Leżę dziś na łóżku, ratując swą czcigodną osóbkę przed upałem kręcącym się tuż przy moim prawym boczku. W pewnej chwili podchodzi do mnie Adrian ze srebną tacą, na której ma arbuzy podtykając mi go pod nos.
Biorę kawałek, po czym skinam głową w stronę małego i mówię:
- Dziękuje
Na co ten piorunuje mnie wzrokiem i poucza
- Ciociu! Nie "Dziękuje", tylko "Dziękuje panie kelnerze!"
Ups... Na drugi raz zapamiętam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz