Jak się powiedziało A...
Z bojowym nastrojem zasiadłam więc przed kserówką. Ćwiczenie polegało na wypełnieniu prostych rachunków i dopasowaniu uprzednio wyciętych, ponumerowanych puzzli do wyniku i pokolorowanie obrazka.
Eee! Łatwizna! Jak możliwe by miał z tym problemy? Pewnie chodziło o kolorowanie! Naoglądał się chłopak kolorowania w wykonaniu cioci i powierzył oprawę graficzną. Kochane dziecko!
A mi w to graj! Biorę pierwszy puzel przedstawiający fragment drzewka, przy okazji wizualizując. Tu się machnie zielonym, tu brązowym, ale tym ciemnym co da efekt cudownego światłocienia.
Podniecona planuje dzieło godne fresków w kaplicy sykstyńskiej i przykładam puzzla do odpowiedniego działania.
3x3 to będzie dziewięć! Cieszę się, jestem podniecona, bo w końcu jakieś obliczanis bez kalkulatora mi się udało! Puzel nr dwa przedstawia chmurkę i ląduje gdzieś na dole obrazka. Trochę mnie to dziwi, spodziewałam się go wyżej, ale przecież obliczenia nie kłamią, zwłaszcza takie banalne dyrdymały w stylu "pięć razy pięć" co to je Igor w głowie obliczał swobodnie już w okolicach drugich urodzin. Widocznie abstrakcja...
Cyk. Kolejny fragment to kaczuszka. Ta ląduje gdzieś pomiędzy chmurką i drzewkiem, a na miejscu ogonka... fragment słoneczka?
Coś poszło nie tak... - mrucze sama do siebie. Puzzle zamiast przedstawiać w miarę logiczną kolorowankę przypomina raczej chaos. Kombinuje w te i we wte. Nic to. Nadal źle. Wkurzona sięgam po kalkulator a do nerwowego śledztwa dołącza Igorecki i moja mama.
A może tutaj jest wężyk? - pytam samą siebie mając na myśli matematyczne suchary, te zadania niemożliwe do rozwiązania, którymi naszpikowane były moje podstawówkowe ćwiczenia do matmy. Ćwiczenia w stylu "Jaś ma pięć złotych a Dorotka siedem, oblicz ile słoików marmolady zmajstrowała babcia Zosia?". Te co to miały być hahahahaha śmieszne aż boki zrywać, a jedynie przyprawiały o istną kurwicę biedne dzieci oraz ich opiekunów
Jaki wąż? To jest kaczka! - poprawia mnie Igorek.
Ja już prawie płaczę, włosów połowa wypadła. Gotowa jestem prosić o pomoc przyjaciółkę - obiecującą pedagożkę i pisać skargę do wszelkich instytucji, bo to przecież błąd i co oni w tej szkole dzieciom w głowach mieszaja?
Jednym kołem od wózka już jestem w wariatkowie, kaczuszki ogonek wciąż gdzieś kilometr dalej. Wizja fresków odpływa w niebyt... a minuty płyną i czasu coraz mniej.
Patrzymy po sobie ze wzrokiem pełnym rezygnacji, gdy nagle spojrzenie mojego siostrzeńca jaśnieje.
- Aaaaaa! Ciociu! Już wiem! Miałem dwie kserówki! Złe puzzle przyniosłem!
Da bum tsss...
Natalia, Ty to thillery pisać powinnaś. Napięcie godne Agathy Christie ;-) a co do inteligencji zadań - zwłaszcza z matematyki - to się dołączam bo sama miałam identycznie czasem....
OdpowiedzUsuńUdusic czasem ich idzie! :D
OdpowiedzUsuń