Tak sobie myślę... Zacznę chyba planować na opak. Mój mózg jest skonstruowany bardzo przekornie. Jeszcze pięć minut temu pisałam komentarz u Agatki 😘, pisząc z anonima bo nawet zalogować mi się nie chciało na gmaila. Zaraz po tym jednak poczułam wielką chęć zawitania tutaj. To tak jak ze zdjęciami i filmikami, których miałam nie dodawać, a i tak to zrobiłam. Ale to był wyjątek! Filmik dotyczył Fibi. A o Fibi czasami nie da się mówić. Czasami trzeba tego małego matołka zobaczyć!
No ale dobrze. Spróbuje napisać. Nie pamiętam już jakie było życie bez niej. Moja walka z listopadowym marazmem trwa. Obecność tej merdającej kulki sprawia jednak, że wciąż wygrywam. Nie da się nie śmiać, gdy pochrapuje przez sen wieczorem i przychodzi na "głasianko" rankiem.
Nasze ranki się zmieniły. Fibi ma już prawie rok i nie potrzebuje już zrywać się około szóstej na siku, a co za tym idzie ja nie muszę już wydzwaniać do rodziców, Oli i przypadkowych numerów w telefonie ;)
Zaczęła też sypiać ze mną, a konkretnie w moich nogach, choć jeszcze rok temu mówiłam, że z psem absolutnie spać nie będę! Tymczasem legowisko służy jej już tylko do zabawy, a rozpuszczony psi bachorek okupuje łóżka i kanapy. Budzi się około siódmej, tuż po tym jak odpalam laptopa (robię to jeszcze z łóżka, a fe! Leniuch! ). Następuje rytualne ziewanko, mlaskanko. A potem przechodzi do ugniatania się przy moim laptopie. Wówczas muszę rzucić wszystko. Nieważne jaki dedlajn akurat mam! Muszę pogłaskać, pochwalić, że taka piękna, fajna, mądra.
A kuci kuci! ;)
Uwielbia spacerować, JEŚĆ i bawić się. Uwielbia gdy trzymam ją na rękach. Zwija się wtedy na ramieniu, jak wtedy gdy była malutkim szczeniaczkiem. Była też o połowę mniejsza i lżejsza i gdy ją trzymam to nieźle się namęczę. Musimy wyglądać wtedy komicznie. Ja taka powywijana na tym moim wózku, a ona wielki dzieciuch siedzący na moim ramieniu. Ale ona zadowolona, a ja mam ćwiczenia sprawnościowe. Obydwie zadowolone :P
Zauważamy z Olą, że już powoli wyrasta z rozrabiania szczenięcego. Nie podgryza już w zabawie nikogo, nie dokucza Tajgerowi (który akceptuje ją na tyle, że dziś zrezygnował z pogryzienia jej łapy, gdy bezpardonowo klapnęła mu na odwłoku ;) A już, już chciał zareagować. I uległ! ;) ) Nie porywa także kapci naszym gościom. Do dziś pamiętam jak latem buty moich przyjaciółek grzecznie ułożone w korytarzu (A mówiłam! Nie ściągać no! :P ) lądowały na środku podwórka. Szczęśliwie żadnego nie zniszczyła na amen. Teraz już grzecznie omija i nie porywa. Dorosła! Chlip! ;) Uwielbia wąchać, lizać i całkowicie zawładnęła sercami dzieciarni i... moich rodziców, którzy rozpieszczają ją bardziej niż własne córki :P
I uwierzyć, że już niedługo stuknie nam rok razem... :o
PS Jeszcze raz dziękuje z całego serca wszystkim za wpłaty na subkonto.
PS 2 Zmieniłam szablon na bardziej jesienno-zimowy. A poza tym czuję do niego sentyment i przypominają mi się stare czasy blogowe. A poza tym... pasuje mi do filtra w butelce! ;P Gdyby mimo wszystko źle wam się czytało to dajcie znać.
Dobrze się czyta :) A Fibi mniamniuśna :)
OdpowiedzUsuńA jak się dobrze o niej pisze! <3
UsuńEch, powiem Ci, ze nieraz jak patrze na takie malutkie pieski jak Fibi, to szturcham malzonka, ze "o, takiego powinnismy miec, mozna go podniesc, przeniesc, itd.!". :D Nasza Maya to takie bydle, ze nawet jak wejdzie do auta przednimi lapami i musze jej podniesc ciezka dupe (bo to leniwa bestia), to stekam z wysilku. :D
OdpowiedzUsuńKiedy jeszcze nie było Fibi chorowałam na psa rasy Berneński pies pasterski. No uwielbiam te psiury! Ale potem przemyślałam, że w mojej sytuacji mniejszy pies będzie lepszy. Chociażby dlatego, że lubimy się przytulać ;) Ale na berneńczyka dalej choruje! Może kiedyś...? :P
UsuńPS Maya jest cudowna <3