Lista spraw do zrobienia piętrzy się niebezpiecznie. Odłogiem stoi blog, odłogiem stoją kartki, hiszpański.
Nie chce się nic. Bynajmniej nie z powodu złego humoru. Humor jest ok. Tylko ten Niechciej jakoś się rozpanoszył.
Do samej notki zabieram się od dobrych kilku dni. I się zaczyna. Pisze. Zmazuję. Piszę. Zmazuję.
Tak samo z kartkami. Wyciągam papiery, oglądam. Wkładam. I co? Gucio.
Ostatecznie postanowiłam usiąść i na siłę wręcz zmotywować się do roboty. A żeby poszło sprawnie to... zastosuje moją ulubioną taktykę. Numeryczną notkę miszmaszową! Więc co u mnie? Ano:
- Po pierwsze mam remont. W końcu. Mój pokój od tamtego tygodnia przechodzi istne przeobrażenia. Panele zmienione, ściany zmienione, łóżko zmienione! Nawet karnisz i biurko nowe! No dobra... z tym biurkiem, to jeszcze nie zupełnie. Rodzice jadą dziś do IKEI i coś wybiorą. Najprawdopodobniej z kolekcji , z której niedawno zakupiłam półkę, na moje kartkowe sprawunki tj. pierdolnik. I dzięki Bogu, że tym się zajmą...
- ...Bo ja w sklepie dostaję czegoś... niewytłumaczalnego. Przykład? W tamtym tygodniu, po rutynowej kontroli u neurologa (A nawiasem mówiąc, to fajna kobiecina! Zaraz po mojej nefrolog. Przynajmniej dwoje lekarzy z innych pięciu trafiło mi się spoko. :P) wybrałam się do papierniczego. Jednego z największych w powiecie. BOŻE. Czego tam nie było! Wstążeczki, papiereczki (nabyłam cztery sztuki), serwetki, pisaczki. Jak weszłam, to zalała mnie taka fala kolorów, faktur, oraz napisów, że przez moment nie mogłam skupić wzroku na jednej rzeczy. I teraz już wiem, dlaczego pedagodzy nie pozwalają dzieci torpedować kolorami... Oj rozumiem jak cholera.
- A co do dzieciów to... puusto miałam w tamtym tygodniu. Dzieci, z Olsonem, siostrą nr 1 i szwagrem wybyły sobie do Władysławowa. Coby nie było mi zbyt smutno-zostawili na przechowanie Franka. Franek jest żółwiem. Nie mówi, nie komunikuje, ale nie ugryzł. Możemy więc przyjąć że był zadowolony z opieki? A chłopcy wrócili w niedzielę. Znowu więksi, opaleni, szczęśliwi jak cholera. Widząc ich satysfakcję z tej podróży widać, że było warto!
- ...Duszno. Chyba burza znów będzie.
- Igorowi właśnie znudziła się bajka... Czy mam mu zmierzyć temperaturę?
- A jednak nie. Przypomniało się cholerze, że mieliśmy grać "w gly na komputezie". A już się martwiłam. :P
- A u Was co? :>
no widzisz jak sprawnie Ci poszło:) jak już notka poszła to i cała reszta poleci...;) a u nas, u mnie znaczy....podobnie, z Niechciejem i pogodą znaczy...
OdpowiedzUsuńPoszło, poszło!
UsuńZawsze najgorzej się zebrać...
A ja od poniedziałku na urlopie . I wiesz co - Niechciej mnie nie dopadł , ale czasu na nic nie mam ! Wyjeżdzam z domu rano, wracam późnym wieczorem padnięta jak mucha . A żeby nie było tak całkiem wesoło - chyba mnie właśnie jelitówka dopadła ...Jest gorączka, jest osłabienie , jest biegunka, są wymioty - żyć nie umierać ! A jeszcze mam tyle do załatwienia !
OdpowiedzUsuńOch nie! Ach nie!
UsuńPASZOŁ WON JELITÓWKO!
No! Ogarnij sie Noel! ;)
OdpowiedzUsuńMnie to latem zazwyczaj dopada energia i najchetniej do domu wracalabym tylko na noc. Ale nie w tym roku... W tym roku moje dzieci tyle latem choruja, ze mi sie wszystkiego odechciewa. Bo fajnie by bylo pojechac tu i tam, a tymczasem nie dosc, ze pogoda stoi pod znakiem zapytania, to jeszcze nie wiadomo czy Potworkow znow jakas zaraza nie dopadnie...
Ja sie tak nie bawie! :/
Ja też się tak nie bawię!
UsuńSio choroby! Sio niechciej!!
ja jestem chora... :( kupa kasy wydana, rezultatów brak, 5 nocy nieprzespanych... mąż mnie zabrał dzisiaj na zakupy "ciuchowe" i po 15 min stwierdziłam ,że JA CHCE DO DOMU!! i tak to sobie zdycham...
OdpowiedzUsuńruda sis
Czyli nic nowego...
Usuńxd
Ja się roztapiam... I czekam na ochłodzenie :P
OdpowiedzUsuńW sierpniu zazwyczaj jest chłodniej, damy radę!
UsuńWeź też mam niechcieja... Siedzę w tych kodach, ankietach i głupich tekstach rolników, a potem siły na notkę nawet nie mam :(
OdpowiedzUsuńA daj spokój... epidemia?
UsuńKocham sklepy papiernicze!!!!!
OdpowiedzUsuńi pasmanteryjne też! :))))
U mnie wczoraj taka burza przeszła, że zmiotło mi pelargonie z parapetów, powywalało z doniczek i połamało. Połowa z tego co miałam znikła :-/
Ale chociaż jest teraz czym odetchnąć :)
No tak, ale szkoda jednak tych doniczek i kwiatuszków :(
UsuńPasmateria i papier...Ach. Ach! Żeby to trochę tańsze było chociaż jeszcze... :P
Pisać powinno się wtedy, kiedy pojawiają się największe chęci. Przymus nie jest wskazany, mimo że blog rzekomo powinno prowadzić się regularnie, to jednak przyjemność jest na pierwszym miejscu, hehe :)
OdpowiedzUsuńŚwięte słowa :)
Usuń