Nie lubię siebie ostatnio, wiecie? Macie tak czasami? Ja mam. Być może to jakieś przesilenie wiosenne. Nie wiem. W każdym razie chcę by już odeszło. Zbyt dużo analizuje. Rozpamiętuję.
Nie jestem w stanie powracać do starych notek na blogu. Nie mogę oglądać zdjęć. Mam wrażenie, że non stop za czymś tęsknie. To frustrujące. Zamiast skupić się nad tym ile wciąż zyskuje cały czas rozpamiętuję to co było i ile straciłam. Tęsknie za pewnymi wydarzeniami. Niewiele mi z nich zostało. Wciąż bledną. Nie pomaga ich opisywanie. Smaków, zapachów, emocji na papierze czy ekranie utrwalić się nie da.
Tęsknie za pewnymi osobami. Za osobami, z którymi dawniej przegadywałam godziny, a dziś nie ma czasu/ chęci by odpisać nawet na głupią wiadomość. Niektóre z tych relacji są nie do uratowania. Zdaje sobie sprawę, że wina zawsze leży po połowie. Wiem, że połowa z tych relacji zniszczona została z mojej winy. Gdybym wiedziała jak to naprawić, czym zawiniłam... Mogłabym przeprosić. Ale przecież nikt nie oskarża. Lepiej jest milczeć i dać temu umrzeć śmiercią naturalną... Przez to czasami rozmawiając z przyjaciółmi mam z tyłu obawy. Ile czasu nam zostało? Czy znów nie popełnię jakiegoś błędu?
I to ciągłe analizowanie co się powiedziało, zrobiło. Że mogło się być lepszym, fajniejszym, mądrzejszym. Mniej oceniać. Więcej słuchać.
Nie jestem w stanie powracać do starych notek na blogu. Nie mogę oglądać zdjęć. Mam wrażenie, że non stop za czymś tęsknie. To frustrujące. Zamiast skupić się nad tym ile wciąż zyskuje cały czas rozpamiętuję to co było i ile straciłam. Tęsknie za pewnymi wydarzeniami. Niewiele mi z nich zostało. Wciąż bledną. Nie pomaga ich opisywanie. Smaków, zapachów, emocji na papierze czy ekranie utrwalić się nie da.
Tęsknie za pewnymi osobami. Za osobami, z którymi dawniej przegadywałam godziny, a dziś nie ma czasu/ chęci by odpisać nawet na głupią wiadomość. Niektóre z tych relacji są nie do uratowania. Zdaje sobie sprawę, że wina zawsze leży po połowie. Wiem, że połowa z tych relacji zniszczona została z mojej winy. Gdybym wiedziała jak to naprawić, czym zawiniłam... Mogłabym przeprosić. Ale przecież nikt nie oskarża. Lepiej jest milczeć i dać temu umrzeć śmiercią naturalną... Przez to czasami rozmawiając z przyjaciółmi mam z tyłu obawy. Ile czasu nam zostało? Czy znów nie popełnię jakiegoś błędu?
I to ciągłe analizowanie co się powiedziało, zrobiło. Że mogło się być lepszym, fajniejszym, mądrzejszym. Mniej oceniać. Więcej słuchać.
Tęsknie za dawną sobą. Za Natalią, która niczego się nie bała. Za tą Natalią, która tak kochała życie. Która nie bała się pisać i mówić. Która nie analizowała każdego wypowiedzianego i napisanego słowa. Która bywała tu częściej, cieszyła się byle czym. Nie analizowała każdego wpisu. Kochała wyzwania i non stop je sobie rzucała. Która wiedziała komu ufać.
Za Natalią, która nie bała się przyszłości. Tej sprzed czasu gdy rozczarowało ją życie, dorosłość, inni ludzie,, a najbardziej Ona sama i jej słabości.
Która porzuciła po drodze 90% swoich małych i większych marzeń, bo po prostu straciła do nich serce i nadzieję w ich spełnienie.
Która patrząc na to co osiągnęła czuła dumę i satysfakcję i nie zadawała sobie pytań w stylu "A co jeśli limit szczęścia już wyczerpałam?"
Za Natalią, która nie bała się przyszłości. Tej sprzed czasu gdy rozczarowało ją życie, dorosłość, inni ludzie,, a najbardziej Ona sama i jej słabości.
Która porzuciła po drodze 90% swoich małych i większych marzeń, bo po prostu straciła do nich serce i nadzieję w ich spełnienie.
Która patrząc na to co osiągnęła czuła dumę i satysfakcję i nie zadawała sobie pytań w stylu "A co jeśli limit szczęścia już wyczerpałam?"
