wtorek, 16 marca 2021

UPS!

Część z was już wie, z grupy. Od pewnego czasu jestem posiadaczką psinki. Szczeniaka. Życie z Fibi to prawdziwy rollercoaster. Tak naprawdę nigdy nie można się przygotować na to co obydwie wymodzimy w danym dniu. Tak było i tym razem...

Fibi jest bardzo mądrym, acz upartym zwierzęciem. Chce porwać buta? Prosze bardzo. Będzie mi go konsekwentnie zabierać, do momentu gdy nie odwrócę uwagi lub nie schowam klapków gdzieś poza jej pole widzenia. Chce siku? Już teraz, natychmiast. Nie ważne że to druga w nocy, albo piąta rano... 

No więc właśnie. Piąta rano. Noc czarna jak kawa. Fibuchna podnosi alarm. Ja podnoszę więc telefon. I dzwonie.
  - Pies. - Mówi połowa mojego mózgu. Druga jeszcze śpi.
  - Halo? - Rozlega się w telefonie. 
  - Ola, pies! - Sycze zła, bo czuję że się powoli rozbudzam. I powoli, powolutku dochodzi do mnie że głos po drugiej stronie nie należy do mojej młodszej siostry. Ostrożnie więc zerkam na telefon. Dostrzegam gafę, płonę ze wstydu i jak na psycholke przystało... Rozłączam się bez słowa...


Taa... Finalnie pies został "odlany" przez odpowiednią osobę, ja przeprosiłam (Już nieważne kogo... ważne że ta osoba mnie nie zabiła, zniosła to z godnością i zasłużyła na dobrą kawę 🙏🤪) 
Później, przed pracą zwierzyłam się jeszcze bliskim ze swej gafy. 
- Pomyśl sobie, że hasłem zamiast ,,pies" mogło być ,,siku" - Pociesza przyjaciółka - to byłoby o wiele gorsze...

O, tak! Od razu mi lepiej...
;)

2 komentarze: