środa, 13 października 2021

Nostalgłam.

 O borze szumiący, zimno!

Niby do jesieni przygotowana jestem już od jakiegoś czasu. I pojawiła się cieplejsza garderoba, świeczuszki, większa chęć na książki i hektolitry herbaty. Prawdą jest jednak, że jeszcze dwa tygodnie temu, podczas urlopu (Ech! Tęsknie za nim. To był dobry czas...) siedziałam sobie na zewnątrz w cienkiej bluzie. A potem, nagle i niespodziewanie zaczęło się robić chłodniej i o tego typu rozrywkach mogę sobie zaledwie pomarzyć. Cóż. Taka już kolej rzeczy i pór roku. Poczekamy do wiosny. To już tylko pięć miesięcy, tak teoretycznie. Bo praktycznie to osiem, ale i tak zleci. :P

Mamy teraz październik. Na mojej blogowej grupie zakończyła się kolejna edycja "Dobrych chwil". Dla niezorientowanych: wyzwania, podczas którego codziennie wstawialiśmy po jednym zdjęciu obrazujących jakąś dobrą chwilę z dnia (opcjonalnie z przeszłości), a która zawsze przechodzi najśmielsze moje oczekiwania. Na nic, naprawdę na nic tak nie czekałam jak na powiadomienia o kolejnych postach dodanych przez moich ukochanych grupowiczów. A kiedy już się skończyło to obiecałam sobie, że w przyszłym roku akcję obowiązkowo kończymy i że... mam szlaban na wstawianie zdjęć. Zarówno tutaj jak i na grupie. Jest to oczywiście super dodatek i bardzo to lubię, tyle że... rozleniwia mnie w pisaniu. Totalnie. Owszem, czasem wyszedł mi jakiś większy tekst. Najczęściej jednak pozwalałam sobie na jakiś krótki opis. I tak sobie pstrykając foty zepchnęłam sobie pisanie na dalszy tor. No bo co miałam niby pisać? Chyba, że w ramach nauki z angielskiego, będę opisywać kadr: "In de pikczer aj ken si..."  (Jot, ja tylko żartowałam!!) Następne tygodnie będą więc wyłącznie pisane. A przynajmniej taki jest plan. ;) (Jak to u mnie z planami to chyba wiemy :P) 
Tymczasem mija kolejny rok blogowania na blogspocie. Myśli o porzuceniu tego miejsca i przenosin całkowitych na FB miałam pełno. Ale ostatnio FB miał awarię (tą sławną awarię!) i jakoś mi się odechciało.  Słowa które tu pisze, a przede wszystkim komentarze i wspomnienia są dla mnie zbyt cenne by je usuwać. I wierzę, że są tu bezpieczne. A poza tym kocham to miejsce. Tak najzwyczajniej w świecie. W dobie tik toków, youtube, instagrama i facebooka coraz mniej blogów z prawdziwego zdarzenia. (B i Agatko, oraz Misiu, dziękuję że jesteście nadal i utrzymujecie ten sam klimat starego, dobrego blogowania.). Sama czytając archiwalne wpisy czy komentarze (których było multum i zamieniały się w wielkie konwersacje :D ) widzę jak bardzo zmieniłam się przez ostatnie lata. I tu muszę się skrytykować: na gorsze. Zrobiłam się mniej wygadana, bardziej skryta. I coraz mniej potrafię pisać tak, zwyczajnie, o niczym. Ale walczę, jak widać ;) Bo bardzo do tego tęsknie.

I cóż jeszcze dodać? Mam dwadzieścia osiem lat. Urodziny miałam piękne, bo z najważniejszymi osobami. I nie ważna była odległość. Czułam ich obecność całą sobą. I jak co rok, od dziewięciu lat radość z urodzin przeplatała się z tęsknotą. Urodziny obchodziła by także moja babuszka. I w tym dniu jeszcze mocniej tęsknie za tym głosem, zabawą, chipsami i żółtą wodą (jak nazywała pomarańczową oranżadę.). A za rok dziesiąta rocznica... Niewiarygodne.


Napiszę niedługo <3

1 komentarz:

  1. O matko, spoznione Sto Lat, Noelko!!!
    Jak to masz juz 28 lat?! Dla mnie zatrzymalas sie na 22 i nie przyjmuje innej cyfry do wiadomosci! :D

    OdpowiedzUsuń