sobota, 18 grudnia 2021

Kartka z pamiętnika: DOWÓD na to, że...

Idą święta! Strach pomyśleć, które to moje z kolei... ;)

Kompletnie ich nie czuję. Chociaż stop! Użyłam złego określenia. Czuję grudzień, czuje nastrój oczekiwania. Nie czuję natomiast, że to już za tydzień i jakoś spowolniło się moje oczekiwanie. 

Dekoracje, które tak strasznie planowałam w tym roku całkiem zarzuciłam. No bo ilekroć siadałam do roboty zawsze coś! Albo nagle była sprawa niecierpiąca zwłoki, albo kleju zabrakło/krzywo się wycięło/nie chciało mi się szukać szablonu bez którego ani rusz/szlag mnie trafił. Niepotrzebne skreślić. ;) Za to jeszcze z końcem listopada udało mi się upolować dwie przesłodkie zawieszki "nie hedmejdowe" w sklepie. Chociaż tyle!


Z początkiem grudnia w moim domu zaginął dokument najsłynniejszy ostatnio na całym chyba świecie... Paszport covidowy. I to zarówno mój jak i mojej rodzicielki.
Kilkudniowe poszukiwania zakończyły się na szczęście powodzeniem. Za to wynikły inne sprawy.
No bo...

  1. Noelce przypomniało się raptem, że posiadać dokument można w wersji elektronicznej.
  2. Ale potem też jej się przypomniało, że nie ma profilu zaufanego.
  3. No to chciała założyć.
  4. No to coś nie wyszło.
  5. Aha... Coś jakby świta? Coś jakby z dowodem? Minęło dziesięć lat pełnoletności i otrzymania wspomnianego już dowodu.
  6. Taaa... Okazał się nieważny.
  7. No to dawaj! Do załatwiania!
  8. Na początku biurokracja. Tu zaś napotkaliśmy schody. I to dosłownie. 
    Nieprzystosowana placówka. Zdarza się. Bez pretensji, bo na szczęście mogłam to załatwić w każdym innym punkcie. I tu skierowano nas po informacje o mobilnym punkcie. Takim co to przyjeżdża dla osób niepełnosprawnych i można załatwić wszystko od ręki. A dokładniej od odbicia palucha na dziwnej maszynce.
  9. ...Który to punkt okazuje się istnieć, a i owszem, ale dopiero po nowym roku...
  10. No to tego to się nie spodziewałam ani ja, ani towarzysząca mi podczas rozmowy rodzicielka oraz rodziciel, którzy (Z miłości, wybaczam) próbują prawie wyrwać mi słuchawkę i przedstawić swoją wersję wydarzeń. Pani finalnie myśli, że jestem matką swojej matki, a że moja matka to moja córka. 
  11. Po stu głębokich oddechach i wyjaśnieniach wszyscy wiemy kim jesteśmy, czego nie ma (mobilnego punktu) i co jest (schody.) Wychodzi dobrze. Jest miło i nikt nikogo nie zabił.
  12. Umówienie jesteśmy do punktu w innej gminie. Bez schodów.
  13. No to fru. Do pana fotografa.
  14. Jezuuu, co się chłop napocił to jego!
  15.  No bo nie trzeba być jakimś błyskotliwym człowiekiem, by nie zauważyć, że co i rusz któreś Noelowe oko spiernicza na Maroko. Pan fotograf prosi patrzeć prosto. No to ja prosto. I w lewo przy okazji. 
  16. Pan fotograf  grzecznie prosi jeszcze raz. A ja znów prosto. I w prawo! 
  17. Ogarniam gałki oczne w kupę i cykamy kolejne ujęcie. Tym razem to się okazało, że znów "za smutno" (Halo! Panie Fotograf! To była mina poważna i doniosła! Pan się nie zna!)
  18. Pan pstryka foto ostateczne. Wychodzi dobrze. Jest miło i nikt nikogo nie zabił.
  19. A potem to tylko załatwić inne godziny pracy, wstać i fru do okienka.
  20. I tu bardzo skrupulatnie i dokładnie wypełniam arkusze.
  21. I mylę jedynie mail do weryfikacji.
  22. I własny pesel.
  23. Wychodzi dobrze. Nikt mnie nie zabił.
  24. I finito! Mamy dowód! 
  25. ... Na to, że nazwa bloga jak zwykle adekwatna do sytuacji 
;)

2 komentarze:

  1. O jacie... Ale przeboje! :D Czasem tez tak mam, ze co krok to jakas kloda pad nogi. ;)

    Kochana Noelciu!!! Wesolych Swiat i Wspanialego Czasu z Rodzinka!!! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dla was wszystkiego dobrego, smacznego i magicznego! :*

      Usuń