Dziwny jakiś ten wpis. Pisany na szybko. Ale wczoraj pewna osoba powiedziała mi, że dla dobra zdrowia nie powinnam w sobie niczego dusić. Więc piszę. I opublikuje mimo wszystko.Z nadzieją, że choć trochę rozplączę nieszczęsne kabelki w głowie. I że mi to pomoże.
Mam obawy, jak kto odbierze ten wpis. Nie chce wyjść na totalnego egoistę, który nie widzi tego co dobre. Nie chcę nikogo kto tu wchodzi zamulać, ani martwić. To po prostu słabszy dzień. Kolejny z wielu. Wiem, że się podniosę. Pisanie tutaj to dla mnie najlepsza terapia. Zdecydowanie. W dodatku wiem jak cudowni są moi czytacze i nie jeden słabszy dzień ze mną przeszli. :*
Byle do wiosny (prawdziwej!! nie tej na dzień, czy dwa ;) ). I byle do przodu... Jak zwykle ;)
Wrócę tu do Was! W zdecydowanie lepszym humorze! <3
Mam obawy, jak kto odbierze ten wpis. Nie chce wyjść na totalnego egoistę, który nie widzi tego co dobre. Nie chcę nikogo kto tu wchodzi zamulać, ani martwić. To po prostu słabszy dzień. Kolejny z wielu. Wiem, że się podniosę. Pisanie tutaj to dla mnie najlepsza terapia. Zdecydowanie. W dodatku wiem jak cudowni są moi czytacze i nie jeden słabszy dzień ze mną przeszli. :*
Byle do wiosny (prawdziwej!! nie tej na dzień, czy dwa ;) ). I byle do przodu... Jak zwykle ;)
Wrócę tu do Was! W zdecydowanie lepszym humorze! <3
Dla przyjaciela nie wazne jest czy popelnilas gafe, czy gadasz madrxe czy glupio...nie musisz byc bardzidj jakas... masz byc soba... jesli "przyjazn"nie przetrwala, to to nie byla przyjazn... przyjaciel jest zeby podniosl a nie odszedl bo sie zrobilo sie niewygodnie... nie masz 10 lat gdzie kazdy mial czas po szkole... bedac doroslym trzeba planowac dzien bo dochodza obowiazki... ale prawdziwy przyjaciel znajdzie te kilka minut chocby na telefon gdy jest taka potrzeba...
OdpowiedzUsuńNie patrzymy sie za siebie, bo to z tylu juz nie wroci, a mozemy nie zauwazyc co wlasnie przechodzi obok lub czeka z przodu 😉 w marcu jak w garcu... swietnie sie to odnosi do mysli klebiacych sie w glowie na wiosne 😉 zycie to nie koncert życzeń... i oczywistym jest ze kazdy powinien nad soba pracowac, bo czkowiek sam z siebie sie nie zmienia... zmieniaja go ludzie z ktorymi przebywa i sytuacje ktore go spotykaja... wiec glowa do gory bo chrzesniak lubi usmiechniete damy 😍
Sis m.
Ok, tym chrześniakiem mnie przekonałaś!
OdpowiedzUsuńNo.dobra.czytajac wpis zaczelam.sie martwic ale piszesz zeby tego nie.robic wiec ok nie rozpamietuj za duzo.bez sensu.jesli przyjazn nie.przetrwala I.nie.zanosi sie na powrot to.nie.jest tego warta.zreszta zmienia.sie.zycie zmienia sie.otoczenie I pewne relacje tez sie.zmieniaja wcale nie jest powiedziane a że jakbyś się mega starała to przyjaźń by przetrwała.trzymaj sie tego.co masz.I.glowa.do.gory. kasiek
OdpowiedzUsuńTy to się szczególnie nie martw, za długo mnie znasz :P
UsuńSkoro pisanie tutaj to dla Ciebie najlepsza terapia, to pisz i wylewaj i nie przejmuj sie innymi. Każdy ma lesze i gorsze chwile - życie!
OdpowiedzUsuńJa jakieś 36 lat uczyłam się mówić co czuję, jeszcze nie do końca umiem, ale od mniej więcej 2 lat coraz lepiej mi to wychodzi(chodź jeszcze nie zawsze).
Ode mnie przytulas i uszy do góry!!! :*
Ja też wciąż uczę się mówić o uczuciach. Cały czas. Idzie mi kiepsko... pisanie ciut lepiej ;)
UsuńDziękuję za to że wciąż tu jesteś ;*
* choć, nie chodź
OdpowiedzUsuńomg.... wstyd :-/
Eeee, nie zauważyłam nawet :D
Usuń