Ciekawe kto dobrnie do końca? ;))
Pamiętnik z warsztatu:
Dzień pierwszy:
Przyjechałam o jedenastej
w południe. Najbardziej cieszył mnie fakt, że pożegnałam się z chłopcami! Co
było bardzo trudne. Wiadome jest, że pożegnania są najtrudniejsze, ale
obiecałam sobie, że nie pęknę.
Ośrodek jest tym samym, co przed rokiem.
Znajome tereny podtrzymują mnie na duchu, czuje się tu mniej obco. Czekałam
godzinę, aż wszyscy dojadą czytając w tym czasie ebooka na komórce.
Potem
obiadek, oficjalne przedstawienie uczestników i kadry i testy sprawnościowe. Tu
musiałam chwilę poczekać, ponieważ były drobne problemy z moim aktywnym
wózkiem. Testy przeszłam dostatecznie. Potem przy wracaniu z hali do ośrodka zapomniałam,
jaki mój wózek jest wywrotny i... rympsłam jak długa!! Na szczęście nie był to
jakiś groźny upadek, a jedynie fikołek do tyłu i na strachu się skończyło.
W
hotelu odpoczynek po obiedzie, przeczytałam trochę książki. Potem oficjalne
przedstawienie. Okazało się, że z osiemnastu ludzi tylko czworo porusza się na
wózkach. Reszta miała inne schorzenia.
A
potem kolacja i... Spacer.
SPACER?! Jezus! Takiego wycisku nie dostałam
cholera już dawno!! Klęłam, pociłam się, ciskałam gromami, ale przejechałam
naprawdę dłuuuugi, pół godzinny maraton!! Ponoć dałam radę i byłam naprawdę
dzielna!!
A teraz spać...
Dzień drugi:
Wiecie? Wśród obozowiczów, przed
rokiem panowała terminologia psychologiczna- "Kryzys dnia drugiego".
A ja? Cóż... Jestem tego podręcznikowym przykładem... Za mną cholernie trudny
dzień.
Za
mną naprawdę ciężki dzień. Płakać się chciało jak cholera! Nie myślcie, że chce
wracać. To znaczy chce! Ale w niedzielę-jak każdy! Chce dać radę i uwierzyć w
to, że wytrzymam! Jest mi tu bardzo dobrze! Wszyscy tutaj są wspaniali, każdy
chętny wesprzeć w każdej sytuacji, doradzić, pogadać... Czuje się przy nich
bezpieczna i lubiana. Ale tęsknota za domem jest silna... Brakuje mi chłopców,
własnego pokoju...
Brakuje
mi moich przyjaciół, bloga, mojego kubka kawy, psa...Najchętniej po prostu
zabrałabym ze sobą pięć autokarów ludzi... By byli ze mną w te dni. Ale nie
mogę. Teraz jestem tutaj... I dam radę! Każdy by dał, więc czemu nie ja?
Dzisiejsze zajęcia bardzo ciekawe i
sympatyczne!
Najpierw
zajęcia z coachingu - czyli wykładom, które miały nas zmotywować do spełniania
swoich celów. Bardzo fajna sprawa!
A
potem czas na... relaks! Joga okazała się strzałem w dziesiątkę!! Porozciągałam
się, poleżałam na mega wygodnym materacu i zrelaksowałam się... Zatrzymałam...
Odpłynęłam...
I zajęcia kondycyjne. Odprężające, ale
wymagające sporego wysiłku :)
Następnie
mecz piłki toczonej. Zostałam kapitanką jednej z drużyn-która zresztą okazała
się drużyną wygraną. :)
Dwuminutowy
telefon do domu, kolacja i... maseczki!
Zuza (:*) jedna z naszych kadrowiczek przygotowała nam owocową ucztę dla naszej
skóry. Podczas przygotowywania maseczek nie jednemu ciekła ślinka!
A
potem kąpanko i spanie. :) Mam tu jak w raju i mimo tęsknoty nie żałuję, że tu
jestem...
Dzień trzeci:
Dzień bardzo intensywny. Z rana moja grupa
miała zajęcia basenowe. Ja ze względów zdrowotnych do domu nie wchodziłam,
dlatego podążyłam na... Siłownię! Na miejscu standardowa rozgrzewka, dwa kółka
wokół sali gimnastycznej. W siłowni ćwiczenia na gumie thera band oraz obciążnikami
na dłonie. (Kilogram każdy!!) z Marcinem i Karoliną (:*)
Po
wszystkim przyszedł czas na zajęcia z asertywności! Bardzo fajna sprawa!!
Pozwoliła nam spojrzeć na siebie z innej strony i przestać bać się wyrażać
własne zdanie!!
Następnie obiadek, godzina leżenia i... pierwsze zajęcia z doradcą zawodowym!
Prowadząca to fajna kobieta mająca naprawdę oryginalne i ciekawe pomysły!
