środa, 29 maja 2019

"Szklana pogooooooodaaaa..."

No hej. Siema. Ale zarosło kurzem! Dawno mnie tu nie było. Wiedziałam, że jak tak zacznę płodzić notki jedna po drugiej, to potem coś mnie od bloga odpędzi. No. A poza tym... dawno nie lało. Nie? Już się wystraszyłam, że bajorek w ogródku mojej Mamusi uschnie. He He He. To nie jest zabawne, wiem...
Powody dla których postanowiłam się odezwać to m.in. tęsknota, oraz... okrągła, bo czterechsetna notka! Rozumicie? Popełniłam w życiu czterysta wpisów! Wzrusz.
A gdy mnie nie było to...


  • Zrobiłam się całkowicie zależna od tej pogody, wiecie? W dni, gdy świeci słońce mój mózg doświadcza jakiegoś odrodzenia. Dopada mnie euforia, robię plany na życie, jestem gotowa powtórzyć po kolei wszystkie szkoły, iść na prawo, pójść na kursy. Ale to w głowie. Bo tak fizycznie to całe dnie siedzę na polu (Tak, na polu! Małopolanka, hie hie!) i tak naćpana szczęściem słucham muzyczki, grzeje dupsko, koloruje, albo obserwuje mróweczki.
    W dni, gdy pada deszcz natomiast najczęściej siedzę bez ruchu, patrząc tępo w ścianę, na wszelki wypadek nie odzywając się do nikogo, gryząc, przeklinając i unikając spojrzeń w okno. W trosce o szyby. I tak sobie żyjemy rozchwiane emocjonalnie - ja i pogoda. :P
  • Była Wielkanoc. Mgliste już wspomnienie, acz przyjemne. Święta spędzone najpierw w gronie rodziny. Pierwsze chyba z tak aktywnym Chrześniakiem. W czasie śniadania wielkanocnego Synu Chrzestny po raz pierwszy zażądał pójścia na ręce swojej Krzystnej. Krzystna nie spisała się, oraz nie podjęła samodzielnego wyciągnięcia tak żwawego dziecięcia z wózka. Dzieć na szczęście wybaczył... i już za tydzień sam wspiął się po podnóżkach ciotki. Tak to myśmy się mogli przytulać! Nikt tak nie umie się dostosować do sytuacji jak moja piątka <3 Zero barier, prze państwa!
    Reszta świąt to już żarło, żarło, pićko. Siostrzenica przywiozła ze sobą przepyszne, robione na spółkę z Mamą przepyszne babeczki. Ja zaś spędziłam całą sobotę w kuchni, krojąc sałatki, faszerując jajka. Uwielbiam to! Nic tak nie odpręża, jak masakrowanie nożem ogórka kiszonego i gotowanej marchwi - Polecam!
    Poniedziałek wielkanocny spędzony z przyjaciółmi. W mocno okrojonym, ale zacnym składzie <3 Były ploty, film, wygłupy, oblewanie się wodą. 
  • Zrobiłam jakieś pięć kartek. Żadnej nie wyrzuciłam, wszystkie wyszły (Mniej więcej) zgodnie z planem. Jest rekord prze państwa! Owaszki na stojąco poproszę!
  • Skończył mi się program, co to go tak oglądałam i z J. obgadywałam. Co ja teraz mam oglądać w soboty?! :(
  • Kot pobił się z drugim na dzielni. Z pola bitwy wrócił obolały. Najlepsza Weterynarz tj. moja przyjaciółka zdiagnozowała kota i wyleczyła w pół minuty. Kot będzie żył. 
  • Była majówka. Pół pracującej, pół imprezującej. Z podobnym składem jak w wielkanoc. Były grille. Część rodzinna odbyła się w domu, z powodu deszczu. Ale i tak było fajnie i baardzo kalorycznie :D Część dla znajomych była za to bardzo słoneczna. Była muzyczka, śpiew, siedzenie do nocy. I duużo warzyw  z grilla. 
  • Zaczęłam 3 kolorowanki. Żadnej nie skończyłam.
  • Kot zrobił sobie kuku w łapkę. Rozważamy zawiązanie w kaftan (dla) bezpieczeństwa.
  • Uzależniłam się od szyfrokrzyżówek... oraz od grania w rumikkuba.  
  • Mieliśmy odpust. Nie zjadłam waty. Nie było lodów. Nie kupiłam sobie żadnej barbie. I nie staranował mnie tłum. Nie zaobserwowałam ani jednej histerii dziecięcej i nikt nie przestraszył mnie petardą. Nuda, panie, nuda!
  • Przeczytałam tylko dwie książki. Jest mi wstyd.
  • Zaliczyłam shopping. Mały w sumie, bez konkretnego celu. Za to w sobotę, poprzedzającą niehandlową niedzielę... Ci co mnie znają wiedzą, że kocham supermarkety i galerie (Serio, serio.) i tłok, który w niej panuje (SERIO, SERIO!) . Tym razem jednak nawet mnie ten tłum zmęczył. Na końcu zaliczyłam "obiad na mieście". Ukochaną surówkę z marchewki otrzymałam z... chrzanem. Sami powiedzcie, czy oni nie zbzikowali? Rozczarowałam się jeno, chlip:( 
  • Zaliczyłam jakieś wirusy, które skutecznie wypompowały mnie z życia. I dlatego w poniedziałek, po pracy jak zaległam na łóżku tak wyszłam dopiero na drugi dzień.
  • Na horyzoncie długi urlop. Z planów na urlop, to mam jeden. Być dla siebie dobra i robić co mi się zechce. Bez patrzenia na zegar.  
Tęskniłam! :*

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam. Na kolana nie rzuciło ale wprowadziło w dobry nastrój. To o deszczu dobre �� pisz dalej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie rzuciło, bo kto by cie podnosił ;)

      Usuń
  2. Ta pogoda to chyba wszystkich nas chce wykończyć.. Oby czerwiec okazał się dla nas bardziej litościwy..

    OdpowiedzUsuń
  3. Z tego co slysze to na poludnie Polski zawitalo prawdziwe lato. Mam nadzieje, ze dla Ciebie tez oznacza to turbodoladowanie, ze skonczylas te kolorowanki, przeczytalas kolejne ksiazki, a w pracy trzepiesz nadgodziny! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od pracy mam urlop póki co, jest gorąco, że uffff, a mną rządzi niechciej... ale chwilowy! ;)

      Usuń