piątek, 25 marca 2022

„Pogasły światła i zamknęli niebo”

 Jak słusznie zauważyła Beatka w komentarzu, nie ma mnie tutaj od czterech tygodni. Mam wrażenie, jakby minął co najmniej rok. Świat który był przed czterema tygodniami był taki inny...

Chciałam pisać, wielokrotnie. Tylko co właściwie, co wam miałam powiedzieć w obecnej sytuacji? Że się boję? Wiadomo, że boję. Tak jak boi się każdy z nas. I nie ma w tym nic dziwnego. Sytuacja w jakiej się znaleźliśmy jest nowa i cholernie ciężka.
W tamten czwartek obudziłam się jak zwykle. Rozespana otworzyłam przeglądarkę internetu i choć zazwyczaj przed pracą sprawdzam wiadomości, wtedy zajęłam się jakimiś głupotami. O wybuchu wojny dowiedziałam się dopiero po godzinie, gdy przypadkiem wpadła mi w oczy strona interii. Złowrogi napis, na czerwonym tle poinformował o bombardowaniu. W pokoju pojawiła się moja mama, której powiedziałam o sytuacji. Ona zareagowała niepokojem i smutkiem, a ja... ze stoickim spokojem ubrałam się, zjadłam śniadanie i pracowałam dalej. 
I wiecie... Naiwnie pomyślałam, że to tylko chwilowe. Że wjadą czołgi, spadnie kilka bomb, świat zareaguje i zaraz wszystko minie. Że nie ma się co przejmować, W końcu w 2014 przejmowałam się zbyt bardzo, a teraz muszę wyluzować, że nie warto, że...

W Polsce tymczasem rozpoczęło się przyjmowanie uchodźców. Z niemałym szokiem obserwowałam jak społeczeństwo w panice organizuje transporty, domy dla uchodźców. Powoli dochodziło do mnie co tak naprawdę dzieje się za granicą. Coraz więcej doniesień o bombardowaniach, informacje o pierwszych zabitych dzieciach... Jakiś czas potem miałam wolne. Podczas przeglądania internetu natrafiłam na filmik, Ktoś nagrał własne podwórko, na którym pojawił się samolot wojskowy, wypluwając pocisk. A potem rozległ się huk i krzyk przerażonego dziecka. Boże, jak to dziecko krzyczało...

Nagranie obejrzałam jeszcze kilka razy. A z każdym odtworzeniem docierało do mnie powoli... Wojna nie była już tylko historycznymi filmami, wspomnieniami starszych ludzi. Czymś przerażającym, ale odległym. Wojna jest teraz, oddalona zaledwie setki kilometrów stąd. Uciekają starzy i młodzi. Zdrowi i ci najbardziej chorzy. Cierpią zwierzęta, boją się jej dzieci. Nie jest fikcją i wymysłem, ani żadnym wyolbrzymieniem. Coś, czego zawsze się obawiałam i nigdy nie miało się wydarzyć jednak nadeszło. Jest 21 wiek, a jeden "człowiek" w zaledwie trzydzieści dni zniszczył życie tysiącom osób. Nikt nic nie może. Ja nic nie mogę. Tylko patrzeć, wpłacać na zbiórki i wierzyć że będzie dobrze. Ile tej wiary w sobie jeszcze mam, nie wiem...

Od tej pory nadal staram się żyć jak zawsze. Może nawet mocniej intensywnie? Zajmuje się swoimi zainteresowaniami, spędzam czas z bliskimi, spaceruję i się śmieje. Staram się czytać wpisy osób mądrzejszych i ważniejszych, skupiać na dobru i jedności, które pojawiło się w Polsce. Nie ulegać panice którą częstują nas w mediach. I tylko wieczorami, przeglądając bieżące nagrania daje upust łzom. Mam do nich prawo, bo jak tu nie płakać, gdy zewsząd dookoła uderza w nas takie zło?

Dzieciaki mają zbiórki w szkole, tłumaczyliśmy im trochę co dzieje się obecnie. W ich szkole pojawili się też nowi uczniowie, mali mieszkańcy Ukrainy... Ale oni i tak do końca tego nie rozumieją. Narodzili się w czasach, w których bezpieczeństwo i komfort dzieci jest priorytetem dla nas, dorosłych. Dla nich wojna, to coś nieznanego. I choć generalnie uważam, że powinno się rozmawiać z nimi o wielu rzeczach, TEGO tematu najchętniej nie poruszałabym z nimi nigdy.  I chciałabym bardzo, by słowo wojna stało się dla nich i dla kolejnych pokoleń tylko kolejnym, nudnym pojęciem na lekcji historii. 

1 komentarz:

  1. Wszyscy jednoczymy się w tym strachu i bólu. Ale tez w nadziei. Ja ściągnęłam Rodziców, żeby być z nimi chociaz w weekend, bo tęsknota jakaś taka bardziejsza. I ta odskocznia na nocy kabaretowej, bo głowa chce eksplodować. Musimy wierzyć, że normalność wróci. Ten typ w Rosji chce, żebyśmy się bali, żebyśmy się czuli bezsilni, ale nie damy mu tej satysfakcji. Ściskam 😘

    OdpowiedzUsuń