Odebrałam dziś wyniki morfologii. To druga w przeciągu tygodnia. Po poprzedniej, w probówce pojawił się skrzep. Krew Noelkowa jest tak gęsta, że trudno ją pobrać. Wszyscy zwalali to na małą ilość napojów. Wody pije jednak obecnie litr. I pewnie pomyślicie, że taki litr to nic, potrzebujemy przecież tej wody więcej. (Ekhem, droga Julio! Ja walczę wciąż!😆) Dla mnie jednak to jest aż litr. Kiedyś tej wody (no bo wiadomo że oprócz tego wjeżdża herbatka i inne napoje) piłam bardzo niewiele, ale wcale. A kiedyś dobiję półtora! Obiecałam to sobie!
Morfologia wykazała, że jest ze mną lepiej. Na szczęście. Odpowiednia dieta, żelazo w tabletkach i sekretny lek podarowany przez przyjaciółkę (Nie wiem czy mogę zdradzić, to chyba rodzinna tajemnica🙆♀️) dały radę. Zresztą sama widzę po sobie. Zmieniły się kolory mojej skóry, wróciła do normy masa ciała (z tego jestem zadowolona najmniej😂) i wróciły siły, oraz humor. Ten ostatni moja anemia nadszarpnęła bardzo dotkliwie. I naprawdę z całego serca cieszę się że znów jestem sobą. Dałam radę. A niech to! Powiem to! Silna żem!
Święta i Sylwester? Wspomnienie. Dziś mama i siostra rozebrały choinkę. Mój nastrój świąteczny trwał cały grudzień, a potem do święta trzech króli. A kiedy nadszedł jego kres poczułam jakiś smutek i niedosyt. Owszem, były piękne! Rodzinne i chociaż mocno okrojone to na szczęście nie samotne jak Wielkanoc. Pełne śmiechu, luzu, tak jak lubie. Tym trudniej było mi się z nimi rozstać. Mój nastrój podzieliła moja siostrzenica, bowiem choinka pożegnała rzewnymi łzami. Takie to nam się trafiło wrażliwe dziewczę w rodzinie ❤️
No i mamy nowy rok. Dwa tysiące dwadzieścia jeden. Dopiero w tym tygodniu nauczyłam się pisać datę bez pomyłek.😬 Obiecałam sobie nic nie planować, ani nie wyobrażać, a tym bardziej wymagać od niego. W tamtym roku wyobraziłam sobie właśnie za dużo, a jaki był finał wie każdy 😬 Pozostaje mi tylko czekać co przyniesie. Postanowień też nie robiłam, z nimi poddałam się dawno 😂 Chcę chyba tego co wszyscy zresztą. Zdrowia. I tłumu ludzi. O, jak ja piekielnie tęsknię do tłumów!
Samo się ułoży... Jak zawsze.
Była też zima. Piękna, puchata i krótka. Na te okoliczność był spacer i Olsonowy orełek. Przywitałam śnieg z niebywałą tęsknotą i entuzjazmem. Dziś też pada. Ale podoba mi się już mniej.😆 Wiosno, ja wiem, za wcześnie... Ale tęsknię, co poradzę?
Prócz tego wszystko niezmiennie. Puchate "ciapki" grzeją nogi, bioderko nareszcie nie boli, Tajgerek śpi na grzbiecie A ja? Wciąż uwielbiam tu do was wracać!
N.
No i fajnie, ze wracasz! Ciesze sie, ze zdrowko podreperowalas i humorek przy okazji tez! ;)
OdpowiedzUsuńJa z kolei do wiosny nie tesknie, bo zima sie nie nacieszylam. We wtorek, po raz pierwszy od miesiaca, spadlo troche sniegu. Na nartach bylismy tylko raz z powodu mojego zapalenia nerki, po krotym cos wolno dochodze do siebie (starosc nie radosc :D). Taaa... Ja chce jeszcze zimy! ;)