Ten cmentarz mamy usytuowany w ładnej, ale bardzo stromej części wsi, a więc żeby tam podjechać potrzebuje pomocy osoby trzeciej. Wózek ciągnie w dół tak mocno, że zarówno osoba za mną jak i ja sama musimy użyć duużo sił, żeby jechał w miarę bezpieczną prędkością :P W dodatku, choć na cmentarz wybrałam się dzień przed świętem, to ruch był niesamowity. I choć kocham tłumy i ludzi wokół, tak już samochody które jeden po drugim torowały drogę już nie bardzo... Finalnie jednak byłam, pomodliłam się i szczęśliwie wróciłam. Święto spędziłam w gronie najbliższej rodziny i wietrzeniu pupska na zewnątrz. Było fajnie i rodzinnie, ale też ze wspomnieniami i tęsknotą za pewnymi osobami...
Po święcie odbierałam ostatnie już w tym roku dłuższe (czyt bez szału bo dwudniowe :P) wolne. Minęły mi one w zastraszającym tempie. We wtorek była wizyta w bibliotece, dokąd wybrałam się ze spóźnionym (😬) poczęstunkiem w postaci cudownej babki cytrynowej autorstwa Młodszego Olsona. A tam w środku to już jak zawsze! Kawa, śmiech, zapach książek, fajne i ciekawe plany na przyszłość... Ciągle się coś dzieje, ciągle przychodzą ludzie i jestem po prostu szczęśliwa. Czasem nie mogę uwierzyć, że od momentu gdy przekroczyłam po raz pierwszy próg biblioteki minęło osiem lat!😮
Środa zaś była dniem mojej wizyty u fizjoterapeuty. Specjalista trafił mi się świetny i profesjonalny, a do tego jest po prostu super człowiekiem co sprawia, że zawsze wychodzę z uśmiechem na ryjku. Gabinet do którego chodzę jest od nas 20 km. Mamy więc trochę drogi, ale na szczęście jazda samochodem działa na mnie relaksacyjnie i wyciszająco. ;)
Tymczasem wraz z powrotem do rzeczywistości i do pracy uderzyło mnie jakieś przesilenie jesienne. Choćbym nie wiem jak się broniła co listopad mierzę się ze spadkiem formy i wiecznym niewyspaniem. Wiem jednak, że ten stan nie potrwa długo. Organizm musi się po prostu przyzwyczaić do innych rytuałów, zmiany czasu i dużo niższych temperatur. Woda już nie smakuje tak jak latem. Litrami za to pochłaniam herbatę, rumianek, miętę i melisę, które uwielbiam i powoooli, bardzo powoli myślę o grudniu i...świętach.
PS Poprawiam frekwencje na blogu. Po raz pierwszy od pięciu lat liczba wpisów przekroczyła dwudziestkę! Taa... wiem, że nie ma się czym chwalić. :P
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz