczoraj czułam się jakby zachorowało moje własne dziecko.
No! W końcu nie bez powodu mówię do moich sióstr, że ich dzieci to moje "współdzieci" :D
A teraz cóż. Wracam na pole boju i walczę z żwawym temperamentem pana Igotka.
Damy radę, nie? :)

niedziela, 24 lutego 2013

Przedwiośnie?

Pan z pogody wczorajszego wieczoru zapowiedział... wiosnę.
W sumie nie bardzo mu wierzyłam, gdy z politowaniem spojrzałam na skrzącą się w nocnym blasku dość grubą warstwę śniegu za oknem.
Ale do pana sympatią zapałałam.
I od razu lepiej się spało i humor lepszy.
Sami widzicie, jak mało trzeba by mnie uszczęśliwić:D
A dodatkowo dziś wstałam i aż kopara mi opadła, gdy na termometrze znajdowało sie całe cztery stopnie.

Obecnie jest dziesięć, a siostry przyjechały na obiad i wybyły na spacer z chłopcami.
Na mój wózek jest jeszcze stanowczo za mokro, bo śnieg się topi robi breje.
Więc muszę poczekać.:) Ale to już nie długo, nie? 
Za to miniony tydzień miałam... paskudny.
Chandra męczyła jak oszalała.

A najgorsze było sobie uzmysłowić, że nie ma się na co narzekać.
Bo niby na co? Mam przyjaciół, mam co jeść, mam co pić, mam ciepło, fajną i zdrową rodzinę.
A że siedzę w domu? Cóż. jest to wina biurokracji, która nie może zapewnić mi dojazdu.
W końcu ostatecznie mogłabym się zgodzić, by rodzice mnie dowozili. Ale nie zgodziłam się, bo wciąż potrzebuje pomocy przy wsiadaniu do samochodu, a jednak moja rodzina kręgosłupów ze stali nie posiada.

Za to ja posiadam bardzo duże wyrzuty sumienia. A gdybym się przyłożyła do nauki to i maturę bym zdała i prędzej jakąś pracę znalazła i studia przez internet.
I właśnie ta świadomość że jest w tym duża część mojej winy tak mnie załamywała.
Najgorzej było wieczorami, gdy juz zgasiłam światło.
Nie jest tajemnicą, że ja nie łatwo się wieczorem wyciszam. Mam taki natłok myśli, częściej tych negatywnych, że czasem zasypiam  po północy.

A złe myśli prowadziły do bardzo realistycznych i nie zawsze pozytywnych słów.
Czasami rano musiałam długo dochodzić po nich do siebie.
Więc takie użalanie się nad sobą do niczego dobrego nie prowadzi jak na razie skupiam się na tym co jest tu i teraz.

Kartki zaczęłam robić, wielkanocne, plus dwie na chrzest i jedna ślubna. Jak narazie tylko wielkanocna mi wyszła, ale pokażę je wszystkie hurtem. Jutro wznawiam swój warsztat. :)
I jakoś się kręci.
A was proszę o trzymanie kciuków, by było jak teraz.
Pozytywnie... :)

wtorek, 19 lutego 2013

Bleee...

Napisałam osiem linijek opowiadania. Nie dałam zapisz, bo omsknął mi się przycisk. 
Osiem linijek poszło się... kichać.

Chciałam się zarejestrować na stronie jednej- mają jakieś dziwne i zawiłe procedury rejestracyjne.
Nie mogę wejść na pocztę bo im padł serwer.

Wenę mam tylko jak już trzeba iść spać.
I nie mogę zarwać nocy, bo jak się nie wyśpię to nie jestem do życia.

I nie umiem ustawić mmsów w komórce.
I w ogóle wszystko mi robi na złość, jestem biedna, zła, smutna i mam to wszystko w nosie.
O!

piątek, 15 lutego 2013

Pisam!

Siostra moja rodzona zawstydziła mnie w komentarzu. No to "pisam".
Chociaż generalnie nie ma o czym... Albo może jest o czym, a ja nie mam weny? Jakoś tak.
No ale ok. Czas uporządkować miniony tydzień i opowiedzieć co u mnie.

W poniedziałek byłam w OREWIE, który chwilowo zmienił swą siedzibę. Fajnie było się spotkać z innymi ludźmi, zwłaszcza z takimi, których widywało się kiedyś codziennie. Oj tęskni się. Najbardziej wzruszyłam się jak jeden z moich ulubieńców-czyli siedmioletni Jaś na mój widok tak się ucieszył, że aż skoczył mi w ramiona. Przyznam, że byłam w szoku, bo ostatnio widziałam się z nim jakiś rok temu, raczej sądziłam, że się ode mnie odzwyczaił. Jaś ma zespół downa i jest taką maskotką, przytulaskiem, ale ma też swój charakterek :o). Razem układaliśmy puzzle, klocki i usłyszałam, że nadaje się do pracy z takimi dziećmi. No aż się zarumieniłam :P

We wtorek jak zwykle co dwa tygodnie byłam w bibliotece. :) Trochę się pokręciłam, trochę poczytałam. Przyszłam tam z ośmioma książkami, wróciłam z siedmioma. (w tym jedna o piłce nożnej-dla Adrianka). No czyli standard. :))

W środę czekała mnie po ponad roku wizyta u nefrologa. I byłam pozytywnie zaskoczona. Pani doktor pochwaliła moje wyniki krwi, miałam książkowe ciśnienie, cukier w normie, serce jak dzwon, czyste płuca. I dobry humor, który chyba najbardziej pani doktor się spodobał. No mnie też. :D Potem miałam gości. Dostałam czekoladę na walentynki-od mamusi i tatusia. :D

W czwartek były walentynki. A ja miałam niemałą chandrę. (I to bynajmniej nie spowodowaną walentynkami. Mimo że jestem singlem, to nie przeszkadza mi to. Lubię to święto, bo lubię się powygłupiać. O!). Wczorajszą czekoladę zżarłam prawie całą, z  pomocą Igora (Cicho mamuśka! Tylko dwie kostki!), Oli, mamy. Beata czekoladę też kupiła. Więc sobie jadłyśmy wirtualnie. :)) Adrian wrócił ze szkoły i dał mi wielkiego buziaka na walentego <3. Chandra minęła gdzieś koło ósmej.

W piątek, czyli dziś. (Jezusie, już piątek!) rano obejrzeliśmy sobie z Igorem bajeczkę. Byłam sceptycznie nastawiona zarażaniem Igora disneyem. Ostatnio nie spodobała mu się "Piękna i bestia". Jednak tym razem "101 dalmatyńczyków" łyknął w całości, nawet nie ruszając się z fotela. Przyznam że tak spokojnego widziałam go... dwadzieścia cztery miesiące temu... :P
No ale cóż się dziwić. Bajkę tę kochałam i ja w dzieciństwie. Mały zachwycony był "hau hau" i "chlip, chlip" (Tak chlipie gdy chce mu się pić, lub pije ktoś inny-w tym przypadku piły dalmatyńczyki :)). Obecnie ma jeszcze godzinę do drzemki. Więc na tę okoliczność... demoluje pokój. Koniec spokoju! :D
A ja? A ja mam kartki do zrobienia-sztuk sześć(!!) więc od dwóch dni przeglądam scrapowe strony i czekam na natchnienie. :) Ostatnio miałam go jak na lekarstwo.
No to siema!


PS Kaskader zaliczył właśnie małą glebę i jojczy. No to idziem chuchać i dmuchać!

niedziela, 3 lutego 2013

A tytuł uciekł do ciepłych krajów...


Nadzieja na rychłą wiosnę bezpowrotnie zdechła dziś rano gdy tylko oczęta otwarłam bowiem za oknem... Zima. Znów. Tak mnie to wkurzylo że aż poduszką w okno rąbnelam. Nie pomogło. 



