Środa:
Pomimo iż do niedawna planowałam ( i w zasadzie dalej planuje) wrócić do naturalnego koloru włosów to byłam zmuszona się... farbnąć.
Czekała mnie impreza na której nie wypadało mi pokazać się z kilometrowym odrostem pomimo iż ombre przecie w modzie jest... Ale nie takie co się zaczyna w okolicach uszu. ;) Uzbrojona więc w te śmierdzącą farbę, odżywkę, grzebień i siostrę ufarbowałam łba. Przeczuwając też zimową aurę calutki dzień... oglądałam świąteczne ozdoby planując. ;p
Czwartek:
Zaraz, zaraz... Co ja robiłam w czwartek?
Piątek:
W piątek deszcz zrobił się niebezpiecznie marznący. Odeszła złota polska jesień i nadeszło... nowe życie.
O godzinie dwunastej (w porywach do trzynastej :D) na świat przyszła Michalina Faustyna czyli druga z kolei siostrzenica, a pierworodna chrześnica mojej wieloletniej przyjaciółki. Siostrzyczka szczęśliwej Oliwki:)
Witaj na świecie Misia!
Wieczór zgodnie z tradycją spędziłam śpiewając (udając że śpiewam?) na scholi, a następnie z "rodzinką pl" :D
Sobota:
Dzień zaczął się wcześnie. A wraz z nim zaczęły się przygotowania czyt. fryzury, malowanie, ubieranie, rozterki ubiorowe. Następnie wraz z całą rodziną wybyliśmy na wesele do sąsiadki :)
A konsekwencją tego wydarzenia była zrobiona już tydzień wcześniej (jeszcze zza czasu słoneczka) ta o to kartka:
Jeszcze nie całkiem taka jak powinna być, ale się wprawiam powoli. Te motylki śliczne to naklejeczki które otrzymałam od przyjaciółki na urodziny :))
Niedziela:
Wstaje po odsypianiu i... oczom nie wierzę!!
Ukazuje mi się obrazek jak z bajki o królowej śniegu!
Wszystko, wszystko białe! I uwierzcie mi, że pomimo że wiedziałam że zasypało chociażby moich kochanych Tosinków i większą część Polski a w wiadomościach zapowiadano rozwój zdarzeń to naprawdę się zdziwiłam! W śniegowym puchu przyszło nam zawitać na poprawinach gdzie najbardziej podobały mi się walczyk, salsa, tango oraz taniec klasyczny w wykonaniu Igotka. Dzięki Bogu po ostatnich problemach (mały chorował dwa tygodnie) został tylko katar a wrócił dawny uśmiechnięty Iguś:D
Adrian również dawał czadu. Przez dwa dni weselne wytańczył chyba calutką salę weselną:D
Obecnie siedzę sobie z gorącą herbatą i w piżamie przed komputerem. Za mną w oknie nadal biało i puchato.
Jutro wybywam do biblioteki, natomiast w czwartek Wszystkich świętych.
Nie lubię. :( Smutne święto.
A z nawiązaniem do środowego "halołin"
"Psukierek czy cikus"?:D Kto zna ten wie. :D

