sobota, 10 lipca 2021

O urlopie. Na świeżo.

 Mam urlop. Taki prawdziwy. Przez duże U. Pandemia lekko odpuściła. Ja przyjęłam szczepionkę. Po wielu obawach, przemyśleniach i rozmowie z lekarką - odważyłam się. Społeczeństwo podzielone i nie pomaga mi to trochę. Mam obawy. A jednocześnie odkąd się zaszczepiłam jestem inna... Bardziej wyluzowana. Wyjazdy w końcu cieszą. A tych od tygodnia mam w bród!


W niedzielę Mama Milenki i Oskara, a moja prywatna siostra zarządziła wyjazd na lody. Zabrać mnie na lody to proszę państwa nie jest takie hop siup! Samochód nie dostosowany oznacza ZNACZNĄ pomoc przy wsiadaniu. Siostry jednak opanowały wkładanie mnie do perfekcji, a ja zadowolona i... już czekam na rachunek za fizjoterapeutę 😂 Były więc lody i spacer, oraz plac zabaw z dzieckami. Cudowne i wesołe popołudnie. 
Poniedziałek pracowniczy, zaległościowy. Często jest tak, że wszelkie moce i chęci jakie posiadam kumulują się w porannej porze, gdy brodzę w excelowskich tabelkach. Gdy wychodzę z pracy mam już wszystko na minusie i robię tylko to co niezbędne. Wtedy motywuje mnie wspólna nauka angielskiego i innych rzeczy na kamerce z przyjaciółmi ( :*) i kurczący się czas😂 Inne rzeczy np kartki zostają niestety gdzieś w tyle... Ale w poniedziałek się udało i utonęłam w papierze i kleju. I całe szczęście. Od wtorku nadeszła fala upałów...
A jak jest upał to kartkowanie idzie oporniej. Maszynka której używam ważąca jakieś pięć kilo ciąży niemiłosiernie, pot się leje po... wszędzie. Dlatego cieszyłam się z ogarniętych karteluszek i wybyłam. Na termy Chochołowskie. 
Na termach co prawda się nie kąpałam, ale czas spędziłam wyśmienicie! Ludzi było w sam raz, atmosfera świetna. Młodzi, starzy, krzyczące dzieciaczki, urocze niemowlaczki, panie w widocznych ciążach. Wszyscy świetnie się bawili! Objechałam sobie okoliczne knajpki, spaliłam się na słońcu, wypiłam kawkę, herbatkę i inne trunki. Cieszyłam się cudownym widokiem gór i wolnością. A jak się fajnie spało po tak aktywnym dniu! :D
Środa? Siostry niedobite moimi kilogramami wybrały następny kurs. Jeziorko. Spędziliśmy razem pół dnia. Dzieci zadowolone szalały pod naszą opieką. Mila już jest tak duża i poważna... Musielibyście sami zobaczyć łatwość z jaką układała moje nogi uciekające gdzieś z podnóżka. Dorastanie w moim towarzystwie jest dla niej tak zwykłe i normalne... Cieszę się, że moja obecność sprawi, że cała piątka przyjmuje inność i niepełnosprawność tak dobrze. Tak naturalnie.  
Czwartek? Znów z Milą i Oskarem, oraz Igorem. Oni w basenie, ja na laptopie łaziłam bez celu po internetach. Muzyka w tle i wolność! A potem dziecki ogrywały mnie notorycznie w karcianą wojnę, A  a ja pozazdrościłam wszystkim tego chlapania wodą. I też pomoczyłam odwłok w basenie. W końcu było trochę chłodniej, bo tegoroczne upały jakoś ciężej mi się znosi.
Piątek. Wczoraj. Niesamowity upał i widmo burzy. Ominęły nas nawałnice (na szczęście). I zapuściłam się z przyjaciółmi w miasto. Były deserki w kawiarni, burger z frytkami i nachosy (które łaziły za mną od miesiąca!) Dawno nie zjadłam naraz tylu kalorii, dawno się tyle nie śmiałam. No i połowa urlopu za mną. Przyszły tydzień rysuje się równie obiecująco, ale już spokojniej. 
I tak mi mija to moje SPA dla mózgu ;)

2 komentarze:

  1. Odpoczywaj kochana :) Ja też już zaszczepiona jestem, w niedzielę druga dawka, o Młodej też myślę, żeby w niedługim czasie ją zaszczepić, mam nadzieję że zdążymy przed tymi beznadziejnymi mutacjami... Mój urlop jeszcze daleeeko, więc zazdroszczę, a Ty ładuj akumulatorki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja następną dawkę mam w środę i mam nadzieję że zniosę ją w miarę dobrze
      Buziaki ;*

      Usuń