Wczoraj bylam na obrzeżach Krakowa u koleżanki odebrać wózek sportowy. Poprzedni okazał się za wąski i az sie prosił o wymianę. Nowy wózek jest. bardzo ładny ale używany i musi przejść gruntowny remont. No to remontują.



Potem z rodzicami wstapilam do tzw. Kejfuja gdzie do reszty zirytowaly mnie ceny. A już ceny książek... O Jezu Miłosierny, jeszcze nie zbzibzialam by za romansidło które przeczytam raz dawać cztery dychy.
Dobrze że jest biblioteka choć tam muszę się nieźle napocic bo zazwyczaj książka pożądana jest...wyjechana...



Zaliczylam debiut pisarski w postaci artykułu na gminnej stronie i gazetce. Fajne uczucie :-)
A poza tym to moj pierworodny (Adek znaczy) na mikołajki (! w lutym!) zamówił sobie... Tableta.
Jezu a ja w jego wieku to chciałam kolejkę elektryczną albo lalkę barbie tudziez jakąs baby born. ( Bo wstyd przyznać lalkami bawiłam się do dwunastego roku życia a rzuciłam to tylko dlatego bo to obciach był. Inaczej by mi nie przeszło :-X) 



I teraz problem. Bo Dudus twardo się upiera a my musimy mu wytłumaczyć że tablet jest drogi i nie dla dzieci. W dodatku w sposób taki by nadal wierzył w Mikołaja bo na prawdę ma czas.
No ale koleżanka z klasy dostała i mu się krzywduje. 
Mam wrażenie że o to weszliśmy w bardzo kręty okres życia Adriana... 
Szczęście że lubi naukę (Najbardziej matme ) i jest fajnym chłopakiem.
Wszystko? 
Wszystko.
No to dobranoc moi kochani :-*

sobota, 2 lutego 2013

Znalezione, nie kradzione...

Czerwiec 2007, dzień integracji z osobami niepełnosprawnymi. I
 ten raz macie mnie okazję zobaczyć w krótkich włosach z... Anną Dymną :)
Dziś wyglądam całkiem inaczej...

czwartek, 31 stycznia 2013

Stuk, puk!

Jest tu kto?
Bo ja jestem! Ciągle i codziennie, nie odmiennie.
Tylko, że w tej chwili nie mam po prostu weny na bloga.
Minione dni poleciały mi tak szybko, ze nawet nie pamiętam co się wydarzyło.
Czyli nic. Względny spokój, ale jak wiecie, lepsza stara bieda, niż nowe problemy.

Wczoraj byłam na pobraniu krwi.
Jak zwykle nie można było znaleźć żyły, jak zwykle pokuli mi obydwie ręce i jak zwykle miałam gęstą krew.
Ciekawa sprawa, bo pielęgniarka twierdzi, że mało piję.
Ostatnim razem powiedziała, to samo, więc wczoraj wtrąbiłam w siebie dużą szklankę wody mineralnej (pycha! -.-) i dalej źle...
Wychodzi na to, że powinnam pić cały czas i nie przestać nawet na minutę, tylko, że ja nie znoszę siebie do czegoś zmuszać.
 A przecież nie ma tak że ja nie piję nic!
Moja mama jest przeczulona na punkcie moich nerek i ciągle coś mi robi, a to herbata, a to kompot, a to kawa nawet czasem ...
I co? I jajo:/.
Dobra. A teraz koniec z narzekaniem.

Dla równowagi przedwczoraj wylądowałam w bibliotece.
Dużo osób dziwi, że potrafię tam przesiedzieć cztery godziny, ale ja kocham to miejsce!
Zazwyczaj jestem w bibliotece na oddziale dziecięcym, gdzie mam zaprzyjaźnioną bibliotekarkę, siadam pośród misiów, kolorowych krzesełek, bajeczek i sobie siedzę i siedzę...
I dobrze mi jak u siebie w domu:)

Czy u Was tak jak u mnie i Beatki pogoda też jest taka niezdecydowana??

PS Dzisiejszy wpis sponsorowała (dopingowała :D) Angelika :D

sobota, 26 stycznia 2013

O końcu ferii, nalocie piratów, zimie i jeszcze czymś.

Zima oszalała. Nie odpuszcza i konieczne było u  Nas odśnieżanie dachu. Świat wygląda jakby został okraszony wieelką biaaałą i puchową pianką. 

Przez pierwsze dni było to nawet ciekawe i ładne, ale w końcu   jestem już tak zmęczona zimą, że nie mogę na to patrzeć. Pościągaliśmy już świąteczne ozdoby i tablica korkowa w moim pokoju jest teraz ozdobiona przez widokówki. Jak mam dość, to po prostu patrzę na nie i mi lepiej:P

Adrian postanowił zakończyć ferie w iście balowym stylu-wyruszył dzisiejszego popołudnia na  tzw bal przebierańców w przebraniu pirata. Wpadł się pokazać i jako gratis od ciotki Oli dostał wąsik i bródkę, Wymalowany kredką do oczu. Efekt powalający i rozczulający. W poniedziałek zaś i on i ciocia Ola wyruszają na podbój klasowych dolinek i wzgórz. Do "bawienia" zostanie mi już tylko Igorek:P ale on robi za trzech. Dosłownie. :D
Najbardziej znienawidzoną czynnością małego stało się chwilowo jedzenie,nad czym ubolewamy, oraz...spanie. Skończył 25 miesięcy więc robi się coraz starszy, coraz mądrzejszy i... coraz bardziej uparty. I wytłumaczenie mu, że dwu godzinna drzemka robi dobrze na humor i daje siły na zabawę nic nie daje.
Więc przez dwadzieścia minut usypiania słychać na przemian
"Mama! Baba! Kaka! Taja! łeeeeeeeeeeeeeeeeee!!! Ojojojojojojojojojojojoj!" niekiedy muszę sięjak najdalej ewakuować, by mały nie widział mojego chichotu na te próby postawienia na swoim. Inaczej po prostu zaliczylibyśmy wychowawczą porażkę:P

Ciocia Natalia dla odmiany chwilowo nie domaga i nic nie robi. Niekciej który odwiedził też Joasię trwa i trwa i nie chce iść. I to akurat wtedy gdy ja mam tyle rzeczy do zrobienia.
Oby poszedł...
Bo jak nie...
to widły kupię i po sprawie! :D



PS Ostatnio zauważyłam że najwięcej komentów pojawia się przy notkach gdy muszę się komuś po wyżalać.Znaczy mam narzekać więcej? 
Serio? Nie wiecie na co się piszecie... :D

czwartek, 24 stycznia 2013

Sie przypomniał


Weekend. Siostra i szwagier odbierają Adriana z wojaży feryjnych. Babcia jak zwykle pakuje dla wnuków pełną siatkę swojskich przysmaków tzw tradycyjną już wałówkę prosto ze swojego gospodarstwa. Trwa pakowanie specjałów. Mięso, nabiał itp. W pewnym momencie zagoniony i rozbawiony Igor staje na środku kuchni patrząc na pakowanie specjałów. Myśli, myśli po czym poważnie i dosadnie pyta:
-A jaja?
No tak. Zapomnieli spakować jajek :-D

wtorek, 22 stycznia 2013

Hu hu ha!

Zima jest zła!
Bo wszyscy chorują!
Bo chce na spacer!
Bo mi zimno!
Bo nie mam na nic ochoty! A na nudę nie mogę narzekać. Do zrobienia mam dużo. Za dużo. Tylko mi się nie chce.
Bo siedzę w domu od listopada co nie wpływa korzystnie na moje ADHD
Bo tak i bo nie muszę lubić wszystkiego i wszystkich , a na pewno nie muszę lubić zimy.
Zaraz się wkurzę i pójdę spuścić w toalecie przedwczesną marzannę.
Help!

sobota, 19 stycznia 2013

leci sobie


Wiecie że jest już połowa stycznia?
A wiecie, że dopiero była wigilia?
I Igor ma już dwadzieścia pięć miesięcy?
Jest już taki duży! Uświadomiłam to sobie dziś w chwili, gdy pewnego ranka zastałam go w kuchni gdy pił z... kubka! 


Oczywiście pod ścisłym nadzorem!
Ale przecież jeszcze niedawno uczyliśmy go samego pijać z butelki... Jest już taki samodzielny, że czasem go nie poznaje.



A Adrian zaliczył pobyt u babci. Codziennie przez tydzień jeździł na sankach przysyłając mi smsy "jaktam" :D
Najśmieszniejsze jest to, że na bieżąco zdawałam mu relację na temat tego co robię po czym pytałam "A Ty? Jak się bawisz?" ale nie chciało się leniuchowi odpisywać:D



U mnie po staremu. Obecnie trochę ważą się losy mojej najbliższej przyszłości, ale nie będe nic mówić, żeby nie zapeszyć. Jak już będe pewna to powiem:)
Śnieg rozsypał się na całego i ma w nosie, że ja już go nie chcę!
Chce już na podwórko, popatrzeć na goniącego Igora, na Adka na rowerze, na kwiatuszki, mróweczki, biedronki.
I chcę bez ograniczeń pozbyć się już kilogramów ciężkiej odzieży zimowej i móc bez ograniczeń taplać się w farbach
Bo w domu niestety zostawiają zapachy, czego ja bardzo nie lubię.



Narazie jednak nie łudzę się na to, że zawita do nas ciepło. Na horyzoncie sam mróz, a do marca daleka droga.



Ale koniec końców w domu też może być przyjemnie, nie?
W końcu zawsze mogłam być... bezdomna:P


Wena blogowa zanikła. Więc pisze co mi przyjdzie na myśl, żeby się rozpisać. :P
Przeżyjecie? :D

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Sto faktów o... mnie. ;)

Bardzo dziękuje wszystkim, za życzenia powrotu do zdrowia. Teraz już mi lepiej. Został tylko kaszel :/
Dzięki uprzejmości Joasi skorzystałam z jej pomysłu i pobawiłam się w:


100 faktów o mnie:

