niedziela, 26 maja 2013

Jedenaście lat wstecz...

 26.5.2002
Pamiętam.
Wszystko tak dokładnie.
Nie ważne, że minęło już jedenaście lat...
Pamiętam jak na środku kościoła musiałam powiedzieć wiersz, a mikrofon odmówił posłuszeństwa.
Musiała mi pani katechetka pośpieszyć z pomocą...
A potem z moich ust popłynęły słowa wiersza:

"W tej kruszyneczce białego chleba, zamieszkasz Jezu z nami dziś.
I dasz swym dzieciom wszystko co trzeba, abyśmy dobrze umieli żyć..."

Pamiętam, że w tym dniu padał deszcz.
Majowy i ciepły.
I że mimo tego dzień był pogody i uroczysty.
I że ze stresu nie mogłam usiedzieć na wózku przez mszę.
I jak skrzywiłam się, gdy poczułam wraz z opłatkiem gorycz wina.
Po cichu powiedziałam do pani katechetki, że mi nie smakuje. :))
Pamiętam trzyletnią wówczas Olę ganiającą po domu. Tak się cieszyła. Rozrabiara mała z niej była i wszędzie było jej pełno.
Jutro to ona obchodzi już chyba szóstą rocznicę...
Pamiętam te sukienkę, którą założyli mi w domu. Prezent od Justyny, mojej najstarszej siostry.
Bielutka, delikatna. Taka milutka w dotyku.

Trzydziestu pięcioro gości, piękne prezenty, obrazek święty i dar jakim była przyjęta w tym dniu komunia. 
.
Tak. Pamiętam cały ten dzień.
Bo najpiękniejszych dni w życiu się nie zapomina...
:)

piątek, 24 maja 2013

jestem, jestem.


Spotkanie zaczęło się o w 19:30 i potrwało do dwudziestej. Spotkało się to z moim zdumieniem bo myślałam o jakiś testach czy masie papierkowej roboty. Papiery i owszem były ale krótkie. Wstępnie udało się ustalić plan działania.
Od początku czerwca będzie pisanie cv i listu motywacyjnego oraz papiery.
Szóstego lipca wyjeżdżam na pięć  dni na obóz. Tam nauczą nas m.in szukania pracy czy zachowania na rozmowach kwalifikacyjnych. 
A potem kurs.
W planach mam pisanie albo rękodzieła. Ostatecznie wciąż się waham. 
A potem? Staż, szukania pracy i modlitwa.
A nuż się uda?

Dziękuje Wam. Za wsparcie. :-*

środa, 22 maja 2013

Prośba

W związku ze zbliżającym się terminem spotkania Natalii X vel Noelii z panią zwaną doradcą zawodowym 

( dzień piąty tygodnia pańskiego) uprzejmie prosimy o trzymanie palcy znanych kciukami.
Z poważaniem wymieniona powyżej-Noelia

wtorek, 21 maja 2013

Hurrej,hurrej!

Moi drodzy kochani!
Możecie mi pogratulować!
Odniosłam dziś niesamowity sukces!
Po piętnastu latach,
wielu wylanych łzach,
nie przespanych nocach,
obgryzionych paznokciach,
bólach głowy,
bólach brzucha,
rozmów,
kłótni,
potach,
krwi,
walkach przebytych!
Stało się coś niesamowitego!
Coś na co czekałam tak długo!
...
... Moja siostra założyła kartę biblioteczną!

Staraj się Aleksandro, to może ilością przeczytanych książek kiedyś dorównasz starszym siostrom! :P

niedziela, 19 maja 2013

:)

Byliśmy dziś calutką rodziną na pierwszej komunii świętej córeczki mojego kuzyna.
Jak zawsze się wzruszyłam.
Ilekroć  jestem na takiej uroczystości, to jestem bardzo wzruszona.
Te wszystkie dziewczynki wystrojone na biało, loczki, śliczne wierszyki...
A już jak zaczęły się śpiewania psalmów, to mnie tak w gardle ścisnęło!
No bo powiedzcie, jest coś piękniejszego od śpiewu dzieci?
NIE MA!

I będąc na tej mszy uzmysłowiłam sobie coś.
Stojąc koło Adriana, wystrojonego, skupionego zdałam sobie sprawę, że już za dwa lata (Adrian dzięki reformie szkolnictwa musi poczekać na swoją komunię jeszcze rok) jeśli dożyje, przyjdzie mi uczestniczyć w komunii swojego pierwszego siostrzeńca!
Adriana, który dopiero co uczył się pierwszych słów!!
A wtedy już się nie powstrzymam.
Buczeć będę tak, że bez wiadra na mszę nie pójdę ;)
Fajne to był dzień.
Choć nie łatwy.

Pojechałam po dwóch latach w strony rodzinne mojego taty.
Gdy byłam tam ostatnio była jeszcze Ona. Moja babcia.
I czy uwierzycie, że przed wczoraj minęło już pięć miesięcy, odkąd odeszła?
Bo ja sama nie dowierzam czasem...
Ale ona tam była! Duchowo. I przyniosła nam piękną pogodę, spokój i radość.
:)
Ach, aż sobie poskanuje zdjęcia ze swojej komunii. Chcecie? :D

piątek, 17 maja 2013

Nie ma mnie

Bo:
Brak weny na pisanie.
I humoru jakoś.
Ale słońca za to dużo.
A za to wena była na to:



Więc żeby nie było, że nic nie robię.
Bo robię.
A dziś muszę ciupnąć jeszcze trzy kartki.
I zakładkę.
Tylko mi powiedzcie, czemu doba ma tylko 24 godziny?
Wiele planów, mało czasu.

środa, 15 maja 2013

Igotkowe dialogi.

 -Igor! Nie biegaj tak, bo się wywalisz. Chcesz żebym padła na zawał?

  -Ta

***

Igor widzi przechodnia:

-Ooł! Pam!*

***

-Igor? Dobre delicje?

-Mhm

-Lubisz je?

-Ehe.

-A zjesz też galaretkę?

-Uhm.

No tośmy sobie pogadali. ;)
***


-Igor, ile razy mam powtarzać, żebyś nie dotykał?

-Tsi.

:P
***

-Dudu?*

-Duduś jest w sklepie. Co sobie kupi?

-Tsi gum!

***

-Pojedziesz do cioci.

-Bo?

:DD


*Pam-Pan
*Dudu-Adrian :)


piątek, 10 maja 2013

Ziewu,ziewu,ziew...

Jestem śpiąca.
Od paru dni bez przerwy.
Spać idę po 22 co do mnie nie podobne, bo dotąd rzadko mi się zdarzało spać przed 23...
Jakieś przesilenie czy coś?
Nawet kawa mi nie pomaga. BA! Ona mnie usypia! Wyobrażacie sobie?
Jak wypiję kawę, to w ogóle nie ma ze mną łączności.
Działa na mnie jak melisa...
...Którą zresztą wczoraj sobie musiałam walnąć.
I to nie z powodu nerwów a... nagłej niestrawności.
Brzuch bolał mnie jak cholera, niedobrze mi było.
Zgagę miałam.

A od kilku dni boli mnie gardło i chyba sobie wyobrażacie, że zgaga, ból brzucha i gardła na raz niespecjalnie mnie uczyniły szczęśliwą?
W każdym razie kazałam sobie zaparzyć melisę, a mamusia z ogródka dodatkowo przytachała miętę.
Taka mieszanka postawiła mnie do pionu w dziesięć minut.
Same wypróbujcie!
Jakiś czas temu zaś... postanowiłam sobie dziabnąć peeling.
Bo stwierdziłam, że mam ładną cerę nawet (Jak na mnie) i lubię być gładka.
No i wzięłam cukier, zmieszalam z dwoma łyżkami wody i dawaj!
No i byłam piękna i gładka...
...Przez godzinę kiedy to mój przyjaciel trądzik rozpanoszył się na moim ryjcu jak zza gówniarzowatych lat.
Wyglądam teraz jak idź się utop.
Potem pod artykułem znalazłam dopisek wielkości stópeczki mróweczki.
"Peelingi gruboziarniste domowej roboty z kawy,czy cukru nie nadają się do cery trądzikowej".
Aha.
Okej.
Zapamiętam.
Zapamiętam jak cholera... :x
I tak mi mija...
A u Was co?

wtorek, 7 maja 2013

Ortoprzygoda.

Weny mi brak.
Na wszystko.
Ostatnio było jej pod dostatkiem a potem weekend, rozleniwienie i ... bum! Nic się nie chce.
A to z kolei kłóci się z tęsknotą do pisania tutaj.
Dlatego będę się zmuszać do działania i pisania.
Nie ma innej rady. Za dużo mi przez to lenistwo ucieka chwil. Stanowczo.
A dzisiejszego ranka...Coś nowego!
Zerwałam się z łóżka z niezbyt zadowoloną miną, bowiem czekała mnie przygoda zwana: Jazdą po lekarzach.
Ortopeda w moim przypadku to czysta formalność.

Zazwyczaj mamy tam mnóstwo papierów, bo ichnasta komisja lekarska przede mną
( Bo ja WCIĄŻ nie mam stałego orzeczenia niepełnosprawności. Wszyscy wciąż wierzą, że pewnego dnia nastąpi cud i nagle ponaprawia mi coś ten rdzeń kręgowy i nogi i będę zdrowa. Czekają już na ten cud dwudziesty rok i tak w to wierzą, że dostaje te orzeczenia na dwa lata.Najwidoczniej to, że jestem niepełnosprawna od urodzenia i że to raczej nie ulega zmianie to nic.  Fajo, nie? ;) )
no i tak jak dziś załatwiałyśmy z mamą poduszkę przeciwodleżynową na wózek.

Rano zawiózł Nas tato, po czym popędził do pracy, a popołudniu przyjechała po mnie najstarsza siostra. Rozradowane,niebieskie,szklące,śliczne oczęta Igora w sekundzie rekompensują cały to niezbyt przyjemne uczucie, które mi towarzyszyło.
A wcześniej zobaczyłam w szpitalu śliczną dziewuszkę o dwóch kitkach, gdzieś w wieku Igorka o twarzyczce tak idealnej, jaką może mieć tylko małe dziecko.
I niechcący podsłuchałam, że pojawiła się w szpitalu w związku ze zbliżającą się operacją...
Jej szampański humorek okropnie kontrastował ze smutkiem jej rodziców.
 Ileż ja w życiu widziałam podobnych sytuacji? Zważywszy na fakt, że przez osiemnaście lat byłam częstym gościem w dziecięcym szpitalu w Prokocimiu to chyba setki.
 A ucisk w sercu taki sam. Do tego się nie da przyzwyczaić. Nie da się przyzwyczaić się do cierpienia innych.
To zawsze boli tak samo.
Ale są też pozytywne wieści.

A w weekend była u mnie siostra. Dostała od koleżanki (też spodziewa się dziecka :)) śliczny,milusi,różowy kocyk, oraz kremowy becik dla naszej małej.
Tak sobie na to patrzyłam i kolejny raz nie mogę uwierzyć jak z kulki w brzuchu może powstać mały człowieczek? Ciąża jest od zawsze dla mnie niezwykle ciekawym, pięknym zjawiskiem. Narodziny też.
Jeszcze tylko dwa miesiące. I Milenka będzie z Nami. :) Prawda, że fajnie? :D


środa, 1 maja 2013

Maj, kwiecień...

A rocznica goni rocznicę...
Parę dni temu w końcu minął rok odkąd skończyłam szkołę.
Równy rok temu wszyscy cieszyli się z majówki, a ja jeszcze wciąż szlifowałam pracę maturalną, pamiętam że pierwszego maja czytałam "Chłopów"
Matura mi nie wyszła.
To znaczy wyszła. Bo gdyby nie ta znienawidzona, nieszczęsna i nie potrzebna matma, to mogłabym nawet powiedzieć, że poszła mi dobrze ;)

Może i nie zdałam matury. Może i nie mam papierka, który potwierdza, że zdałam ten egzamin dojrzałości.
Ale tylko pozornie.
Bo jeszcze kilka lat temu będąc w wieku buntowniczym w ogóle nie zamierzałam iść do liceum.
A poszłam.
A dwa lata temu na poważnie zastanawiałam się, czy w ogóle podejść do matury, a nie machnąć na to ręką...
Podeszłam.
Nie żałuję.
I to był mój mały egzamin dojrzałości.

Zdałam go i jestem z siebie dumna.
I nieuchronnie stuka dwanaście miesięcy w domu...
Dwanaście miesięcy podczas których musiałam niejednokrotnie stawiać się do pionu i przystosować się do świata, gdzie trwa utarty schemat, że zawodowe, publiczne i towarzyskie życie osoby niepełnosprawnej kończy się na maturze.
Schemat, któremu się nie dam!
Bo wbrew temu co myśli każdy-Ja postanowiłam po tych dwunastu miesiącach...
MOJE życie dopiero się zaczyna!
I żadne cyferki, delty, twierdzenia i ułamki mi w tym nie przeszkodzą.
Osoby bez matury też mogą być cool, trendy, fajne i w ogóle-git! :P
A jak będzie trzeba to znów podejdę do poprawki.
I może nawet ją zdam!

Swoją drogą... Skoro po roku siedzenia bez celu w domu mam jeszcze jakieś ambicje, plany i bez trudu co dzień znów wstaję z łóżka to... Może jednak z moją stabilizacją psychiczną nie jest tak źle? ;)

sobota, 27 kwietnia 2013

Upalny weekend i zaległości

Przepraszam!
Zaniedbuje Was ostatnio!
Wiem!
I nawet szczegółowo nie po informowałam co się dzieje i co właściwie ustaliliśmy na tym spotkaniu!
A więc ustaliliśmy... sporo!

Przede wszystkim- W lipcu Was opuszczam. Na całe dziesięć dni ;)
Projekt w którym biorę udział obejmuje dziesięciodniowy obóz.
W tym samym miejscu do którego wyjechałam we wrześniu, a znajome tereny będą mi pomocne w przetrwaniu dziesięciu dni bez WAS i rodziny!
Obiecałam sobie jednak, że tym razem konsekwentnie opisywać będę dzień po dniu, oraz porobię więcej zdjęć, aby te dni nie poszły w zapomnienie.
Wiem tylko, że podczas tych dni jak poprzednio będą ćwiczenia, trochę teorii w postaci wykładów, oraz techniki jazdy (AAAAA! Znów przyjdzie mi ćwiczyć balans!!)
Natomiast prócz wyjazdu szykuje mi się kurs.
Kurs domowy, dostosowany do moich potrzeb.
Kurs który być może pomoże mi w... podjęciu pracy.
Bo cóż- nie zamierzam wiecznie żyć na rencie...
Wspólnie wymyśliliśmy, że dobra była by dla mnie praca w charakterze prowadzącego jakiegoś bloga firmowego, stronę...
Coś podobnego, jak prowadzę w Szlachetnej paczce.
A czy mi się uda?
Się zobaczy ;)

Dziś natomiast cały dzień sobie leniuchuje.
Pod wieczór zaledwie  troszkę pomyślałam nad kartką.Nawet wychodzi!
Gorąco jest! Wczoraj pierwszy raz tego roku ubrałam t-shirt w krótkim rękawkiem i bez stresu, że zmarznę mogłam tak sobie być na podwórku do 21:00
W serial się nowy wciągnęłam, a przez dwa dni nadrobiłam... UWAGA... Piętnaście odcinków!
Brawo, brawo!
:P

Igotek się rozgadał!!
Mówię Wam! Nie podejrzewałam, że w miesiąc mały chłopiec aż tak może się rozwinąć!!
W słowniku Igorka nadal króluje słowo "NE"
Bardzo się cieszymy, bo ostatnimi czasy trwa akcja pozbywania się pampersika i mały powoli zaczyna wołać. A że nie zawsze dobiegniemy to... inna sprawa ;)
No a z nowości to między innymi :

Kok-Sok malinowy
Ne ma - Nie ma

A już hitem było dla mnie...uwaga! PIERWSZE ZDANIE!!
Kiedy to parę dni temu mały przyszedł by z rozbrajającą miną obwieścić mi:
"Mama ne ma psi psi!*"

No mamo! Jak mogłaś?! ;)

* Pepsi :D

 PS A u Was co? Tęsknili? ;)

czwartek, 25 kwietnia 2013

Śpieszę

...by poinformować, że kciuki się przydały! :)
Spotkanie baardzo sympatyczne, na luzie.
Trochę papierkowej roboty, pogawędka nt bieżących spraw i problemów.;)
Obecnie kontaktować się będzie ze mną doradca zawodowy, który pomoże mi w doborze kursu itp itd etc ;)
Dziękuje! Wszystkim, za wszystko.
Że byliście.
Bo ja Was czułam. Waszą obecność
I to jest w Was piękne:*

środa, 24 kwietnia 2013

Dryń,dryń,dryń...

Dzwonili.
Z fundacji w sprawie projektu.
Dziś.
Albo raczej dzwonił Marcin-nawiasem mówiąc bardzo miły chłopak :)
Jutro o godzinie czternastej spotkanie.
Potrzymajcie kciuki! 

wtorek, 23 kwietnia 2013

Blogowo mnie odniepadło...

Jakoś tak ostatnio Moi mili nie chce mi się...
Nie umiem ubrać w słowa to co się dzieje u mnie od kilku dni.
A dzieje się dużo...
Ale u mnie wszystko ok!
Jestem tu ciągle, pamiętam o Was.
Ale poszłam na urlop.
Bo nie lubię pisać na siłę i zamęczać Was notkami, które nic nie wnoszą.
I mam nadzieję, że nie długo już tu wrócę.
Poczekacie?

czwartek, 18 kwietnia 2013

Z serii notek bez SĘSU: Trochu o...

Serialomanii.
Ten kto mnie zna bliżej wie,  że jestem od zarania wieeeeeelką fanką seriali.
Nie wiele jest takich osób...
Owszem!
Ale ja tak.
I na zdziwienie osób, że oglądam sieczkę telewizyjną sieczkę pt "M jak miłość", "Na dobre i na złe" czy "Na wspólnej" odpowiadam uśmiechem.
Owszem! Seriale te nie są jakieś mądre.
Nawet są głupie!
Groteskowe!
Rozstania, powroty...
Śmierć w kartonach... (kto zna ten wie:P)
"Myjcie rączki!"
No ani to mądre, ani z puentą, ale za to jak odstresowuje!!
Właściwie to... czasami dziwi mnie jazgot niektórych osób na seriale.
Nikt nie wie ile osób musi harować, by powstał jeden odcinek takiego czegoś.
Nie każdy jest zdolny do wymyślenia czegoś takiego...
Nie każdy ma siłę przyciągnąć przed tv pół miliona osób.
Dlatego, wkurza mnie ten stereotyp: Mądra osoba nie ogląda seriali?
Ogląda! Uwierzcie :P
Znam takich!
Magistry, docenty,nauczyciele...
Może nie jest to nic rozwijającego, natomiast ja staram się wyciągnąć fajne wnioski z tej mojej pasji:
Czy ktoś wie, że to dzięki serialom pokochałam książki?
Koleżanki z pewnego forum dopisywały sobie perypetie serialowych postaci.
Czytałam to dniami, nocami...
I... sama zaczęłam pisać.
I czytać inne opowiadania.
A potem czytać książki, od których się uzależniłam.
I wkręciło mnie to... Od pisania perypetii serialowych postaci, do pierwszego (już nie serialowego) opowiadania.
I do pisania wierszy...
I do pisania bloga...
Drugi z kolei serial zapoczątkował moją miłość do Meksyku i do nauki hiszpańskiego.
Dzięki trzeciemu... mam przyjaciół. Zapoczątkowało to moją dość długą (osiem lat w pierwszym przypadku) i jakże wyboistą przyjaźń z pewnymi osobami :)
Dlaczego do tego zmierzam?
Bo dziwi mnie, że ludzie tak unikają seriali, a jeśli już nie unikają, to stają się ofiarami żartów.
Disco polo słucha połowa Polski nawet jeśli połowa z nich jest... światowa. :P
I nie znaczy to, że to jakiś plebs czy coś :P
Czy inteligencja zależy tylko od tego co się czyta, słucha i ogląda?
Czasem mi się wydaje, że świat tak uważa.
I smutne to strasznie.
O gustach się nie dyskutuje... podobno. A ja widzę, że jest inaczej. :P
Dlatego jeśli wasza babcia, ciotka, mama, przyjaciółka od dwudziestu lat czeka na nowy odcinek "Mody na sukces" to... nie potępiajcie.
To są gusta.
Gusta są zmienne! Każdy ma inne!
I nie każdy musi oglądać wyłącznie kino ambitne.
Oglądanie seriali, tasiemców, czy  innych telenowel też może być fajne!
Chociażby po to, żeby... nie oglądać wiecznie sejmu ;)
Należy tylko znaleźć pozytywy... Jak w każdej sytuacji:))

I jeśli kiedyś przerwę konwersację z Wami, by obejrzeć  kolejny odcinek jakiegoś tasiemca to...
przymknijcie oczka!
Ja już tak mam. I już ;)








wtorek, 16 kwietnia 2013

Mam niebo nad głową.

Dosłownie.
Albowiem siedzę ja sobie właśnie w bibliotece gminnej usytuowanej w gimnazjum, do którego uczęszcza Ola, a sufit jest szklany.
Więc jak spojrze w górę to widzę błękit, i słońce które wali mi prosto w oczy.
Dbają tu o mnie! Mówię Wam!
Kawę dostałam! Z mlekiem i posłodzoną. Ciągle pytają w czym pomóc, książki mi podają.
Znalazłam swoją ukochaną książkę o Meksyku.

Nie licząc tej którą sprezentowała mi Anetka, to jest trzecia, którą chciałam przeczytać.
I tylko dziwnie mi się siedzi wiedząc, że kilka sal obok na sprawdzianie z angielskiego męczy się Ola.

UPS :D

Fajnie jest!! Nadal :))

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Wiecie?
Ja naprawdę nie sądziłam, że słońce tyle daje.
Kiedyś jakby nie dostrzegałam, że podstawą mojego humoru jest właśnie dobra pogoda.
A teraz?
Chce mi sie żyć, skakać, pomagać innym, czuć dobro, chwilo trwaj!!
Zdecydowanie dobry dziś dzień mam!! I hiszpańskiego się pouczyłam i na kartkę mam chęć!
I na podwórku z Igotkiem sobie byłam, ale wiaterek jeszcze przenikliwy, więc nie długo.
Nawet nie zasłaniam okien zasłonami, jak to zwykle mam w zwyczaju!

Weekend też super!
W sobotę urodziny Adriana.
Tort, życzenia, wspólna posiadówka, prezenty, odśpiewane "Sto lat" .
Błysk w jego oczach, zabawa z przyjacielem-Sebastianem.

Wczoraj spektakl-piękny!
Opowiadał on historię dwójki ludzi, którzy bardzo cieszyli się na wieść o dziecku.
Aż w końcu dowiadują się,że ich dziecko jest obciążone genetycznie-zespół downa.
W tle wypowiedzi dzieci z zespołem downa nt codziennego życia.
Doskonałe role Marcina Siatki i Magdaleny Walach oraz innych aktorów :)

A jutro? A jutro może biblioteka? Ale już inna, dla odmiany. :) Oby się udało!
Z kursów jeszcze nie dzwonili, ale zadzwonią, nie? 
Fajnie, fajnie, fajnie! Mówię Wam :))

sobota, 13 kwietnia 2013

Osiem

Trzynasty kwietnia 2005.
Godzina czternasta.
Wracam ja sobie-wówczas gówniara ze szkoły do domu, wcześniej w szkole kupując ciężarnej wówczas siostrze jogurt.
W domu dowiedziałam się, że siostry nie ma.
Bo jest na porodówce.
I bo za chwilę zostanę po raz pierwszy ciocią.
Szok i nie dowierzanie. Przez chwilę myślałam, że mnie kurcze wkręcają!!
Nie wkręcili. Godzinę potem telefon.
Adrian urodził się z tego co pamiętam kilka minut przed godziną trzecią popołudniu.
W piękną,upalną środę.

Do dziś pamiętam dreszcz emocji, na wieść o tym, że JUŻ JEST!!
I, że z wrażenia się zakrztusiłam wspomnianym wcześniej jogurtem ;p
I tylko wierzyć się nie chce...
Osiem lat?
Już?!
Za szybko!
Minęło osiem lat, wspólnych. Pełnych śmiechu, radości, zmartwień, skoków rozwojowych skrzacika Duduśka.
I pierwszych utarczek słownych, które ostatnio nam towarzyszą.
Co nie znaczy, że się nie kochamy!!
To znaczy, że... jesteśmy do siebie cholernie podobni ;)


 

OSIEM LAT ADRIANA!!

(A ten tort wybrał sobie sam na bloga. :)) )
Właśnie pokazałam mu, że pisze o nim na blogu i teraz kazuje wszystkim koniecznie wejść i zobaczyć :))
Dziś wieczorem wspólnie uczcimy ten wcale nie pechowy trzynasty!
No to częstujcie się :))

czwartek, 11 kwietnia 2013

Słońce!


Czy można wymyślić lepszy tytuł dla dzisiejszego dnia? 
Wczorajsza smetna kupka śniegu stopniała na amen i nie ma po niej śladu. Na zewnątrz było około dwudziestu stopni i nawet kurtka nie była już potrzebna. 
Krótki spacer i WIELKA zadyszka uświadomiły mi jak bardzo spadła mi forma w czasie zimy.
Dlatego staram się by przywrócić to co wypracowalam potem i łzami! 
I nie dam się! 



Potem siostra miała na popoludniu do pracy i opiekowalismy się chłopcami. 
W międzyczasie Adrian zaliczył trening. 
Życiem naszego osmiolatka zawładnął sport. 
Mały gra w piłkę, został wybrany do szkolnej grupy olimpiady sportowej. Jego zespół wywalczył złoty medal!! :-) 



Odebrałam od koleżanki przesyłkę z podkladka do cięcia i śliczne papiery :-)
Potem wpadły do mnie kumpele- Angelika i Brygida (pozdrowka :-* :-D ) i spędziliśmy miły czas.
Oj tak! Fajny to był dzień! :-D

środa, 10 kwietnia 2013

Co to będzie, co to będzie?

Wysłałam parę dni temu zgłoszenie na staż o którym tu mówiłam.
Byłam nastawiona na niego.
Do dziś.
Telefon.
Z fundacji, dzięki której miałam kiedyś szansę pojechać na obóz.
Mężczyzna informuje o podobnym projekcie.

Kursy w domu.

Szansa na załatwienie dowozu do szkoły, o której marzę.

Włącza mi się myślenie:

A może to lepiej?
Znam tam wiele ludzi- w razie coś pomogą.
Kursy w domu.-Co prawda marzę by wyrwać się z domu, ale przecież i tak już siedzę ten rok w domu i w ostateczności nie jest mi źle i mogę do końca kursów posiedzieć.
No i neutralny grunt.
Dom to przecież moja ostoja.

Jak pomyślałam tak zrobiłam. Powiedziałam, że jestem w stanie zrezygnować z tego projektu na który liczyłam, na rzecz tego który obecnie mi proponują.

W końcu już raz pomogli,tak?

W końcu jeśli się przyłożę, to spełnię swoje marzenia...

Zgodziłam się. Liczę na nich.

Siedzenie na rencie przestało mi się podobać.
Kwiecień jest mam nadzieję przełomowym miesiącem.
I wierzę, że to koniec mojego "bezsensownego siedzenia".
Czas zawalczyć o przyszłość.
I tylko czasami mam pesymistyczne poczucie, że się nie uda.

Nie lubię być poważna i nie lubię decydować.
Nie lubię być dorosła.

Ale jestem i czas temu stawić czoła.
Potrzymacie kciuki, prawda...?