Zwieńczeniem całego dnia była ciekawa pogadanka nt. sportu.
A
ja muszę pochwalić samą siebie, gdyż dziś nie pozwoliłam sobie na łzy mimo
naprawdę ciężkich momentów. Nie jest lekko. Coraz bardziej tęsknie za
chłopcami, za Milusią... Jutro środa. Ktoś bardzo mądry powiedział mi kiedyś,
że "środa minie, tydzień zginie" :)) A do tego stuknie Nam
równiutka połowa obozu.
Dam
radę?
No
nie mam wyjścia...
Dzień czwarty:
Dziś bardzo długa sesja z doradcą zawodowym.
A potem technika jazdy. Na technice zostałam pochwalona. Moim zadaniem było
nauczenie się balansu, (czyli po prostu postawienie wózka na dwóch tylnych
kołach.). Pociłam się, męczyłam i... pomimo, że z asekuracją powoli zaczynam łapać,
o co w tym chodzi. Gdy skończyły się zajęcia przeszliśmy do góry z hali, do
pomieszczenia z bilardem i ping pongiem. Na miejscu zademonstrowałam swoje
umiejętności. (Nadal z asekuracją) balansowałam prawie minutę i zebrałam
gromkie brawa.
Aż się zarumieniłam ;)))
Jestem
tu cztery dni. Czas dłuży się niemiłosiernie.. Wybita z rytmu dnia nie bawię
się z chłopcami, nie robię kartek, nie piszę. Nie żyję jak wcześniej i zaczynam
powoli tęsknić do starego rytmu zmian. Ot-zmiany są nie dla mnie… Jedyne, czego
nie mogę to się poddać i wrócić do domu. Nie teraz. Niedziela już niedaleko.
Dam
radę. Chyba.
Dzień piąty:
Dziś
Dwie sesję z doradcą zawodowym trwające kilka godzin. Pod sam koniec moja
aktywność zaczęła maleć i musiałam się sporo namęczyć, by móc wysłuchać wykład
do końca. Sam wykład był oczywiście świetny! Po prostu ja nie mogę robić czegoś
zbyt długo, bo mój umysł zaczyna się męczyć i tracę kontrolę. Ziewam, wiercę
się, jestem niespokojna. Mam to od zawsze… Cholerne ograniczenie, którego nie
znoszę…
Potem
moja grupa miała jazdę na hand bike, czyli specjalnych rowerkach dla osób
niepełnosprawnych ruchowo. Ja słynąca z mojego baardzo niskiego wzrostu
okazałam się za mała jak na pojazd (szkoda, że tylko wzrostem, bo cholera rosnę
wszerz…, ) ale pojechałam sobie na wózku i poćwiczyłam ręce! J
A
reszta śmigała jak oszalała :D
Potem
bardzo, bardzo bardzo fajne zajęcia z motywacji i technika jazdy. Pokonywanie
przeszkód jest cholernie trudne. A dodać do tego mojego cykora… Kompletna
katastrofa… Ale! Koniec końców dałam
radę! Wszystko powoli… Na spokojnie…
Dzień szósty:
Za
nami ostatnie już zajęcia. Zleciało jak cholera!! Wierzyć się nie chce!!
Od
rana miałam ostatnie już zajęcia z doradztwa zawodowego. Na tapetę poszło CV, a
nasza doradczyni włączyła nam fragmenty seriali „Rodzinka pl” oraz „Ja to mam
szczęście” z wybranymi scenami na temat poszukiwania pracy. Było mnóstwo
śmiechu! Super uzupełnienie zajęć!!
Potem technika jazdy. Gdy już sobie poćwiczyliśmy przyszedł czas na relaks-rzucanie
lotkami i gra w kosza. Kupa śmiechu i zabawy J)
Potem nasz kolega z grupy Damian, studiujący psychologię poprowadził
wykłady na temat naszych praw… Dowiedzieliśmy się trochę o dziedziczeniu, czy o
rencie… Bardzo potrzebna sprawa!
I to były już ostatnie zajęcia… Jutro testy sprawnościowe i moc atrakcji na ten
ostatni dzień… Pojutrze będę w domu… Wierzyć się nie chce…
Dzień siódmy:
Ostatni
dzień. Testy sprawnościowe (takie jak te na początku.) Zaliczyłam je z wynikiem
dość zadowalającym. Najbardziej męczące bo ćwiczenie, podczas którego przez
sześć minut(!) musieliśmy bez chwili wytchnienia (!!) robić slalomy wokół dwóch
rozstawionych butelek. Ostatnim razem było to jedenaście okrążeń. Dziś
dobrnęłam piętnastu.
Więc
jak dla mnie bomba. Potem krótki wypoczynek, obiad i… wyjazd do kina!!
Zdecydowaliśmy się podzielić na grupy. Do wyboru było coś z fantasy oraz film o
powstaniu warszawskim. I nie wiem co właściwie podkusiło mnie do pójścia na fantasy?
Film był… Nie w moim typie. Ale wielkie, naprawdę wielkie ukłony dla grafików.
Obrazy demonów były tak rażące, że większość filmu spędziłam patrząc w podłogę.
Mając dobrą pamięć fotograficzną, gdyby któreś z demonów niespodziewanie przypomniałoby
mi się w nocy to… Hm… Zawał na miejscu :P
Powrót
z kina. Przebieramy się. Z pomocą Zuzy i Małgosi, które to z prawdziwą
perfekcją wykonały mi bardzo ładny makijaż i fryzurkę. Na imprezie rozdanie
dyplomów, żarełko, rozmowy. Spokój i luz…
Wyszłam
grubo po dwunastej. Obecnie jest prawie druga w nocy. A ja właśnie się ukąpałam
i powieki same opadają. No koniec! Czas spać.
Jutro
o tej porze będę w domu…
Dzień ósmy- ostatni:
Obudziłam
się w wyśmienitym humorze. Wygrałam! Dałam radę! Przetrwałam! Było cholernie
ciężko.
Po toalecie i pakowaniu zeszłam na dół by zjeść śniadanie. Ale jakoś nie miałam
ochoty jeść, więc jedynie uraczyłam się soczkiem jabłkowym. Jeszcze w trakcie
gdy byłam na jadalni okazało się że rodzice już są.
Pożegnanie.
Ścisk gardeł. Obietnice utrzymywania kontaktów… Powrót do domu.
W
domu powitanie z Igusiem i Adusiem.
Boże, jak mi tych małych wariatów brakowało! Dostali od cioci dyszkę J) . Igorek zaskoczył planami. Za pieniążki od cioci
kupił sobie „kok bubuś” ;) (czyt sok Kubuś ;)) Potem odwiedziła Nas Milena. Nasze kociątko jest już coraz większe
i coraz piękniejsze. Oczy niebieskie i wielkie, włoski mięciutkie. Pachnąca
oliwką… Jest cudowna. Wszyscy troje są..
Kochani… A teraz składam podziękowania. Wam wszystkim którzy
tak wspierali mnie podczas tego niełatwego dla mnie tygodnia.
A ja wracam powoli do siebie… Mam przy sobie rodzinę, swój pokój, swoje
karteluszki, mój blog, moich przyjaciół i te wspomnienia… A to znaczy, że mam
wszystko…
Super! Buziaki :***
OdpowiedzUsuńJA wiedziałam że tak będzie ;) brawo!
OdpowiedzUsuń:*
Usuńjesteś naprawdę bardzo, bardzo DZIELNA!!! Bądź z siebie dumna!!!!
OdpowiedzUsuńDziękuje :*
Usuńa ja się wzruszyłam czytając Twój dziennik, wiesz?
OdpowiedzUsuńjestem z Ciebie baaaardzo dumna!
i choć dodzwonić się tam do Ciebie nie dało, to cieszę się, że TO zrobiłaś.Udało się.A jak! Dzielna Moja Dziewczyna, no!
:*:*:*
:* :* :*
UsuńPięknie to wszystko opisałaś . A dobrnąć do końca to nie było wyzwanie - czytało się z przyjemnością . I dumna jestem z Ciebie . Ty to jednak dzielna bardzo jesteś . Taka skromna , a taka dzielna .
OdpowiedzUsuńI koniecznie chcę zobaczyć jak balansujesz na tych dwóch kółkach .
Środa ?
Środa :))
UsuńNo i super! Dałaś radę, pokazałaś, że jesteś silna i dzielna! Brawa dla tej Pani!
OdpowiedzUsuń:D dziękuje :*
UsuńDni zapełnione na całego, ale to dobrze:) Wiedziałam, że dasz radę:)) Dobrze,że już wróciłaś:***
OdpowiedzUsuń:**
Usuńświetny pamiętnik :) - kiedys jako babci poleci Ci łezka :)
OdpowiedzUsuńa ten obóz chyba nam Cię rozruszał :D - skoro zamarzylas o takich wywrotkach jak ten kolega co na filmiku szaleje :D
Oby! Oby ten blog przetrwał czasy mojego babciowania D
Usuń:* oj nie!! ja sie na to nie pisze :P ale szczena opadła:D
Przeczytalam do konca! Boze, to brzmi dla mnie jak oboz prztrwania normalnie! ;)
OdpowiedzUsuńAkrobacje obejrzalam z przerazeniem. :) Na koncu jak ten kamikadze poznaje malego chlopca, to sobie pomyslalam "ty wariacie ryzykuj sobie zyciem jak ci niemile, ale dziecko to zostaw w spokoju!". ;)
Bo to był mój mały obóz przetrwania :DD
Usuń