  1. Gdy byłam mała chciałam być piosenkarką, lekarką i kucharką.
  2. W ciągu trzech tygodni przeczytałam ostatnio osiem naprawdę grubych książek.
  3. Marzę o pracy wolnego strzelca :D
  4. Mam skłonności przywódcze. Marzę by zorganizować jakiś koncert charytatywny, lub imprezę dla dzieci. J
  5. Nie znoszę jabłek, wody mineralnej, kminku i pietruszki.
  6. Piszę opowiadanie.
  7. Nie znoszę się malować (zwłaszcza tuszować rzęs) i nosić biżuterię. (Na co dzień nosze tylko kolczyki)
  8. Słynę z upodobań do oryginalnych imion.
  9. Gdy  po operacji jako noworodek leżałam w szpitalu pielęgniarki nazwały mnie „Kasią”. I tak by pewnie zostało, gdyby nie fakt, że takie imię nosiła już moja starsza siostra.
  10. Jak moja mama była w ciąży z moją młodszą siostrą, to powiedziałam, że musi być dziewczynka. Bo chłopcy są niegrzeczni i… ciągle grają w piłkę. :P
  11. Nie znoszę sprzątać. :/
  12. Boję się między innymi wody, anomalii pogodowych, ognia, duchów, węży i samolotów. :P
  13. Zanim ostatecznie wybrałam imię do bierzmowania było ich chyba dziesięć, a ja wybieranie zaczęłam w… podstawówce. Stanęło na Joannie, gdyż podobał mi się życiorys błogosławionej Joanny Moli. I tak już zostało.
  14. Dzień bez kubka herbaty uważam za stracony.
  15. Jeśli nie słucham muzyki więcej niż trzy dni, to zaczynam się czuć nieswojo.
  16. Czytając ostatnio książkę psychologiczną zdiagnozowałam u siebie aż cztery choroby :x
  17. Mam zakładki w przeglądarce internetowej ze wszystkimi najważniejszymi stronami i odwiedzam je według ułożenia. Codziennie tak samo od ośmiu lat. :P
  18. Bardzo trudno jest się mi zmotywować do działań. Niestety.
  19. Gdy byłam mała uwielbiałam opowiadać dowcipy. Na nieszczęście z biegiem lat ta zdolność stopniowo u mnie zanikła.
  20. Przez rok uczyłam się grać na keyboardzie i do dziś sobie nie wybaczyłam, że w końcu przestałam.
  21. Mój pierwszy wiersz powstał piątego maja 2008 roku. Gdzieś pomiędzy polskim a matmą a inspiracją była piękna pogoda na zewnątrz i bukiet bzów na biurku nauczycielki.
  22. Jako dziecko nie znosiłam układanek.
  23. Kochałam za to lalki i całymi dniami bawiłam się w zabawy w stylu „szpital”, „Dom”.
  24. Jestem choleryczką i leniwcem
  25. Mam bardzo niską samoocenę.
  26. Jako dziecko od bajek wolałam telenowele.
  27. Nieśmiertelny „Dirty dancing” udało obejrzeć mi się dopiero w tym roku i co dziwniejsze… wcale mi się nie podobał…
  28. Posiadam tik , a mianowicie poruszam głową w dziwny, okrężny sposób. Nikt nie może we mnie tego zmienić, ani wytłumaczyć skąd to się wzięło. Po prostu tak mam i już. Nie wygląda to jednak estetycznie i bardzo tego nie lubię.
  29. Kiedyś ZA bardzo wierzyłam w reklamy.
  30. Kocham gazety. A najbardziej kocham gazety pokroju „Mamo to Ja” i denerwuje mnie że są tak drogie, jak i denerwuje mnie to, że jak zacznę je sobie przeglądać w sklepie, to każdy patrzy na mnie jak na kretynkę. (prócz rodziny, która jest przyzwyczajona do moich upodobań :P)
  31. Mam trzy starsze i jedną młodszą siostrę.
  32. Prócz dwóch największych przyjaciółek równolatek, najczęściej wybieram towarzystwo kilka lat młodszych, lub starszych osób od siebie.
  33. Mój hiszpański ma się coraz lepiej.
  34. Uwielbiam o sobie opowiadać, oraz odpowiadać na pytania. To dziwne, wiem. :P
  35. Paznokcie zapuściłam, gdy moja siostra była w ciąży z drugim synem. Gdy urodził się Igor obcięłam je, by nie zrobić mu krzywdy i … od ego czasu obsesyjnie je obgryzam :/
  36. Kiedyś śniło mi się, że brałam ślub i miałam różową suknie ślubną :o
  37. Zanim powstał ten blog miał on pięciu poprzedników.
  38. Tytuł mojego bloga pomogła mi wymyśleć Beatka. A raczej nakierowała mój tok myślenia. :D
  39. Najpiękniejsze miejsce w Polsce to dla mnie rynek Krakowski.
  40. Kocham niespodzianki.
  41. Jestem gadułą.
  42. Od pięciu lat pisze bezwzrokowo na klawiaturze.
  43. Namiętnie wyciszam swoją komórkę. Po co? Nie wiem.
  44. Dzieckiem byłam grzecznym i nie wymagałam częstego karana. Byłam także bardzo przemądrzała i gadatliwa. To tak dla równowagi :P
  45. Nienawidzę przedmiotów ścisłych
  46. Wierzyłam w Mikołaja do 10 roku życia.
  47. A prawdy o nim dowiedziałam się z gazety
  48. Lubię jeździć na zakupy do supermarketów, ale nie wiedzieć czemu, zawsze w trakcie dostaje złego humoru i nic mi nie odpowiada:/
  49. Nie lubię spać.
  50. Chce zobaczyć Meksyk
  51. Interesuje się rodem Windsorów.
  52. Marzy mi się własny serial i wielka kariera scenarzystki i reżyserki J
  53. Albo chociaż własna książka.
  54. Mam naprawdę fajną i gwarną rodzinę :D
  55. Bardzo często głośno myślę.
  56. Bardzo lubię kuchnię włoską, warzywa, kurczaka, pierogi, ciasta. Wszystko co kaloryczne :P
  57. Kocham chipsy. I tak. Wiem że są kaloryczne i niezdrowe. :P
  58. I pepsi też kocham, o!
  59. Kocham wiosnę, lato i złotą jesień.
  60. Kocham wszystkie kolory. Naprawdę! Ostatnio jednak najbardziej podoba mi się kolor morski.
  61. Bardzo lubię pudełka na drobiazgi i uważam, że ich nigdy nie za dużo.
  62. Od października prócz scrapbookingu interesuje mnie decoupage.
  63. Jak zostaje sama w domu to śpiewam do długopisa.
  64. Moje córki dostaną na imię Idalia, Julianna i Gloria.
  65. A synowie Jan, Filip i Marcel
  66. Chciałabym wrócić się do czasów gimnazjum.
  67. Obecnie namiętnie słucham piosenki „1000 metrów nad ziemią” i uważam, że jest naprawdę dobra.
  68. Moją pierwszą idolką była Natalia Oreiro.
  69. Jestem niegospodarna.
  70. Nie lubię zup. Chyba, że zupy-kremy.
  71. Kocham szpinak.
  72. Kiedyś obcięłam włosy. Więcej już tego nie zrobię.
  73. Chciałabym adoptować dziecko
  74. Nie lubię swojego charakteru pisma, ale bardzo lubię pisać.
  75. Mój rekord to była osiem razy przebita opona w wózku w ciągu dwóch miesięcy.
  76. Uwielbiam być komuś potrzebna.
  77. Podobno bardzo dobrze słucham
  78. Mam dużo znajomych poznanych w Internecie.
  79. Bardzo lubię gry online.
  80. Kiedyś bardzo chciałam nauczyć się robić zdjęcia.
  81. Muzyka może wywołać u mnie silne wzruszenie
  82. Jestem romantyczką.
  83. Do dziś lubię wracać do ulubionych książek z dzieciństwa.
  84. Kocham mieć gości
  85. Marzę o własnym domu. I chce go urządzić całkowicie po swojemu.
  86. Kiedyś chciałam mieć tchórzofretkę
  87. Próbowałam robić na drutach. I tak się wkurzałam, że rzuciłam to w cholerę!
  88. Kocham się babrać w plastycznych rzeczach
  89. Przestaje się mieścić we własnym pokoju.
  90. Jeszcze dziesięć faktów. Ufff. Dam radę.
  91. Czasami jak jestem zbyt zakręcona to nie dociera do mnie co kto do mnie mówi.
  92. Bloga założyłam, bo… Musze pisać. Inaczej się duszę.
  93. Dziewięćdziesiąt trzy to mój rocznik!
  94. Gdy miałam sześc lat przytuliłam moją ząbkującą siostrę, która w odwecie miłości… ugryzła mnie w ramię.
  95. Igor wszystkie swoje ciocie nazywa „Kaka” tylko do mnie mówi „Tatajka” :D
  96. Gdy byłam mała bawiłam się mrówkami. Robiłam im domki, uczyłam pływać (tsa…), dawałam imiona. Preferowałam wyłącznie mrówki czerwone, bo czarne to były cieniasy i szybko uciekały. Co ciekawe tylko raz zostałam przez mrówkę ugryziona. I do dziś się ich nie boję.
  97. Miałam ostatnio kryzys i chciałam usuwać blog. Kryzys trwał osiem minut.
  98. Chciałam by moja młodsza siostra miała na imię Urszula. Ale właściwie Ola i Ula było bliskie. :P
  99. Uwielbiam lokowane włosy u kobiety.
  100. Nie wierzę że napisałam sto faktów. 

