czwartek, 12 sierpnia 2021

Czasem lajwy, a czasem lajf../ Urodzinowo

 Bo jak mówi "stare porzekadło": Lajf is brutal.
I czasem mocno może pokręcić, pomartwić. Minione dni były dla mnie nerwowe i trudne. Nie chce już o nich pamiętać, cieszę się że odchodzą w zapomnienie i mogę spać spokojnie. Cieszę się także niezmiennie, że miałam z kim dzielić się swoimi obawami i czuć wsparcie. To jest ważne. Najważniejsze.



Lajwy? Były na grupie. Dwa. Niewielkie, ale ważne. Czuję satysfakcje, bo cała akcja była dość spontaniczna. Moja awersja do kamer, przemówień publicznych i ogólnie publikowania w sieci czegoś poza literkami i (czasami) zdjęć jest wielka. I gdyby ktoś rok temu powiedział mi, że pokażę się na jakimkolwiek łączeniu "na żywo" to raczej bym go obśmiała. A jednak się przemogłam!
Sama opcja "na żywo" jest super, ale... chyba nie dla mnie. O ile w towarzystwie dostaje słowotoku i ciężko mnie uciszyć ;) o tyle na takich spotkaniach nie potrafię prowadzić monologu. I tu z pomocą przyszły mi moje nieocenione dziewczyny, podtrzymując rozmowę jak się da i sprawiając, że już po chwili byłam oswojona z kamerą. Ale tu natomiast problemem jest chaos. Ciężko jest prowadzić tak kilka rozmów jednocześnie, nie mając ustalonego jakiegoś większego tematu. W tle co prawda kolorowałam i słuchałam muzyki, ale nie było to jakoś za specjalnie rozrywkowe :D Obiecałam sobie jednak, że będę starała się co jakiś czas wlepić na grupę jakiś filmik i może nawet coś na nim powiem :D To będzie pewnie niezła pamiątka i dobry bonus do obecnego blogaska.

Co poza tym? Siadła mi wena totalnie. Posty takie jak ten pisze mi się szybko i nie zastanawiam się zbytnio nad tym co nastukałam. Kiedy jednak poruszam już jakiś konkretniejszy temat, gdy piszę np na Junkę, to już proszę państwa zaczyna się cała procedura. Myślenie, notowanie, aż w końcu pojawia się wybuch weny. Zasiadam więc do jakiegokolwiek urządzenia z klawiaturą i piszę, a potem... najczęściej coś mi przeszkadza. Powrót do takiego tekstu nigdy nie jest łatwy, czasem wręcz jest niewykonalny. I tak na przykład dzisiaj utknęłam z tekstem. Kiedyś, lata temu wraz z przyjaciółką organizowałyśmy tzw "dwadzieścia minut dla pisania" podczas którego rzucałyśmy wszystkim, wyłączałyśmy wszelkie rozpraszacze i piiisałyśmy. Czasami to dwadzieścia minut było nam za mało i myślę, że w tym szaleństwie jest metoda. Także moja droga J, jeśli czytasz te słowa: Już chyba wiesz jakie plany mamy na następne tygodnie? :P

Ostatnio borykam się z problemami natury technicznej. Wirus zaatakował mój fejsbuk, trzy skrzynki mailowe (zachciało mi się je łączyć na jednym serwerze... :/) i zmuszona byłam je pousuwać. Pozmieniałam także wszędzie hasła gdzie się da, ustawiłam uwierzytelniania. I teraz wejście na jakiekolwiek media społecznościowe trwają dwa razy dłużej. Ale jak się nie uważało... 


Coś jeszcze? Najważniejsze

Urodziny (ósme!!) obchodzi dziś pewna osóbka. Entuzjastka rękodzieła, gaduła, moja mała przyjaciółka i jedyna siostrzenica!
Milu, niech ci będzie dobrze w życiu <3

1 komentarz:

  1. Ja wene do pisania to jeszcze mam, ale juz do komentarzy, czy odpisywania na nie... bez komentarza. :D Od czasu do czasu siadam i nadrabiam, ale wtedy to nawet pewnie nikt tego nie czyta. :D

    OdpowiedzUsuń