... i po świętach kurka rurka!
A śnieg i tak był, ale to i tak były dobre święta!
Był to bardzo jajeczny, wesoły czas podczas którego dowiedziałam się że:
- - Że to JUŻ. za trzy miesiące (!!!) powiększy nam się rodzina bo siostrze stuknął szósty miesiąc ciąży
- - Że trzeba być czujnym bo nóż widelec wpadnie Adrian i kultywując tradycję obleje wodą w lany poniedziałek...
- - Że zakładając blog zrobiłam bardzo dobrze bo dzięki temu poznałam cudownych ludzi
- - Że pewne osoby .niesłusznie nazywam przyjaciolmi bo jestem raczej koleżanka na sezony (uff na szczęście w jednorazowych przypadkach)
- - Że przytyłam...
- - Że kartki które robią jednak komuś się podobają i przydają
- - Że przez cały okres świat nie widziałam ani jednego filmu typu "Pasja" i tv chyba się gubi w świętach bo Kevina puściła
- - Że życie jest fajne tylko skomplikowane
- Ot do jakich dziwnych i nikomu niepotrzebnych wniosków doszłam na czterdzieści pieć minut przed północą...
Niepostrzeżenie stuknął nam kwiecień. Jutro mija osiem lat od śmierci papieża. Czyli osiem lat gdy świat stał się dla mnie jednocześnie ubogi i bogaty. Zmarł papież a moja siostra czekała na swoje pierwsze dziecko. A wraz z nią my. Na Adriana którego przecież mogło nie być...
I zawsze będę wierzyć w to że w utrzymaniu ciąży mojej siostry miał swój udział Bóg. Tylko on.
A ja? Uwierzycie że za sześć miesięcy przestanę mieć w swoim wieku "nascie" ?
Dwadzieścia lat to nie przelewki i trzeba coś zmienić...
Jakiś fundusz emerytalny albo krem na zmarszczki czy cuś...
Ok. Notka bez sensu. Czas spać.