sobota, 12 stycznia 2013

Nowe życie...

Wczoraj po godzinie czternastej na świat przyszła Gaja-piąta bohaterka Tosinkowa. :)
Upragniona córeczka, siostrzyczka, wnuczka. Przyznam wam że wczoraj nic nie robiłam tylko odświeżałam bloga, lub koczowałam przy komórce. W końcu okazało się że jest :) maleńka waży 2900 i ma 49 centymetrów. Jest drobniutka, ale zdrowa i to jest najważniejsze.

Witaj na świecie malutka:* W końcu jesteś.
Martuś, Karolu gratulacje z całego serca! :*





PS A ja dla odmiany dawno nie chorowałam i przechodzę jakiegoś wrednego wirusa. Mało śpię, ciągle kaszle, smarkam, a dwa dni temu to nawet leżałam. Taka byłam słaba, że nie mogłam się nawet ruszyć.



PS2 Z całego serca proszę wszystkich piszących do mnie na gg o podpisywanie się w wiadomości. :) Dziękować. 

poniedziałek, 7 stycznia 2013

KONIczynka


Sobotnie popołudnie. Siostra w pracy,starszy z tatą, Igor u nas. Siedzimy w kuchni. Mały widząc ciocie Ole i jej pracę na laptopie zaczyna dokuczać i domaga się zabawy sprzętem. Bez zastanowienia biorę długopis i rysuje pierwsza lepszą rzecz. Igor w końcu bastuje i z zainteresowaniem patrzy na "dzieło"
-Igorek? Ładna koniczynka?
-ihaha!

Ta...fonetycznie faktycznie podobne do konia :-P

czwartek, 3 stycznia 2013

231 dni w "chałupie"

A po dwóch tygodniach Ola i Adrian poszli do domu.
A ja do "szarej" rzeczywistości.
Którą nie wątpliwie rozjaśnia mi dziś Igorek.
Puk,puk, oby nie zapeszyć.
Nie bawiłam małego zaledwie... tydzień?
Wiecie ile on się nauczył przez ten czas?
Oboje byliśmy za sobą stęsknieni.
Najbardziej lubi towarzyszyć mi w porannej toalecie.
Mam elektryczną szczoteczkę, więc mały cieszy się na jej szum. Potem ja podaje mu jego szczoteczkę tylko delikatnie skropioną wodą i mały czyści swoje "tik taki".
Potem wypluwa wodę. Jak ciocia.
Opryskuje mnie, siebie, umywalkę, lustro.

Dziś napił się wody z kubka i oblał się przy okazji cały. Potem jak pytałam gdzie było "Chlap" to pokazywał na kubek:D
Potem mówię do niego: 
-Igor, pokaż ile ważysz?
No i wchodzi na wagę te moje trzynaście i pół kilo szczęścia.
Następnie bierze grzebień, przeczesuje swoją łysinkę i... skrapia wodą.
No bo trzeba ułożyć kogucika!
:D
I jesteśmy czyści i zwarci!
O... właśnie wrócił z babcią ze sklepu. :)

A starszy?
A starszy w sylwester dostał... komórkę.
Nic nowego, wypaśnego- aparat po tatusiu.
A jaki ucieszony! Jak coś o niej opowiada to... przypomina mnie jak dostałam swoją pierwszą komórkę.
Musiał wydzwonić do wszystkich, aż mu się bateria rozładowała :D
I zbeształ mnie ostatnio, że mówię do niego "Adrianek" :o
Jak dla mnie to on za szybko rośnie.
Dopiero co debiutował w przedszkolu.

A ja?
A ja wciąż taka sama.
Od dwustu trzydziestu jeden dni nieustannie się obijam.
Spałam tej nocy może... cztery godziny?
I beczałam wczoraj... na "Marley i Ja" :o
A ja przecież nie jestem wrażliwcem!
No... dobra. Trochę. :P

Buziosławy :*