sobota, 23 czerwca 2018

Wspomnieniowo cz1 : Dzień dobry w maju... a raczej przy końcu czerwca! ;)

Łelkom ewrybady! 
Żyjecie państwo?
Bo ja owszem, choć blog znów trochę przymarł.
Słowo daje miałam napisać w maju, który był całkiem sympatyczny, a nagle zrobił się czerwiec... Który zaczął się cudownie, potem trochę przymulił.
ALE DZIŚ NIE O TYM.
Zaległości są, to najlepiej pokazać co u mnie było za pomocą obrazków.
A dokładnie zdjęć.
Co to sobie ich w moim przekonaniu napstrykałam "że hoho".
A koniec końców okazało się, że całkiem ich mało...
A co się działo jak mnie nie było?
Sama muszę to ułożyć w głowie.
I rozbić na części ( Co oznacza tyle, że kolejna porcja zdjęć już 30 czerwca 2030 roku, hehe! Turbośmieszek ze mnie, prawda?) by o niczym nie zapomnieć.

Gotowi?
 No to LU!

Początek maja obfitował w kolory.
Ferię kolorów i tonę cukru.
A raczej waty cukrowej.
We wsi był odpust.
Jak co roku. Pogoda udana (Nie jak co roku. O dziwo deszczu nie było. Był za to upał. )
Elzów, Maszów i niedźwiedziów, oraz wrzeszczących dzieciów jak mrówków.
Fajna impra.
Polecam.
Tylko weźcie wcześniej neospazminkę.
Albo chociaż stopery do uszu. ;)



Początek maja to był także początek sezonu owoców.
Tu pierwsza truskawka w tym sezonie. (W akompaniamencie coraz dłuższych paznokci. Bo już nie obgryzam. Hura! Brawo Natka! Teraz tylko schudnij, zmądrzej i będziesz wyglądać jak człowiek! )
W oczekiwaniu na...
Gości ogniskowych!
A samego ogniska możecie mi zazdrościć.
Bo TAKIEGO ogniska w TAKIM towarzystwie to każdemu życzę.
Niby młodsi, niby różnica czasu...
Niby inny styl, inne gusta muzyczne, a zaakceptowali jak własną.
Oto prze państwa jest dobra strona młodszego rodzeństwa.
Można poznać np jej przyjaciół, którzy są RE-WE-LA-CYJ-NI!
Było ognisko, śpiewanie, gapienie się w gwiazdy.
Muzyka i śmiech.
Aż brzuch rozbolał! 


I ten sezon ogniskowo-grillowy trwa i trwa.
Uwielbiam <3 
A potem nadeszła szczególna chwila.
Postanowiłam się zrobić na blond.
Strojąc się w oczekiwaniu na wielką ceremonię...
Ale o tym już w następnym odcinku. ;)
A po drodze warto wspomnieć o wizycie w moim "domu nr2" gdzie nieodmiennie kawa, książeczki, moc cudownych ludzi. 
I w gimnazjum, do którego niegdyś uczęszczałam. 
I sama się dziwię, że jeszcze mnie tam chcą wpuszczać. (Uczniem byłam zdolnym i grzecznym, ale także leniwym i upartym. I tu najlepiej skończę dyskusję na ten temat... :P
Miałam poopowiadać o sobie trochę dzieciakom z klasy siódmej w ramach dni integracji z osobami niepełnosprawnymi. 
No i opowiedziałam. 
A raczej wydukałam, bo wraz z mikrofonem do dłoni jak zawsze dostaje także palpitacji i splątanego jęzora. 
Taki pakiecik ;) 
No strasznie nie lubię przemawiać publicznie. 
Ale poszło. Było fajnie. 
I młodzież nie uciekła. 
A tyle braw i ciepłych słów nie dostałam już dawno. 
Dzięki młodzieży! Fajni jesteście!



CDN...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz