środa, 14 kwietnia 2021

Znów o czasie, pseudo-wiośnie i jogurcie

Tegoroczna wiosna nie jest łaskawa, a zresztą... Jaka wiosna? To na zewnątrz możemy porównać do późnej zimy. Takiej stulecia w dodatku. 

Mój mózg ma szok. Nie dość że minęła już przecież wielkanoc a nawet czas topienia Marzanny,  to w sobotę, uwierzcie, widziałam gdzieś lato. Dosłownie. W oczekiwaniu na rehabilitację poszłam sobie na spacer, zgrzało mnie słoneczko. Potem był grill, Fibi biegająca po ogrodzie i Tajger wygrzewający się w upałku... W tym samym czasie rozpoczęłam krótki urlop. Miała być książka na słońcu i spacery... Ta... W poniedziałek udało mi się jeden zaliczyć i na tym koniec.

I cóż powiedzieć? Ubolewam. Rok temu wiosna była dla mnie bardziej łaskawa. Tym razem moja psychika ma już totalnie po dziurki w nosie i woła "Dość tej przeklętej pandemii!". Chcę wyjechać na jakiś rodzinny wypad. Znów zobaczyć góry i urządzić imprezkę.  Grilla dla przyjaciół, albo wieczór z planszówkami! Chcę wyciągnąć B. na spacer i poszwędać się z Fibką po wsi... I cholernie chcę na wolontariat. Bez obaw że coś mi się stanie, albo co gorsza, że nieświadomie zrobię krzywde innym...
Chcę, chcę i chcę. I w końcu się uda. A wtedy wszystko to będzie cieszyć bardziej. Wiosna zawsze w końcu wraca, co nie?

Wielkanoc... Była. Znów inna, ale przyjemna. Smaczna i rodzinna. Tylko poniedziałkowe spotkanie odbyło się w bardzo kameralnym składzie. Na szczęście udało mi się spotkać z choć jedną, ważną dla mnie osóbką. 
Było oczywiście smacznie. Rytualne i wyciszające krojenie sałatki jarzynowej i pyszne śniadanko. Tylko w śmigusa nikogo nie zlałam, chyba trzeba zrobić powtórkę 😝 

I wiecie? Dziwny to kwiecień... Odeszło dwoje sławnych ludzi. Zwłaszcza Krawczyka bardzo lubiłam. I wiecie, nie byłam jakąś fanką z prawdziwego zdarzenia a mimo teg jego śmierć przeżyłam bardzo. Czuję że z jego odejściem odeszła jakaś część mojego dzieciństwa.  Jego piosenki towarzyszyły mi w drodze na niedzielne obiady u babci czy na kontrolę lekarskie w Prokocimiu. Tata miał kasetę w samochodzie i puszczał. A ja nauczyłam się wiele piosenek na pamięć. To były dobre i fajne czasy. Pamiętam też koncerty sylwestrowe, na których niegdyś obowiązkowo się pojawiał i razem s nim śpiewali wszyscy. Pokolenie na którym się wychowałam powoli się wykrusza... 
No i był pogrzeb w telewizji. Słyszałam głos ludzi, którzy nie byli zadowoleni byli z jego transmisji w telewizji. Ja osobiście nie byłam tym szczególnie ani zdziwiona, ani podirytowana. Mam świadomość, jak bardzo wielu prawdziwych fanów miał ten człowiek. I że ową ceremonię chcieli zobaczyć po prostu. Zresztą nie był to pierwszy taki pogrzeb medialny. Za to zachowanie niektórych ludzi? O. Tu już mogę dyskutować.
Wszędobylskie kamery i kije do selfie, ludzie stojący z reklamówkami z logo dyskontów spożywczych, wskazujących sobie palcami rodzinę zmarłego i dyskutujących żwawo w najważniejszych momentach ceremonii... No nie... To zdecydowanie do mnie nie przemawia... 

Najstarszy siostrzeniec skończył wczoraj szesnaście lat! Za dwa lata stuknie mu pełnoletność! Jak co rok był pyszny tort i wypominanie "Jogobelli", którą zakupiłam w szkolnym sklepiku siostrze, niewiedząc , że w międzyczasie ona jest już na porodówce.
Jogurtem nieopatrznie zaczęłam się krztusić na wieść o pojawieniu się wyczekiwanego dzidziusia. 😆Gdy moja mama weszła do pokoju obwieścić te radosną nowinę, (nieświadoma walki o życie jaką właśnie stoczyłam) postanowiłam nie zdradzać co się wydarzyło. Co by nie zburzyć tej doniosłej chwili. Odzyskałam więc dech, wytarłam gębę bohatersko i spytałam: Ile waży?
O tak, na łożu śmierci gówniarzowi tego jogurta wypomne! 


;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz